Bloog Wirtualna Polska
Są 1 263 234 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Nocne haluny

sobota, 30 sierpnia 2014 10:14

Ciemna noc. Budzę się nagle, przerażona. Dzielny Mąż siedzi na łóżku, próbuje coś przełknąć, dławi się i kaszle.

- Co jest? - pytam totalnie orzeźwiona, jakby ktoś oblał mnie kubłem z zimną wodą.

- Chyba połknąłem! - odpowiada dalej się dławiąc.

- Co? Co połknąłeś?!? - pytam stanowczo.

- Chyba połknąłem! - nic więcej nie mówi tylko kaszle przeraźliwie.

- Ząb? Połknąłeś ząb? - pytam, ale w myślach od razu analiza, że nie możliwe, że ząb, żaden się przecież nie kiwał, nie odpadł by tak sam z siebie. - Mariusz! Co się dzieje?!?

- Ja chyba połknąłem uchwyty od słoiczków od obrazów! - odpowiada przerażony! (naprawdę przerażony!)

- Co??? Jak mogłeś połknąć uchwyty od słoiczków od obrazów? - pytam powtarzając dokładnie i powoli jego słowa, czy aby na pewno dobrze usłyszałam!

- No chodzi o te malutkie! - drży Dzielny Mąż.

- Mariusz, czy ty śpisz?

- Nie. Połknąłem!

Trzęsę nim, ale wydaje się być "trzeźwy". Myślę sobie, że żartuje, ale on na serio. Co robić? Wstałam. Patrze na niego. Po paru sekundach, Dzielny Mąż przestał kaszleć, przełykać, dławić się i opadł na poduszkę. Śpi.

No takich halunów, to jeszcze nie było. Przebił tym wszystko do tej pory! Nawet moje :) Rano nic nie pamiętał. Próbował przypomnieć co mu się śniło. Na darmo.

A ja się zastanawiam, że to może przez te paszteciki z grzybami z Biedronki, co je wczoraj na kolację skonsumował? Ciekawe co to były za grzybki ? ... :)


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

A ja znów się tłumaczę...

środa, 27 sierpnia 2014 21:35

A ja znów się tłumaczę. Bo jakżeby inaczej. Polak zawsze się tłumaczy, tłumaczę się i ja :) (W myśl zasady z reklamy: "wszyscy mają Mambę, mam i ja!" - ot, tak mi się akurat przypomniało :) ).

Nie piszę ostatnio, bo opadam wieczorami z sił :) Myśli są, tysiące, ale gdzieś się kłębią, nawarstwiają, po czym ulatują daleko, jak to nasze lato... Jakieś ich skrawki zostają w podświadomości, ale i ona nie chce słuchac serca, a rozumu słucha i wyciera je w końcu, coby umysłu nie zaśmiecały. A Kissiak to człek przecież nie byle jaki :) i nie może swoich myśli byle gdzie porzucać, zakopywać, bo dusić się będzie jeszcze bardziej, umysł zaśmieci, a spokoju nie odzyska i tak zanim wszystkiego nie spisze.

Codziennie wstaję pełna energii, po czym tracę ją w ciągu dnia siedząc niemal osiem godzin przed komputerem. I prosta rzecz się dzieje, naturalna i zrozumiała - nie mam już siły odpalić komputera wieczorem. Ot i cała filozofia! Po drugie, umysł nie jest już taki świeży jak z rana, a najważniejsze myśli są trzy: spać, spać, spać. No więc jak się skupić na pisaniu, jak tu człowiek już jedną noga w krainie Orfeusza :)

I oczywiście, nie mogę odżałować. Jakżeby inaczej! Bo obserwacji mam wiele, przecież codziennie podążam do pracy tramwajem pełnym człeków przeróżnych, wracam też tramwajem, ale już przepełnionym człekami, dookoła się rozglądam, tajniackie zapiski w myślach prowadzę :D Więc myśli coraz więcej się zbiera.

Jesień w dodatku idzie wieeelkimi krokami, nasze drzewo osiedlowe już liście gubi (tak, to już znak zmieniającej się pory roku), gęsi odleciały, bociany także, rano chłód przejmujący, wicher gania resztki lata po polach, choć popołudnia jeszcze ciepłe i przyjemne przyznać muszę.

I tak codziennie obiecuję, że już dziś na pewno, dziś usiądę, napiszę, wyrzucę z siebie. Bąbelek zaśnie, Dzielny Mąż zajmie się czym zechce, a ja z herbatą z cytryną usiądę i pisać będę... I tak mijają dni, z nich robią się tygodnie, sama siebie karcę, że to nie ładnie, a to i tak nic nie daje.

Ale dziś nadszedł ten moment przełomowy. Zasiadłam, włączyłam maszynę i patrzę. Patrzę na tę kartę czystą, patrzę i patrzę...

I jak nie patrzeć, coś tam wydumałam... :)

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Najpiękniejszy widok

środa, 20 sierpnia 2014 10:22

Poranek. Wstaję pierwsza. Godzina piąta czterdzieści. Za oknem szaro, nie ma szans na słońce, mżawka. Zimno. Stoję w kuchni i zalewam kawę. Nagle słyszę, tuptanie. Tup tup, małe bose nóżki człapią po podłodze. Wyglądam zza rogu. Idzie mój synek. Włoski sterczą na każdą stronę, oczka jeszcze zaspane, jedna ręka ciągnie pieluchę-przytulankę, a druga wyciągnięta w moją stronę. I te tup-tup-tup... 

Najpiękniejszy widok. Zapadł mi w serce. Na zawsze. 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Pożegnanie lata... Suwalszczyzna

niedziela, 17 sierpnia 2014 10:05

 

 

20140816_120537_HDR.jpg

 

 

20140816_120641.jpg

 

 

20140816_113434.jpg

 

 

20140816_120515.jpg

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Jak od nowa uczę się chodzić na obcasach

poniedziałek, 11 sierpnia 2014 21:25

Kiedyś śmigałam praktycznie tylko na obcasach. Małe, wysokie, średnie, niskie. Rzadko kiedy w grę wchodziły inne buty. Miałam nawet obcasy "do stania" ;) 12 cm, ale tak źle wyprofilowane, że nie dało się w nich zrobić kroku.

Zawsze kochałam obcasy i jeszcze jako mała dziewczynka mierzyłam buty mojej mamy i śmigałam po domu. Nie było problemu w chodzeniu w upal, deszcz, słońce, zimą, latem. Nie było problemu w chodzeniu od rana do wieczora, pod górę, z góry, po chodniku, po piasku, a nawet w bieganiu ;) Wszystko na obcasach:) Na jednym weselu, jako jedyna przetańczyłam całą noc w obcasach. Bez bólu nóg. Choć ogólna tendencja obcasów trwała do 21.00. Potem dziewczyny zdejmowały swoje mega szpile i nakładały baleriny. A nie oszukujmy się: jak dalej wyglądać olśniewająco w baletkach? No efekt nie jest już ten sam! :)

Muszę jednak przyznać, że obecnie, już od kilku sezonów, zmieniła sie tendencja w noszeniu obuwia. Modne są buty płaskie, japonki i sandały płaściuteńkie jak nie wiem co :), zimowe oficerki, emu, kalosze i inne tego typu. Jeśli mowa o obcasach, to najczęściej koturny. Przewagę koturn odkryłam pewnej zimy. Wysokie i wygodne. Ale jednak obcasy to obcasy.

W ciąży musiałam zrezygnować z obcasów. Całe 9 m-cy na płasko. I... odzwyczaiłam się, Ale przynajmniej moje stopy odpoczęły za wszystkie czasy. Odkryłam wygodę płaskich butów :) Zimowych, letnich, sportowych... 

Teraz powracam. Powiedziałam dość. Powracam do wysokości, chociaż przyznam, że niełatwo :) Niemal całą wiosnę, i pół lata, przebiegałam w płaskich sandałkach. OD obcasów się odzwyczaiłam. Dziś był pierwszy dzień obcasów w pracy. Na przystanek ledwo doszłam :) Ale byłam dzielna. To przez te góry, które muszę pokonać. Już samo wyjście z osiedla nie jest łatwe. Na moje szczęście, wtedy jeszcze nie mijam ludzi :) więc nikt nie widzi. No dobra, buty też trochę cisną, ale rozciągną się prawda? Skórzane się rozciągają, prawda? :) I nie będą już cisnąć w paluszki, prawda? Byle szybko, bo mam strasznie obolałe stopy po dzisiejszym dniu... Ale nie zrezygnuję, nie poddam się :)

Dlaczego dla piękności zawsze musimy trochę pocierpieć?... My kobiety to jednak jesteśmy "biedne"...

 

 

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

czwartek, 17 sierpnia 2017

Licznik odwiedzin:  50 335  

Kalendarz

« sierpień »
pn wt śr cz pt sb nd
    010203
04050607080910
11121314151617
18192021222324
25262728293031

Ulubione strony

Statystyki

Odwiedziny: 50335

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Pytamy.pl

Facet