Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 263 869 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Biednemu zawsze wiatr w oczy...

środa, 26 września 2012 20:01

Dzisiaj nie będzie optymistycznie. Nie, bo już nie wytrzymałam! Dzielny Mąż walczył o premię, walczył, walczył, strasznie przeżywał i... wywalczył. I miała być kuchnia w nowym mieszkaniu. I co? I dupa... kuchnia poszła w odstawkę, kuchni nie będzie, a kolejna premia, jeśli będzie (a to nie jest zagwarantowane), to w styczniu, czy lutym... Bo oczywiście, samochód musiał się zepsuć w tym momencie i oczywiście tak, że jego naprawa kosztuje niebotycznie, więc Dzielny Mąż harował, harował, a premię otrzyma mechanik! I gdzie tu sprawiedliwość? Już mi flaki się z tego wszystkiego przewracają. Bo ja nie mam zwyczaju narzekać, pisać o tym, że dla zwykłych ludzi świat jest niesprawiedliwy i w ogóle. Nie patrzę nawet na absurdy typu ile dostaje prowadzący dany show za jednej odcinek, polityk za paplanie głupot! Nie, bo po co się przejmować. Cieszę się z każdego dnia, z tego co mam, jestem uczciwa, bo tak mnie wychowano (i dobrze), pracuję, uśmiecham się, mam swoje radości, ale dziś już po prostu nie wytrzymałam. I żeby się z miejsca po prostu zwyczajnie nie poryczeć, to musiałam z siebie to wyrzucić. Bo biednemu zawsze wiatr w oczy... 



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

„Jedyny portal społecznościowy na jaki wybieram się w przyszłości…”

wtorek, 18 września 2012 18:30

Facebooka nie mam. I mieć nie będę. Nie uważam posiadania go za coś niezbędnego w dzisiejszym świecie. Cytując Krzysztofa Szymoniaka, autora książki „Fotografioły”, która przez przypadek wpadła mi w ręce, i którą obecnie czytam: „Jedyny portal społecznościowy, na jaki wybieram się w przyszłości, to cmentarz”. Facebooka nie rozumiem i chyba nie zrozumiem. Nie potrzebuję „lajkować”, nie potrzebuję „być lajkowana”. Nie muszę mieć tysiąca znajomych i nie muszę być znajomą tysiąca. Nie muszę się chwalić chwilą, tym co akurat robię, zamierzam robić, czy robiłam, nie muszę chwalić się swoją podobizną na ekstra "fociach z dziubkiem”. Nie jest mi to po prostu potrzebne do szczęścia. I pociesza mnie fakt, że nie jestem w tym sama, że znam grono osób, które facebooka nie mają. I przyznam, że jest ich całkiem sporo. Ale jest też sporo osób, które mówią: „Nie znalazłem Cię na facebooku”. „Bo nie mam” – odpowiadam. „Jak to?!?” – dziwią się. 

Ostatnio Metafizyczna opowiadała historię kobiety, która zamieszczała posty na swoim profilu z sali porodowej. Minuta po minucie. A potem „pstryk” i „focia” świeżo poczętego dziecięcia już obiegła świat. Nie rozumiem tego, ale myślę, że nie ona jedna oskubała siebie (i swoich bliskich?) z dość intymnych chwil życia. Tylko… po co to wszystko? 

Nie krytykuję ludzi, którzy facebooka mają. Nie, broń Boże, bo to, że czegoś nie lubię, czy nie rozumiem, nie jest głosem krytyki. Każdy robi co chce, zamieszcza co chce, pisze co chce itp.

Ktoś może powiedzieć, że mam blooga. Pewnie, mam. I czasem zastanawiam się nad „granicą”. I jakąś granicę sobie wyznaczam i staram się jej nie przekraczać. Zresztą, na założenie blooga namawiał mnie Dzielny Mąż z dobre pół roku (jak nie więcej). No i namówił. I nie żałuję, bo skończyłam wówczas pisać od szuflady, a wszelkie myśli wrzucam tutaj. I cieszy mnie fakt, że KTOSIE czytają, że komentują. Ale bloog to nie facebook, nie nk, to zupełnie, ale zupełnie coś innego :)

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (12) | dodaj komentarz

Szkoda, że to nie kobieta

piątek, 07 września 2012 14:21

Wczoraj była nasza czwarta rocznica ślubu. Co roku robimy w ten dzień cos innego, i tym razem poszliśmy na kolację. I pewnie nie wspomniałabym o tym na bloogu, bo takich „uroczystości” nie mam w zwyczaju opisywać, zostawiając sobie smaczki we wspomnieniach, ale oczywiście, bo jakżeby inaczej z moją skumulowaną zdolnością  przyciągania „dziwnych zdarzeń”, zwyczajnie być nie mogło. A więc proszę…

 

Przy stoliku obok siedzi dwóch mężczyzn, że się tak wyrażę, dojrzałych mocno, i pijąc wódeczkę rozmawiają o śledziu! Nie żebym podsłuchiwała, bo przecież nie po to tu przyszłam, ale nawet rozmawiając z Dzielnym Mężem, ich słowa słychać było czasami między naszymi. W pewnym momencie czuję jednak na sobie wzrok. „Gapi się” – myślę. A, że jeden siedział tyłem do mego boku, to drugi naprzeciwko niego, wprost na mnie miał widok. No i widzę kątem oka, że miałam rację. Gapi się i gapi. Trudno. Czekamy sobie dalej na pyszności, gdy słyszę, jak mówi o moim Dzielnym Mężu:

- Szkoda, że to nie kobieta.

(Irytację poczułam, a jednocześnie na śmiech mi się zebrało. Ja nie żałuję! - krzyczałam do niego w duchu - Dzielny Mąż to facet w stu procentach!).

- A co? Podszedłbyś? – odpowiada mu ten tyłem do mego boku.

- No pewnie! – mówi.

(Jeszcze czego! – myślę).

- Za stary jesteś – odpowiada ten tyłem.

- A co ty myślisz, że nie dałbym rady? – pyta.

(A pewnie, że nie dałbyś, dziadzie jeden! – myślę).

„Szkoda, że to nie kobieta” – usłyszeć takie coś :)! I to w rocznicę ślubu! Jak wyszliśmy, rechotaliśmy dość długo.

Ale to jeszcze nic! Incydent inny stał się godnym pożałowania nas. Na szczęście, też jeszcze przed posiłkiem. Siedzimy sobie, rozmawiamy, śmiejemy się, tra la la la, wiadomo ;), a tu słyszę, jak ten tyłem do mego boku puszcza serię bąków! Tak! Bąków! Oniemiałam. Za chwilę smród do naszych czułych nosków dobiegł straszny. Dzielny Mąż nie słyszał tego co ja, więc już widzę, że na „migi” do mnie pokazuje marszcząc nos, że coś śmierdzi i pyta oczami czy czuję. Więc gałki oczne przewracam na prawo wskazując sprawcę. Dzielny Mąż kiwa głową, że rozumie. Na co ja dyskretnie mówię mu, że „słyszałam”.

- Nie! – mówi, już głośno, oburzony Dzielny Mąż.

- Tak! – odpowiadam.

Smrodek przeszedł jednak po paru minutach (oburzenie moje trwa do dziś) i kolację zjedliśmy już bez innych „dziwnych zdarzeń” i zapachów. Na szczęście.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Dzień dobry jesieni

środa, 05 września 2012 19:30

Ludzie nie mają czasu, ja też nie mam go tyle, ile bym chciała. Ale nie ma co narzekać, trzeba się do tego faktu przyzwyczaić, bo nic nie wskazuje na to, że czasu przybędzie. I trzeba po prostu działać. Więc postanowiłam działać, bo na razie dni tylko uciekają niewiadomo kiedy. Bo na przykład miałam napisać pierwszego września, a tu zrobił się już piąty… Tak, tak… Aż chce się rzecz, że wyszło jak zawsze :)

W związku z nadchodzącą jesienią postanowiłam kilka rzeczy:

 

Zamierzam chodzić na filmy DKF-u. Co wtorek!

Zamierzam chodzić na spacery – co drugi dzień! (No dobra, czasem co trzeci :P).

Zamierzam pochłaniać książki (nie, nie dosłownie, jeść będę co innego), ale czytać, czytać, czytać…

Zamierzam więcej obserwować i pisać na bloogu.

I zamierzam jeszcze robić zdjęcia, dużo zdjęć.

 

Tak… to moje plany na jesień. Oczywiście do tego trzeba doliczyć pracę, masę obowiązków domowych, bo niczym PPD (czyt. Perfekcyjna Pani Domu) nie mogę tego zostawić ani odłożyć na później, bo zawsze jest coś do posprzątania, ułożenia, planowania, gotowania, pichcenia, przygotowania itp., itd. Nie mówię, że Dzielny Mąż mi nie pomaga, ale co kobieta, to kobieta :). Idąc dalej, doliczyć trzeba: nowe mieszkanie i wszystkie związane z tym sprawunki plus oczywiście przeprowadzkę, która już wisi nam na karku, coraz to nowsze pomysły rodzące się mojej głowie, jesienną chandrę i przesilenie, które zbliżają się coraz większymi krokami (czuję to niestety w kościach), dobę, która ma tylko 24 godziny i wszelką masę innych rzeczy plus oczywiście Lenia, o którym nie można zapominać, bo co jakiś czas siada na ramieniu i szepcze „Nie chce ci się, nie chce ci się”. Tak, tak… Taka prawda.

Ale postanowienia jesienne być muszą, więc do dzieła. Jesień puka do drzwi, otwieram i mówię „Dzień dobry” :)

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

poniedziałek, 21 sierpnia 2017

Licznik odwiedzin:  50 415  

Kalendarz

« wrzesień »
pn wt śr cz pt sb nd
     0102
03040506070809
10111213141516
17181920212223
24252627282930

Ulubione strony

Statystyki

Odwiedziny: 50415

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Pytamy.pl

Facet