Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 263 869 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Ognisko w deszczu – niemożliwe? Ależ dlaczego?

poniedziałek, 29 sierpnia 2011 22:23

 

Jakiś czas temu zrodził się w mojej głowie pomysł niesamowity. Zastanawiałam się jak zakończyć lato, wakacje (co po niektórych) i ogólnie ten ciepły czas. Jako że wyjeżdżaliśmy w rodzinne strony (do Suwałk) myślałam dość intensywnie, aż… wymyśliłam!!! Ognisko! Wspaniale byłoby zrobić ognisko! Wielkie ognisko na zakończenie wakacji.

Pomysł okazał się dobry i reszta rodziny go podłapała. Jednak jak okazało się już na miejscu wszystko stanęło pod znakiem zapytania. Rano się chmurzyło – była jeszcze nadzieja. Potem zaczęło kropić – nie tak źle, potem już lało – bez komentarza. Potem… znów padało, znów kropiło… i tak w kółko. Nie będzie ogniska? Po pierwsze: ognisko = obiad, bo takie były plany i co niby ma zjeść 10 osób jak nie będzie ogniska? Że zimne kiełbaski? Brr… Po drugie: ogniska nie było już wiele lat i pora odpowiednia na nie nadeszła! Po trzecie: przejechałam 360 kilometrów specjalnie na ognisko, sister przejechała 120 km na ognisko (co razem daje już prawie 500 km), inni znaleźli miejsce na ognisko, co w dzisiejszych czasach nie jest łatwe, bo nie można zrobić sobie przecież ogniska byle gdzie i jak się chce! Po czwartek gar ogórków małosolnych już czekał – do kiełbaski pyszota! Po piąte – dla jednego z członków rodziny było to pierwsze ognisko w życiu, jakżeby miał jeszcze czekać? Po szóste i ostatnie już chyba – jakby to było zwykłe ognisko, to trudno, ale ognisko rodzinne na zakończenie lata odbyć się musiało! Niech pada i leje, co my postanowimy być musi!

I tak, poubierani we wszelkie możliwe pokrowce przeciwdeszczowe wraz z kompletem ubrań na zmianę dla co poniektórych – pojechaliśmy w wybrane miejsce. Lało. Wysiadłszy z aut z nietęgimi minami brodziliśmy jak czaple wśród traw i kałuż idąc w wyznaczone miejsce. Panowie, jak na panów przystało wykazać się trochę musieli, a że drewno suche się znalazło, zaczęli rozpalać ognisko. W ruch poszła parasolka, którą dzielnie trzymali nad paleniskiem, by ogień mógł się rozpalić i co by krople deszczu płomienia nie zgasiły. Panie, ukryte w tym czasie pod wiatą, jako damy, przypatrywały się rozpakowując koszyk z kiełbaskami. Dzieci biegały w najlepsze i nie przeszkadzał im ani deszcz, ani mokra trawa, a tym bardziej kałuże. Wreszcie…ognisko rozbłysło! Stojąc blisko dym jakby odganiał krople deszczu, przez co nie czuć było mokrości i zimna. Kiełbaski piekły się w najlepsze i już nikt nie zwracał uwagi na padające na głowę strużki wody!

I w ten oto sposób mieliśmy wspaniałe i niezapomniane ognisko na zakończenie lata! Rewelacja!

 

Niech więc ktoś powie, że ognisko w deszczu jest niemożliwe… Ależ dlaczego? – spytam ;)

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (12) | dodaj komentarz

(NIe) skuteczne sposoby walki z gołębiami

niedziela, 28 sierpnia 2011 21:06

Tak jak poczytałam na forach internetowych – szukając sposobu na to, by gołębie nie przylatywały na balkon oraz o tym, jak je wytępić na zawsze, niestety nie jest to takie łatwe jakby się mogło wydawać. Ale pocieszający jest fakt, że nie tylko my, ale dość sporo osób ma problem z gołębiami na balkonie.

 

Jakie są ówczesne (co ciekawsze) rady? Proszę bardzo:

1. wiatraczek (Nie pomaga. Gołębie miały go w poważaniu, nie zwracając na niego uwagi nic a nic)

2. kolce (Nie próbowaliśmy. Ale dość niebezpieczne i dość nieestetyczne, pyza tym wg opinii pomagają na ok. 3 tygodnie, a potem gołębie mają je w poważaniu. A przecież nie wykleję całej podłogi!)

3. upij ptaszki i ciesz się szczęściem („Weź garść pszenicy i namocz w spirytusie. Jak pszenica dobrze nasiąknie (około 1 dnia) wysyp ją na podwórko/balkon. Jak gołębie się nażrą będą nieco pijane i zasną. Zbierz gołębie do worka i wywieź do gołębiarza. Wypij z gołębiarzem flachę, którą on postawi za znaczne i bezinteresowne zasilenie jego stada w nowe ptactwo. Ciesz się nie obsranym balkonem dopóki nie przylecą nowe gołębie”).

 4. laser („U mnie problemem jest gruchający sraluch między czwartą a piąta rano. Siedzi taki u sąsiada na dachu gapi się i grucha. Wstaję, oślepiam go laserem, od razu odlatuje”).

5. jastrząb gołębi (że taki z tektury – działa, ale tylko od tygodnia do trzech)

6. wiatrówka (dla ludzi bez serca)

 

A u nas?

Nasze małe gołębie są na razie na etapie uczenia się latać. Podlatują tu i ówdzie, a co najgorsze o szóstej rano ćwierkają i walą nóżkami w co tylko możliwe wydając dziwne dźwięki i nie dając spać człowiekowi. Powiedzieliśmy dziś z Dzielnym Mężem „dość”. Wyszliśmy „uzbrojeni” na balkon i zaczęliśmy przestawiać rzeczy (by choć trochę zagrodzić im dostęp). Gołębica matka zwiała, a dwa małe wystraszone uciekły do gniazda w kącie pod stolikiem. Spędziliśmy na balkonie około 15 minut, po czym wróciliśmy do mieszkania. Po 3 minutach zjawiła się matka gołębica. Zarówno ona, jak i małe gołębie zaczęły tak przeraźliwie piszczeć i się ściskać, trzymając się za dziubki, że dźwięk był trudny do zniesienia dla człowieczego ucha! Dość ciekawe zjawisko! Chyba na serio je nastraszyliśmy! I dobrze. Niech sobie nie myślą, że tu zostaną. Jak tylko małe wyfruną (obstawiamy, że jeszcze tylko kilka dni) od razu zasłaniamy balkon. I to jest chyba jedyna metoda. Bo choć przecież mamy balkon osłonięty siatką, to gołębie mimo tego wchodzą przez barierkę. Zasłonimy więc siatką całą barierkę! Czy to będzie to? Zobaczymy wkrótce!


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (19) | dodaj komentarz

Cześć 4. Sherlock Holmes w akcji

poniedziałek, 22 sierpnia 2011 20:15

Wiedziona przeczuciem i trochę przez przypadek, jak wierny Sherlock Holmes natknęłam się ostatnio na nowe fakty związane z tajemniczym zniknięciem skalnika. Siedząc na kolacji i chrupiąc smakowite kąski, pomiędzy jednym kąskiem a drugim, dowiedziałam się niezbędnych faktów do ustalenia tej dziwnej sprawy. Mianowicie dzielna Pani sąsiadka któregoś pięknego dnia przyłapała nowego Dozorcę jak przechadzał się po osiedlu. Przyparłszy go do mury spytała groźnym tonem, co żeś on zrobił z naszym skalnikiem?!? Pan Dozorca odpowiedział, że jak to co? – kamienie wywiózł i sprzedał najzwyczajniej w świecie! I tyle! I basta!

I to już? Tyle? To za wiele! - mówię. Niech mi tylko ten dozorca w łapki kiedyś wpadnie! Bo to nawet nie rozbój w biały dzień, a Prawdziwy Rozbój w biały dzień, przez duże „P” i duże „R”! Bo jakby on ten skalnik chociażby wziął sobie do ogródka, bo mu się spodobał i sobie taki sam sobie ułożył. Albo sąsiadowi, znajomemu czy tam komu chce na przykład w prezencie podarował! Ale on nie! Wziął rozebrał cudzy skalnik (nasz w dodatku !!!) by kamienie sprzedać!!! W głowie to się proszę Państwa nie mieści! Oj, nie mieści...

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Taki tydzień

niedziela, 14 sierpnia 2011 17:37

 

Ciężko wydusić z siebie nawet dwa słowa kiedy nie ma weny. Ten wpis zaczynam już po raz trzeci. Teraz rozumiem pisarza, którego krew zalewa, gdy tworzy i nic mu nie może wyjść. Gdybym pisała na kartkach już pełno zgniecionych karteluszek leżałoby pod biurkiem. Na szczęście (albo i nie) ekranu komputera nie pognę :) ale tak używać cały czas DEL i DEL to też nic dobrego i człowiek ledwo zachowuje spokój. Bliska już byłam wyłączenia, ale obiecałam sobie, że coś napiszę, więc muszę. I tak właśnie powstaje wpis z niczego. Choć może i coś z tego wyjdzie, bo im więcej zdań piszę, tym więcej myśli przychodzi mi do głowy i już jak nie patrzeć pół strony zapisanej.

Rano odjechali goście. Jak zwykle po tygodniu domu pełnego osób ciężko przyzwyczaić się znowu do ciszy. Łezka mi nawet kapnęła. Tym razem odwiedziła nas moja starsza sister z rodziną oraz mój młodszy brother. Chociaż pogoda nie chciała dopisać aż tak jak by wszyscy sobie tego życzyli, to nie było źle. I tak kąpaliśmy się w morzu, i tak budowaliśmy zamki z piasku i tak, w ogromnej ulewie (urwanie chmury) dotarliśmy na Jarmark Dominikański. Co wytrwalsi z naszej siódemki nie mieli nawet parasola, co mniej wytrwalsi i przezorni nałożyli żółte kapoki przeciwdeszczowe. (Ufo rządzi ;) ) Choć na tak wielką ulewę i tak co byśmy nie nałożyli, to na nic by się to zdawało, tym bardziej, że na zadaszonym przystanku tramwajowym zostaliśmy zaatakowani przez ścianę wody z kałuży, w którą wjechała ciężarówka unosząc ją do góry i która to woda wpadła na nas z impetem górą przystanku!!! Tak! Nauczka na przyszłość – nawet pod wiatą można zmoknąć! Wieczory upływały przy kartach i tym podobnych wyczynach, a hitem pozostało: „Naszła mnie nagła potrzeba zobaczenia się w lustrze”.

O tak! Takie tygodnie są wspaniałe!  

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Mój wymarzony balkon

sobota, 06 sierpnia 2011 13:59

Znalazłam wreszcie mój wymarzony balkon. Oczywiście, nie jest to dokładnie taki sam jak na zdjęciu, ale już mam plan na własne zagospodarowanie przestrzeni. Zdjęcie natchnęło mnie jak żadne inne. Wszystko jest już wymyślone, znalazłam odpowiednie rzeczy, jednak z realizacją muszę niestety zaczekać do wiosny. No cóż, w życiu tak bywa, że trzeba trochę zaczekać, by osiągnąc jakiś cel. Ale za to jaki potem wspaniały efekt! Już nie mogę się doczekać :)

 


Podziel się
oceń
0
1

komentarze (18) | dodaj komentarz

poniedziałek, 21 sierpnia 2017

Licznik odwiedzin:  50 418  

Kalendarz

« sierpień »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
293031    

Ulubione strony

Statystyki

Odwiedziny: 50418

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Pytamy.pl

Facet