Bloog Wirtualna Polska
Są 1 272 172 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Mamą być… Zasypianie, czyli jak owinąć rodzica wokół palca…

poniedziałek, 28 września 2015 23:22

Zasypianie… Jedna z chwil, gdy twoje własne dziecko owija cię wokół palca…

 

Są dni, że mój synek pada. Chwilę z nim siedzę, chwilę pośpiewam i już śpi. Ale są także takie dni, jak dziś...

 

Zasypiamy…  Ja, matka, siedzę koło łóżeczka, on, synek zasypia. Jak co wieczór.

- Mamo, chcę wody!

- Mówi się proszę. I nie kochanie, piłeś przed snem, teraz pora już spać – odpowiadam, w pełni zadowolona, że dziś przechytrzyłam to codzienne wezwanie dając synowi pić wody przed położeniem go spać.

- Wooody!

- Piłeś kochanie przed chwilą, teraz już śpij! – odpowiadam, ale włącza się matczyny wyrzut sumienia, że może moje dziecko rzeczywiście chce wody, chce pić, a ja mu odmawiam, a przecież spragnione jest, woda zdrowa, powinno dużo pić, niektórzy nie mają wody, a ja, wyrodny rodzic, mu nie pozwalam…

Zapada cisza. Siedzę dalej, syn zasypia.

- Mamo, śpiewaj kołysankę.

Śpiewam.

- Nie tą!

Szybko, jak na akord, zmieniam nutę i śpiewam kolejną. Po chwili:

- Już nie śpiewaj.

Przestaję śpiewać. Cisza. „O, wreszcie zasypia” – myślę. Co pomyślałam, słyszę jak zaczyna do siebie mówić. Ale nic. Milczę. Syn mówi... mówi... mówi... W końcu ja:

- Zamknij oczy, śpij.

- Nie, nie zamknem, nie mogę, są za duże – odpowiada mój syn.

- Za duże? – pytam.

- Taaak – przekonuje ze swoistym dziecinnym przekonaniem w głosie.  – Nie mogem zamknąć. Są otwarte.

- Dobrze, to śpij – mówię, by nie wdawać się dalej w dyskusję.

Cisza.

- Maaaaamusiuuuu! Wody! Chcę wody!

Co począć? Matka przynosi wody, coby przyśpieszyć już proces zasypiania. Przecież jeśli chce wody, to jest spragniony. Jak zaspokoi pragnienie, to zaśnie, prawda?

Pije.

- Dobrze, teraz już śpij. Dobranoc, kocham cię – mówię.

Cisza. Zasypia. Po chwili…

- Mamusiu, mam kozuchę – mówi i ciąga nosem.

Matczyny głęboki wdech…

- Masz, smarkaj w pieluchę! – mówię.

- Nieee! Niee w pieluchę! W papier, przyniosim papier!

- Nie, kochanie, w pieluchę.

- Nieeee, w papier, chcem w papier!

Matka potulnie idzie po papier. Smarkamy.

- Już?

- Taaa – mówi zadowolony.

- Teraz śpij.

Matka coraz bardziej zmęczona. Już nie siedzi przy łóżeczku. Leży obok na podłodze i powoli odpływa ze zmęczenia.

- Śpiewaj kołysankę – odzywa się syn.

Matka śpiewa (przecież zrobi wszystko, by dziecko już zasnęło).

Synek śpiewa z matką…

- Siku!

Idziemy siku, wracamy, kładę synka do łóżeczka, padam obok.

- Głaskaj po pleckach.

Matka głaszcze.

- Nie tak! Wyjmij szcebelek.

Matka wyjmuje szczebelek, wsadza jedną rękę do łóżeczka i już głaszcze „poprawnie”.

W końcu matka widzi, że syn odpływa… Przestaje głaskać, po cichu wstaje. Podchodzi do drzwi… Krok i…

- Mamooo! Gdzie idziesz???

 

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Samo ciacho

czwartek, 24 września 2015 21:15

Dzielny Mąż wsadził piłkę za koszulkę na brzuch.

- Patrz – mówi – to ja za 10 lat.

- Ani mi się waż! – krzyczę – O nie, nie, nie!

Dzielny Mąż wyciąga piłkę i mówi z wielkim zadowoleniem:

- No, teraz to twój mąż wygląda – samo ciacho!

 

Hehehe. Padłam! ;)

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Mamą być… święty reniferin

niedziela, 20 września 2015 23:11

Mój dwuletni synek:
- Mamusiu a to, co to jest? - pyta patrząc na naklejkę przedstawiającą renifera naklejoną na drzwiach u swojego kuzyna.

To Kochanie - odpowiadam - to jest świąteczny renifer.
Synek wraca do zabawy. Po chwili znowu patrzy na drzwi i mówi:  
- Mamusiu, a to jest święty reniferin!

 

:)


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Error.

wtorek, 15 września 2015 23:47

Rzadko są takie dni, ale się zdarzają. Mnie dzisiejszy zaskoczył, bo nawet nie miałam przeczucia. Tak nagle, bez zapowiedzi pojawił się „error”. I koniec, ani rusz! Nagromadziło się tyle, że tempo, fakt tych rzeczy, czas, wyzwania mnie przerosły. Osaczyły mnie ze wszystkich stron i przygniotły. Ot, tak. Po prostu. Dziwię się. Bardzo się dziwię.

Oczywiście, że wszystko zrobiłam, aczkolwiek w pewnym momencie myślałam, że mnie rozsadzi. Wielkie BUUUM !!! i wystrzelę! I nie ma Kissiaka. Dziwne uczucie! Łzy (a przypominam, że ja płaczę ze złości – taki typ) stały mi w gardle. Nawet znajoma Pani w pizzerii mówi do mnie: „Dziś nie dzień”. Ja mówię: „Nie!”. Ona: „To dobrze, że Pani wyszła, przewietrzy się, przejdzie, będzie lepiej”. Fakt. To jest sposób. Pomógł. Nie wybuchłam. Jestem. Byłam. Trwałam. Pokonałam niepokonane :)

Kropka nad „i” musiała się jednak pojawić. Bo jakżeby inaczej… Bowiem pod koniec dnia nie mogłam znaleźć pewnych dokumentów. Ot, i tyle. To była "wisienka na torcie". Dopełnienie. Dojechałam do domu (po drodze trzymałam fason), a potem dałam na luz… Wypuściłam emocje. Leciały jak groch. Na szczęście, jak tak lecą ze złości, to Dzielny Mąż zawsze mi powtarza, że tak pięknie wyglądam jak płaczę (!). (Tak to prawda, wiem to, widzę :P  /skromność wrodzona/). Więc skończywszy i z lekka poprawiwszy jednak swą urodę (Coco Chanel zawsze powtarzała, że przed wyjściem z domu, trzeba poprawić z lekka swoją urodę, bo nigdy nie wiadomo, czy tego dnie nie będzie się mieć randez-vous z przeznaczeniem. A dla swego przeznaczenia lepiej wyglądać tak dobrze, jak to tylko możliwe). Więc posłuchawszy, ruszyłam odnaleźć „zapodziane” dokumenty. Oczywiście, były tam, gdzie być powinny i nic im się nie działo.(Ufff. Kamień z serca). Miałam nocną przejażdżkę. By the way, będę spała spokojnie i ogólnie, będę spała! Poza tym, wiedziałam, że one muszą tam być, bo kto jak kto, ale Kissiak wie gdzie, co i jak, i jak już mu coś w łapki wpadnie, szczególnie jeśli chodzi o kartki, karteczki i karteluszki, to zawsze wie, gdzie, co i jak się podziewa. (Czasem tylko musi się zastanowić ;) ). Porządek musi być! Nawet w tym artystycznym nieładzie!

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Połechtana... :P

czwartek, 10 września 2015 21:04

Wychodzę z biura ogarnąć sprawy na mieście. Spotykam sąsiada, z którym zawsze zamienię kilka słów jak się spotykamy. Sąsiad ok.50-60 lat, ma firmę, piętro, może dwa niżej.

- Dzień dobry - mówię.

- Dzień dobry. Przepraszam, powiem Pani coś. Proszę się nie obrazić, ale powiem.

- Tak?

- Przyszedł dziś do mnie znajomy i musiał Panią spotkać, bo mówi, przepraszam, ale zacytuję, mówi: "Stary, ale laskę spotkałem na klatce schodowej". Więc ja pytam - ciągnie dalej sąsiad - proszę wybaczyć, ale pytam, taka blondyneczka w okularach? Znajomy odpowiada, że tak, więc ja mówię: to modelka, pracuje w firmie na górze. A on tak: "Stary! Czemu ty takich nie zatrudniasz?!?".

 

Kissiakowe EGO połechtane :P

Nieprawdaże, że taka sytuacja może uprzymilić dzień :P

Hehehe...

 

 

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

sobota, 18 listopada 2017

Licznik odwiedzin:  51 666  

Kalendarz

« wrzesień »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
282930    

Ulubione strony

Statystyki

Odwiedziny: 51666

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Pytamy.pl

Facet