Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 272 171 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

The GruGru's

piątek, 16 września 2011 21:05

Opornie to wszystko szło, tak jak i ten wpis z początku… Ale czas wreszcie przyszedł…

 

The GruGru’s zostały pokonane! Wreszcie! Już ich nie ma! Już nic nie gruchocze i nie skomli nad ranem, już nie paskudzi balkonu, już nie ćwierka i nie plącze się w siatkę…  Jesteśmy wolni!

 

Ale od początku... Jak się to wszystko zaczęło wszyscy wiedzą (któryś z mocno wcześniejszych wpisów). A pokrótce, ogólnie od tego, że Dzielny Mąż zmywał, a potem zobaczył małe, potem znów jajka, balkon był coraz bardziej zapaskudzony i tak dalej…

 

Jak się to wszystko rozwijało też mniej więcej wiedzą wszyscy, gdyż pisałam na bieżąco. Aż doszedł wpis o metodach tępienia… Metody metodami,  poczytać fajnie, gorzej wykonać. Ale czas przyszedł i na walkę. Pierwszy mocny impuls do ostatecznej bitwy był dość makabryczny. I ofiary śmiertelne też były. Bowiem owy młody GruGru’s, który uczył się latać jak na młodzieńca przystało, by wyfrunąć z gniazda od matki i swą rodzinę w końcu założyć, któregoś dnia pięknego latał sobie i latał (na zewnątrz oczywiście), a będąc jeszcze młodym, więc rozum nietęgi jeszcze posiadając wracał do gniazda (na nasz balkon) i zupełnie nie przemyślawszy sytuacji wleciał na siatkę, zaplątawszy się w nią jak ryba jakaś. I wisiał niedorajda głową do dołu ze skrzydłami rozpostartymi, jakby jakąś pokutę miał za grzechy ciężkie. Cóż zrobić? Mimo, że GOŁĄB, to jednak stworzenie Boże przecież i nie damy mu tak zginąć marnie. Dzielny Mąż wykazał dzielność swą wyszedłszy na balkon odziany w możliwe ochronne przyrządy typu rękawice gumowe i worki na buty (co by po nieczystościach gołębich nie chodzić w obuwiu samym) i pomagać biedakowi zaczął. Niedojda jednak z ptaka była na tyle, że zamiast wbić się w powietrze niczym jastrząb na prerii ten spadł jak kamień w wodę na cement na dół, odbijając się z hucznym echem o parapet sąsiada. Huk był potężny! Od razu wiedzieliśmy, że łeb sobie skręcił i padł już nieżywy na ziemię, co by w łańcuchu pokarmowym stanowić teraz pokarm dla jakiegoś dzikiego koteczka. I tak oto pierwsza ofiara tego nielegalnego pobytu u nas na balkonie była. Sam sobie na to zasłużył, gdyż zrobiliśmy co mogliśmy, sam by się nie wyplątał, a wisielca za oknem mieć to raczej nie jest miły widok. Więc „trudno” się mówi.

 

Został więc drugi mały GruGru’s, co by z rodzeństwa coś się ustało, matka gołębica i jej partnerzy, których aż nadto dnia któregoś roić się zaczęło. A żeby burdelu, za przeposzeniem, tu z balkonu nie robić (nie u nas ty gołębico jedna!) ostateczna bitwa stoczona być musiała. W dodatku jeden trup ich nie przestraszył, a nawet więcej powiem, zupełnie gdzieś to miały! W końcu powiedzieliśmy głośne: „PRECZ!”. Wróciwszy z urlopu z pełną energią i werwą postanowiliśmy wziąć się do roboty. Ktoś wojnę wywołać musi. A skoro one cichcem sobie żyją i udają, że wszystko w porządku,  to wiadomo, że gest w naszych rękach leży.  Impuls drugi także się zdarzył, gdyż, tym razem jeden z adoratorów zaplątał się któregoś dnia w siatkę. Tym razem od naszej strony (jakże głupie te ptaki, nic a nic nie uczą się na błędach innych). I wisiał głową w dół, i wisiał tak całą noc, aż na bok udało mu się przekręcić. A wiercił się i trzepotał tymi skrzydłami, spać nie dawał i nerw człowieka chwytał. Tego jednak po interwencji Dzielnego Męża udało się uratować, ale nerw na te paskudztwa nie ustąpił i … STAŁO SIĘ!

 

Wyszedł Dzielny Mąż na balkon z kijem, który w górach znalazł, jak ten co z dwoma gołymi mieczami przed Jagiełłą stanął, tym razem jednak badyl wystarczyć musiał zamiast miecza i to jeden w dodatku, a nie dwa i pokazał Dzielny Mąż kto rządzi na tym balkonie, i brodząc w guanie przepędził matkę gołębicę, młodą gołębicę oraz czterech adoratorów, którym jedno w głowie tylko się kłębiło.  Kurzyło się ponoć i dym unosił, jak to na polu walki, krzyczały, skrzeczały i piszczały, aż wreszcie poddać się musiały, odleciały i przegnane zostały.

 

Zabezpieczył Dzielny Mąż wnęki, przez które The GruGru’s wlatywały i zadzwonił do mnie, i mówi z dumy pękając, jak najdzielniejszy z dzielniejszych mężów: „The GruGru’s pokonane!”. Och! Ach! Jaka radość serce me opętała, jak serce me bić mocniej zaczęło z dumy, że Dzielnego Męża mam, i że dziś udowodnił tę dzielność. I szczęście przeogromne, że The GruGru’s już niema i nie muszę już ich oglądać. Jak ta księżniczka, co jej rycerz z bitwy wraca rzucić mu się chciałam na szyję i ucałować, ale że XXI wiek mamy i w pracy akurat byłam, mogłam tylko telefonicznie swe wdzięczności i radość wyrazić! I achy i echy przez tę słuchawkę leciały.

 

Tak oto wygląda historia tej wojny z The GruGru’s, którą to być może jakiś nasz dziedzic dzieciom swoim będzie przekazywał! I tak oto przejdziemy do historii jako ci, którzy The GruGru’s pokonali.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Jesień!

czwartek, 15 września 2011 18:11

Wreszcie jesień chciałoby się powiedzieć! Niektórzy na pewno się zdziwią. Jesień?  Brrrr… powrót z urlopu do pracy, szkoła, zimne, deszczowe dni…

A ja odżywam. Uwielbiam jesień. Tak  od początku września do końca października, może do połowy. W tym roku wyjątkowo to odczuwam. Chodzę odprężona, zadowolona, podziwiam piękno. Drzewa są już kolorowe. Dni jeszcze ciepłe, choć wieje zimny wiatr. Ale wystarczy płaszcz i ciepły szal, kolorowa chusta. I się uśmiecham. Raptem dni przestały mi tak uciekać. Może to przez ten urlop w górach? Może tam nabrałam od nowa energii, odprężyłam się i powróciłam z nową siłą?

W głowie tyle pomysłów. Na małe zmiany w domu, na nowe pasje… jest tyle rzeczy do zrobienia. Raptem z Dzielnym Mężem mamy na nie czas. Dni są jakby dłuższe, weselsze, odprężające. Widać to nawet w naszych twarzach.

 W pracy, w ogrodzie za Dworkiem,  drzewa gubią liście. Dziś na ziemi leżał cały dywan. Pomarańczowy. Piękny taki.

Lubię jesień. Lubię za jej ciepłe, jeszcze letnie promienie słoneczne grzejące rano i w południe.  Za gorącą herbatę z cytryną i miodem, którą piję teraz w nadmiarze. Za ciepły pled i skarpety, które zakładam wieczorami siedząc z Dzielnym Mężem i obserwując zachód słońca. Za wieczorne spacery i odpoczynek nad morzem. Za modę, za chusty i szale, kolorowe dodatki, botki i płaszcze, które można (trzeba) już zakładać, za to że mam tyle możliwości, gdy po lecie, gdzie nosimy jak najmniej można ubrać na siebie kilka warstw…

Odpoczywam. Miasta nie są już zmęczone turystami. Morze jest jakby spokojne, życie wraca do porządku. Dzieci do szkoły, dorośli do pracy, młodzież przyjeżdża na studia . i jeszcze nikt nie szykuje się do zimy, jeszcze nie jest ciemno i ponuro. Na razie wszystko powraca do normy po wakacjach, oddycha świeżym powietrzem, zaczyna coś od nowa i tak jak ja, podziwia piękno tej jesieni.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Dodatki na jesień! Lubię to!!!

środa, 14 września 2011 19:28

Jesień uwielbiam. I między innymi uwielbiam za modę. Po lecie, gdzie nosi się jak najmniej, przychodzą ciepłe dni, gdzie można nałożyć kilka warst :) I stworzyć coś niepowtarzalnego. Och! Chusty i szale, botki i torebki, kolorowe dodatki do stonowanych jesiennych płaszczy... Tak! Uwielbiam jesień za to, że daje tyle możliwości modowych!

Zaszalałam! Bo jak jesień, to musi być jakiś nowy dodatek. I tak, wreszcie do moich niebieskich najwspanilszych botków (które niegdyś na wyprzedaży wynalazła dla mnie moja osobista stylistka!) zamówiłam torebkę, która wpadła mi w oko już dawno temu. I przyszła! I jest super! Choć zdjęcie nie oddaje tego do końca... Ale najważniejsze, że jest efekt! A jest! I to nie byle jaki ;)

 

 

 www.etorebka.pl

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Uuuu...

środa, 14 września 2011 18:57

UUUuuu... pora tu wywietrzyć i odkurzyć. Ostatni wpis z 1-go czerwca... No pięknie :)

Więc wraz z jesienią czas ruszać na przód!

Proszę bardzo!


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Pytania

wtorek, 13 września 2011 21:18

 

W numerze 4 tegorocznego TOPOS-u przeczytałam krótki, ale charakterystyczny artykuł, który nie dość, że utkwił mi w pamięci, to jeszcze nie daje spokoju.

Artykuł zaczyna się dwoma pytaniami: „Ile pytań zadajemy sobie nawzajem w ciągu dnia? Ile pytań w ciągu dnia zadajemy sami sobie?”. I od razu te zdania rozbudziły moje myśli. Pytanie jako pytanie towarzyszy nam przez całe życie. Od początku, aż do końca. Nie wszystkie mają odpowiedź, niektóre odpowiedzi poznajemy po latach i wtedy często rodzą się nowe pytania. Ile pytań ja zadaję sobie w ciągu dnia? Chyba nie zliczę… Przecież nawet budząc się, często budzimy się z jakimś pytaniem. To do siebie, to do kogoś. Jak się spało? To chyba najpopularniejsze. A potem znowu: Jak minął dzień? Jak było w pracy? Ale to są zwykłe pytania dotyczące codzienności. A ile pytań rodzi się w naszych głowach na podstawie naszych myśli, przeżyć, doświadczeń? A ile pytań rodzi się ot, tak, nagle, idąc ulicą, patrząc na ludzi, odpoczywając…. Ale ile pytań dotyczących co by było, gdyby… powstaje w naszych umysłach? Ile pytań dotyczących wiary, snów, życia? Ile pytań poznawczych? Wygląda na to, że życie składa się z pytań… Ale czy w ogóle jest sens nad tym rozprawiać?

 

Artykuł to rozmowa pary idącej szlakiem górskim. Ona rozprawia o historii alternatywnej, zadając pytania, on pozostaje powściągliwy. Ale nie sama opowieść jest tu dla mnie ważna, choć niesamowicie ciekawa i dość śmieszna, dla mnie najważniejszym stało się jedno pytanie pod koniec. Pytanie, które krąży w mojej głowie już drugi dzień. „A ten co źle widzi, czy w snach także widzi niewyraźnie? A sny niewidomych? Jak wyglądają sny od urodzenia niewidomych?”.

 

Nigdy się nad tym nie zastanawiałam. Czy niewidomi widzą we śnie? Czy nigdy nie widząc, jak wygląda świat, widzą twarze, góry, łąki, morze, słońce?

I im dłużej nad tym myślę, tym więcej mam pytań…

 

 

 

„Ile pytań zadajemy sobie nawzajem w ciągu dnia? Ile pytań w ciągu dnia zadajemy sami sobie? Pierwszy dziecięcy zachwyt nad zielenią trawy, a potem straszne męki z powodu wątpliwości, czy też inni widzą tę zieleń tak samo. I jak zobaczyć jak widzą inni? (…)” 

 Jadwiga Nowak –Sny niewidomych, TOPOS 4(119)2011.

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

sobota, 18 listopada 2017

Licznik odwiedzin:  51 632  

Kalendarz

« wrzesień »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
2627282930  

Ulubione strony

Statystyki

Odwiedziny: 51632

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Pytamy.pl

Facet