Bloog Wirtualna Polska
Są 1 263 873 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

California dreaming, czyli wizja przyszłego wyjazdu za granicę

środa, 25 września 2013 17:32

Siedząc ostatnio przy kolacji, rozmawialiśmy o tym, jak w przyszłości odwiedzimy Metafizyczną w Kaliforni. Oczywiście Dzielny Mąż i Metafizyczna stwierdzili, że znając moje umiejętności pakowania, majątek stracilibyśmy na walizkach, bo przecież za przewóz każdego większego bagażu trzeba płacić :) Po czym Dzielny Mąż ni stąd ni zowąd wstał od stołu i zademonstrował na migi obrazek, którego nie da się wyrzucić z pamięci :D Tak mnie zaskoczył, że dostał za niego soczystego buziaka :*

Oczywiście później musiałam tę jego wizję narysować :P 

 

 

California Dreaming.JPG

 

 

PS. A co byłoby w walizkach? No jak to co ?!? W pierwszej rzeczy Dzielnego Męża i dzieci. W drugiej rzeczy Kissiaka, czyli moje. W trzeciej kosmetyki, w czwartej buciki, bo przecież nie wiem, jakie będą potrzebne akurat w Kaliforni! A piąta? Piąta pusta na zakupione tam buciki! :P (No przecież to oczywiste :P)

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

"Projekt Puszka" i co z tego wyszło…

piątek, 13 września 2013 13:37

Pierwsza puszka (foto - patrz wcześniejszy wpis) powstała dla Metafizycznej, ale jak to w życiu bywa „coś” stać się musiało i sytuacja wyszła następująca, co jej pominąć nie można i trza opowiadać, bo bawi do łez!

 

Kończyłam właśnie skarbonkę, gdy do domu weszła Metafizyczna. Otwierając jej drzwi mówię więc:

- Nie wchodź do pokoju bo kończę ci puszkę!

Metafizyczna stanęła jak wryta. Mina jej zrzedła, jakby ducha zobaczyła i nic nie mówi. Po chwili wyrwana z osłupienia duka głośno zdumiona:

- Co ty robisz???

- No, kończę ci skarbonkę!

- O Boże! – mówi – A ja się zastanawiam co ty robisz! Bo otwierasz mi drzwi i od progu mówisz szybko: Nie wchodź, bo kończę cipuszke! Wiesz co ja pomyślałam?!?

 

:) :) :) 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

"Projekt Puszka"

piątek, 13 września 2013 13:30

Nie od dziś wiadomo, że uwielbiam wszelkiego rodzaju pudła, pudełka, pudełeczka. Sęk w tym, że nie tylko ozdobne… Kiedy się przeprowadziliśmy z bólem serca pozbywałam się kartonowych, co ładniejszych i zgrabnych oczywiście pudełek. Dzielny Mąż aż chwyta się za głowę, kiedy mówię: „Jej, jakie śliczne pudełeczko!”. Na szczęście w moim odchyle sama nie jestem i jak to z takimi rzeczami bywa, są po kimś dziedziczne. Ja odziedziczyłam swoje dziwactwo po tacie. On także uwielbia pudła i pudełka. Na drugie szczęście mamy rozum i nie staliśmy się zbieraczami! Ale kiedy widzę pudełka, które są naprawdę fajne, to żal serce ściska kiedy nadchodzi czas by je wyrzucić… Stąd właśnie narodził się pewnego dnia „Projekt Puszka”.

A było to tak… Podając mleko synkowi, najpierw zastanawiałam się do czego można zużyć puste pudełka po Babilonie i, jak je ozdobić, by nie stanowiły pudełka po mleku. Z bólem serca pozbywałam się 4 opakowań, które zalegały w szafce, bo stwierdziłam, po namowach Dzielnego Męża, że nic z nich jednak nie będzie. Kiedy jednak zmieniliśmy mleko na mleko w metalowej puszce, od razu jak ją zobaczyłam, wiedziałam, że takiej puszki wyrzucić nie można! Toż byłaby to zbrodnia niesłychana! I tak głośno zastanawiając się, jak ją okleić, pomalować czy cokolwiek z nią zrobić, by stała się użytkowa, ładna, estetyczna, jedyna w swoim rodzaju i pożyteczna, Metafizyczna, która akurat siedziała w salonie, powiedziała: „Zrób mi z niej skarbonkę”. Przyjrzałam się więc jeszcze raz puszce i od razu w mojej głowie zaświecił pomysł, jak jej tą skarbonkę zrobić! Ba! Powstało od razu kilka pomysłów, pomimo, że na razie pusta puszka była tylko jedna. (Na szczęście synek lubi jeść ;) i puszek przybędzie :) ).

W ten oto sposób powstał właśnie „Projekt Puszka”!

Proszę podziwiać :P :P :P 

 

IMG_0016a (2).JPG

 

IMG_0016a (3).JPG

 

IMG_0016a.JPG

 

IMG_0016a (1).JPG

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (19) | dodaj komentarz

Mamą być...

czwartek, 05 września 2013 5:33

Piotruś ma już miesiąc. Nie wiem kiedy to zleciało. Miałam pisać, ale odpalenie komputera na dłużej było na początku czymś nieosiągalnym. Bo karmienie, bo przewijanie, bo przytulanie, bo bekanie, bo trzeba samemu coś zjeść, bo spanie, bo pranie, bo wstawanie, bo… i tak w kółko. (Oczywiście pomoc miałam, ale przecież to JA jestem MAMĄ!). Ale teraz nadszedł moment odpowiedni, jak to w życiu bywa, zawsze odpowiedni moment nadejdzie. Nic na siłę.

 

Po pierwsze: poród.

Tak… wszystkie kobiety, które urodziły to bohaterki. Powtarzajcie to swoim mamą, wiem co mówię. Czy facet jest przy porodzie, czy nie, powinien potem swoją kobietę na rękach nosić. Całe życie. Pamiętam jak pani położna przyjmująca mnie do szpitala powiedziała: „Kilka godzin i już nie będzie Pani pamiętać”. Ta… Pewnie, nie ma co rozpamiętywać, ale takich rzeczy się nie zapomina :) I  żeby nie było, nikogo nie straszę, bo da się przeżyć jasna sprawa :) ale najprzyjemniejsza rzecz, to nie jest, oczywiście do momentu pojawienia się maluszka na świecie :) Mając CC (cesarskie cięcie), tak jak ja, to w ogóle inaczej :) Najbardziej pamiętam, że cały czas trajkoliłam do anestezjologa, a na koniec wypaliłam „Panie doktorze, czy kobiety zawsze wygadują takie głupoty?”. „Zdarza się” – odpowiedział. A potem, gdy pokazano mi synka, mówiłam tylko: „Jaki śliczny, jaki śliczny!”. I oczywiście potok łez nie do opanowania. No taka już jestem i moje uwrażliwienie uruchomiło się z momentem przygotowywania do cięcia – potok łez nie wiadomo skąd, potem potok łez szczęścia – a skończyło na sali po porodowej, jakieś trzy godziny po wszystkim, gdy zasnęłam już z synkiem na piersi.

 

Po drugie: połóg.

No tak, o tym to już się prawie w ogóle nie wspomina. Pierwsze dwa tygodnie: kosmos. I nie chodzi o opiekę nad synkiem i nową sytuację, ale o hormony. Płakałam, płakałam i płakałam (zwą to „baby blues”), niezbyt wiedziałam co dzieje się dookoła i tak jakoś czułam się oderwana od rzeczywistości. Na szczęście już minęło.

Kobiety to jednak silne istoty.

 

Po trzecie: macierzyństwo.

Jak pisałam, Piotruś ma już miesiąc i sama nie wiem, kiedy to wszystko minęło. Urósł, przybrał na wadze, zmienia się z każdym dniem. Rytm dnia, a raczej doby już się nam ustalił. Jest dobrze. Są radości, są obawy. Chyba tak ma być. Najpiękniejsze i tak są oczy. To one nam mówią: „kocham bezwarunkowo, ufam bezgranicznie” i to wynagradza wszystko!

 

 

PS. Po ostatnie! Jestem naprawdę porąbana, bo piszę ten wpis o 5.00 nad ranem (po karmieniu i bekaniu), kiedy to powinnam już się położyć, by zaznać trochę snu, tak jak synek i Dzielny Mąż.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

poniedziałek, 21 sierpnia 2017

Licznik odwiedzin:  50 449  

Kalendarz

« wrzesień »
pn wt śr cz pt sb nd
      01
02030405060708
09101112131415
16171819202122
23242526272829
30      

Ulubione strony

Statystyki

Odwiedziny: 50449

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Pytamy.pl

Facet