Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 272 171 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Groszkowe sprawy urzędowe

czwartek, 29 lipca 2010 12:53

Kilka dni temu pojechaliśmy z dzielnym mężem do urzędu skarbowego, bo (jak się dowiedziałam) trzeba zapłacić podatek od wzbogacenia się. Bo przecież, jak kupiliśmy samochód, to wzbogaciliśmy się, więc skarbówka nikomu nie daruje! (Nawet nie bierze pod uwagę faktu, że samochód to ciągła, nieustanna inwestycja). Pani w okienku (na szczęście) była bardzo miła. Z uśmiechem powiedziała, że jako, ja z Suwałk, dzielny mąż z Pasłęka, ale rozliczał się w Olsztynie, musimy wypełnić TEN kwitek, TEN kwitek, TEN kwitek i jeszcze TEN, i TEN. Razem 5 świstków, wszystkie A4, dwustronne. Następnie, po pół godzinnym wypełnianiu, ta sama miła pani powiedziała, że TEN i TEN zostawić w okienku nr 3, a TEN i TEN w okienku nr 5, a  TEN ostatni można innym razem donieść. W okienku nr 3 poszło gładko, a w okienku nr 5 pan powiedział, że umowa o samochód była zawarta 4 lipca, i że minęły już dwa tygodnie, a tyle mięliśmy czasu na zapłacenie podatku, więc teraz kara - prawie 200 zł! I co, oczywiście że już nie wytrzymałam i byłam bliska "załamania". Pan zlitował się i rzekł, że jak na umowie zmienimy datę na 9 lipca, to obejdzie się bez kary. Ha! Pan ze skarbówki podczas swojej pracy w skarbówce mówi o takim hahmyku! Paranoja!?! Na naszą korzyść oczywiście, ale hahmyk to hahmyk i to w skarbówce! Zadzwoniliśmy do poprzedniego właściciela groszka i na szczęście nie było problemu ze zmianą daty. Uf, uf. Czwartego przeprawiłam na dziewiątego i nawet nie widać zbytnio, że zmieniane coś było. Wtedy pan z okienka poprosił byśmy przeszli do okienka 15 i wrócili ponownie. Jakie to szczęście, że nie było kolejek i udało nam się załatwić wszystko raz dwa trzy. To znaczy razem w godzinę, ale co jedna godzina to nie trzy :) Te urzędy to potrafią sobie i ludziom życie utrudniać.

Następnie pojechaliśmy do Elbląga zarejestrować naszego groszka. Zachodzimy do urzędu, godzina ósma rano, a pani mówi, że tu trzeba się telefonicznie umawiać co najmniej tydzień wcześniej. I znów u kresu wytrzymałości byłam. (Ale te urzędy na mnie działają). Pani powiedziała, że jeśli pan umówiony na dziewiątą nie przyjdzie, to nas przyjmie. Nie przyszedł !!! Fuks co nie!? Przyjęła nas  i teraz mamy NEB xxxxx :) ha. Ale nie żeby było tak prosto - jako że ja widnieję na umowie pierwsza, to musięliśmy napisać pismo, że wybieramy ten urząd, a nie w Suwałkach, i że zgadzam się, że dzielny mąż będzie pierwszym właścicielem, a nie ja. O matko kochana! Masakra!
Nie nadaję się do takich robót, bo te świstki i upoważnienia, oświadczenia i tym podobne przyprawiają mnie do białej gorączki. Zawsze w urzędzie przypomina mi się bajkowy Astrix i Obelix, gdzie musieli wziąć zaświadczenie w urzędu - chyba A38 czy jakieś takie, i latali od pokoju do pokoju, bo tak ich odsyłali. Mało co nie zgłupieli.

Na szczęście w obu naszych przypadkach panie okazały się nadzwyczaj miłe. Może dlatego, że w obu urzędach była jak chyba wspomniałam dopiero 8.00 rano?

 



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Poprzedni tydzień

środa, 28 lipca 2010 21:08

Poprzedni tydzień minął w oka mgnieniu. Gościliśmy moich rodziców, moje rodzeństwo oraz mojego chrześniaka. W niedzielę, jak odjechali, zrobiło się tak cicho i pusto... Lubię, jak w domu jest dużo osób, jestem do tego przyzwyczajona. Wesoło było i miło. Mimo, że chodziłam do pracy, czułam się jak na wakacjach. Zresztą odkąd mieszkamy w Gdańsku, cały czas czuje się jak na wakacjach.

Piątek miałam wolny, dzielny mąż także. Mięliśmy wszyscy plażować. Padało! Jak cały tydzień upały, to akurat w piątek deszcz i chłód. Ale to normalne, bo jak ja mam iść plażować, to zawsze słonko się chowa. Cóż. (A nawiasem mówiąc pada do dziś. To chyba moja wina... :P).

Poszliśmy za to wieczorem na Shreka 3D. Wbrew opiniom, że jest naciągany, podobał mi się i uważam nawet, że lepszy jest od trzeciej części. Co ciekawe - mojego brata nie wpuścili bez legitymacji na ulgowy bilet i wszedł na normalny. A widać, że 18 - stu lat jeszcze nie ma. Szczegół taki :) A w ogóle szok przeżyłam kiedy się dowiedziałam, że bilet ulgowy 22 zł! (bo film 3D i piątek, a normalny 27 zł!). Takie wyjście do kina to dość drogi interes! Niby masa ludzi chodzi, kino jest popularne, zapchane, miejsca trzeba wcześniej zamawiać, a bilety takie drogie!

Kilka dni wcześniej, o czym warto wspomnieć, byłyśmy z mamą i młodszą siostrą na kawie w Galerii. Dobra kawa i fajny wypad. Sympatycznie. Z młodszą wybrałyśmy się też na wyprzedaże do Galerii, ale oczywiście nic nie kupiłyśmy. Bywa. Ale ogólnie czas miło spędziłyśmy.

W sobotę byliśmy wszyscy na starówce. Padał deszcz, a że nie wzięliśmy kurtek czy parasoli, strasznie mokliśmy. Sytuację uratował pomysł kupienia foliowych płaszczy za 5 zł :) Mój chrześniak trochę się buntował, że go nie włoży, ale jakoś się udało go w ten płaszcz upchać. Lubię te płaszcze przez to, że jest w nich bardzo ciepło, bo przecież powietrza nie przepuszczają. Można się czuć trochę jak wschodzące pomidory w foliaku :), ale fakt faktem idealnie chronią przed deszczem, nawet przed potężną ulewą! I tak, ubrani w kolorowe foliaki płynęliśmy przez starówkę. Nogi mokre po kostki, brodziliśmy jak czaple, hehehe. Ale nie byliśmy sami, bo co i rusz mijali nas turyści ubrani tak jak my.Wspaniale. Powędrowaliśmy na ciastko i herbatę pod parasolami w kawiarni. Pyszne jabłkowe ciastko. Mniam mniam.

Szkoda, że czas tak szybko leci. Popołudnia milsze były, gdy się z pracy przychodzi, a tyle osób cię wita :) Tyle gębul uśmiechniętych :)  Wyjścia popołudniu to tu, to tam i w nocy nad morze... Po 23 było jak jednego dnia poszliśmy :) Chrześniak dzielnie czekał, już worki pod oczami nawet miał, bo przecież o takiej porze normalnie już smacznie śpi.  Ale potem tak się w morze zapatrzył, że się obruszył, jak go zaczepiłam :)

Tak właśnie inaczej niż reszta przeleciał ten tydzień. Czułam się jakbym była na wypoczynku :) Fajnie jest mieć dużą rodzinę. Czasem tylko żałuję że tak daleko... ale na szczęście odwiedzamy się. Teraz rodzice częściej będą przyjeżdżać niż do Olsztyna, bo co w takim Olsztynie. A morze to morze. Gdańsk to Gdańsk. Starsza siostra z rodziną też częściej będzie. :)

Tak, jednak Gdańsk to dobre miejsce do mieszkania.

Poza tym (wreszcie! Po pięciu miesiącach mieszkania tutaj) wdrapałam się na 9 piętro w naszym bloku (pomysł mojej młodszej) i sprawdziłam czy rzeczywiście widać morze. Widać! Ba, widać nawet Gdynie!


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Goszkowe przygody

wtorek, 20 lipca 2010 10:34
Już od paru dni - no dobra, od dwóch tygodni przecież, śmigamy groszkiem. Ba, nawet musimy "z góry" ustalać, kto bierze groszka danego dnia. I jakoś się dzielimy :) Śmigam już do pracy, z pracy, do sklepu, po dzielnego męża, nad morze, do Sopotu i wszędzie indziej. (Tylko do Gdyni nie śmigam. Gdynie mnie jak na razie przeraża). Korek już zaliczyłam :) A nawet dwa - jeden w mieście, jeden poza miastem.

I zaliczyłam też słupek :) Tata tyle razy o tym słupku mówił  "że, jak uderzymy w słupek to nie szkoda". I proszę. Ale jednak słupka trochę szkoda...
A było to tak. Wsiadamy z dzielnym mężem pod blokiem na  naszym parkingu. Ruszam. Wsteczny, jadę i rachu- ciachu -buch. Upsik! Dzielny mąż wysiada, patrzy:  reflektor - cały, groszek - cały, słupek - leży! Metalowy słupek był na szczęście tak zardzewiały, że się położył oszczędzając naszego groszka.
- I co teraz? - zapytał dzielny mąż.
- Z czym? - odpowiedziałam.
- No, z tym słupkiem? - pyta.
- A co ma być? Jedziemy w swoją stronę i zostawiamy go.
- Tak?
- A myślisz, że do kogoś mam zadzwonić i to zgłosić? Zapłacić?
- Nie wiem, a jak myślisz?
- Skąd mam wiedzieć. Udajemy, że to nie my i jedziemy.
 
Pojechaliśmy. Potem sprawa się rozwiązała. Przyszła burza i jakby kto pytał, tak waliło piorunami, że jeden uderzył w słupek i go powalił! Taka burza była! 

Wczoraj z kolei śmigałam do Sopotu, nie żeby pierwszy raz, o nie! Już jedna trasa była za mną :) I świetnie mi poszło i nawet świetne miejsce parkingowe znalazłam. Co prawda straciłam 6 zł za dwie godziny, ale cóż, podobno Sopot to najdroższe miasto w Polsce.
Tym razem jednak, wczoraj, w drodze powrotnej z Sopotu niespodzanka!
Jadę jadę, już na Jelitkowie, już blisko do domu, trasa znana i nagle skręcam i naglę zdaję sobie sprawę i już nawet to widzę, że mi coś nie pasuje. No pięknie, to nie mój pas! Wjechałam pod prąd. Zdębiałam, ale zimną krew zachowując. Zjechałam ciut na chodnik, po czym zgasiłam silnik i włączyłam awaryjne. I wtedy dopiero zrobiło mi się gorąco. Na szczęście w moim nieszczęściu jadący pojazdem z przodu Pan zatrzymał się, uśmiechnął się i widząc mój wyraz twarzy mówiący "ojej, co teraz - myśl, myśl, myśl...", grzecznie czekał. Na drugie szczęście, kiedy wysilałam mózg w tej fali gorąca, która jak pisałam obiegła mnie, podszedł do okienka drugi Pan, więc pytam go "co teraz?". Pokazał bym śmignęła pasem zieleni i chodnikiem na drugi pas. Taki pomysł też mi śmignął po głowie, gdy ten  Pan jeszcze do mnie podchodził. Podziękowałam.  Ruszam, a tu nic! Ups, przecież silnik wyłączony, hehehe. "Spokojnie" - mówi Pan za oknem. Zapaliłam, myk - na pas zieleni, myk - chodnikiem i myk... i już byłam po dobrej stronie. Podziękowałam ładnie jeszcze raz i pojechałam dalej. Widziałam uśmiechy kierowców, którzy ustawili się już w niezłym rządku na zablokowanym przeze mnie pasie :) Ale nikt nie trąbił, więc odebrałam to pozytywnie. Jak już jechałam dalej to się sama uśmiałam, a potem pomyślałam - jak to dobrze, że mam jeszcze suwalskie blachy... Nikt nie poznał, że ja stąd :) 

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Kupiliśmy Groszka!

środa, 07 lipca 2010 22:59
Przez to „gówno" (za przeproszeniem), babski wieczór i gazowy czwartek (tyle się dzieje), zapomniałam napisać jeszcze o jednej najważniejszej rzeczy! O Groszku! Aaaaa! Szał macicy! Taniec pupek :) :) :)
Cofnijmy się w czasie.
W piątek po trudach czwartkowego popołudnia, po pracy oczywiście udałam się na pociąg do Suwałk (dzielny mąż jechał do Suwałk z Warszawy- szkolenie). Na peronie uświadomiłam sobie, że to moja pierwsza zupełnie samodzielna podróż pociągiem. Raz jechałam sama z Pasłęka do B-stoku, ale nie tak, że sama kupowałam bilet i nie wsiadałam sama. Zostałam wtedy odprowadzona. A tu proszę! Sama samiusieńka jak palec :) Bilet tylko miałam wcześniej kupiony. I jeszcze pani na dworcu palnęła przez megafon gafę, bo mówi, że peron 1 tor 8, a pociąg wjechał na peron 1 tor 6! O! Na szczęście miał tabliczkę, że jedzie do Ełku :) Do Ełku, od razu sprostuję, bo nie ma połączenia Gdańsk - Suwałki i jeździmy do Ełku skąd odbiera nas tata. Tzn. Gdańsk - Suwałki jest takowy autobus, ale jest "ale". Jedzie o 8 rano i 8 godzin, i podróż autobusem w upał odpada. Dwa - trzeba się zwalniać z pracy, bo przecież w piątek człowiek pracuje, a w sobotę jechać się "nie opłaca", bo jest się na 16.00 w domu, a w niedzielę trzeba już odjeżdżać.
Idąc jednak dalej- podróż minęła mi dość szybko.
No ale ,w każdym bądź razie, udaliśmy się do Suwałk w bardzo ważnej sprawie jak napisałam! Pojechaliśmy po Groszka! Groszek, taki zieloniutki jak groszek stał się naszą własnością! Groszek - Opel Corsa 1998 rok !!!
A było to tak... Pewnego dnia szłam z dzielnym mężem na spacer i dyskutowaliśmy o kupnie samochodu. Ten za drogi i ten za drogi; ten nie, bo coś i ten nie bo coś! Idziemy i mówię: "A jakby był Cinquecento taki za 2 tys., ale że nic nie trzeba tam robić?" -"Nie! -powiedział dzielny mąż - do Cinquecento nie wsiądę!". "A jeśli Opel Corsa, taki za 3 tys. gdzie nie trzeba nic robić?" - pytam. "No - cmoknął dzielny mąż - no, może bym się zastanowił".
Dzień po naszej rozmowie, zadzwonił mój tata i mówi: "Mam dla was samochód - Opel Corsa za 3000 tys"! Myślałam, że aż padnę (usiąść nie usiadłam, bo już siedziałam na szczęście). I tak to się zaczęło...
(Swoją drogą, jak już pisałam kiedyś - marzenia są niebezpieczne, spełniają się! I to szybko! :) ).
Potem minęło kilka tygodni. (Groszek miał wizytę u mechanika itp itd). I dopiero w ten miniony weekend pojechaliśmy go oglądać i wypróbować - w sensie - jak nam się jeździ. Groszek stał na parkingu i było go widać z daleka! Cudny taki ;)
Wzięliśmy go na cały dzień. Byliśmy na kilku przejażdżkach i ... został już z nami :)
Wracaliśmy nim w niedzielę do Gdańska. Kawał drogi :) Ja prowadziłam: Suwałki- Olsztyn, dzielny mąż - Olsztyn- Gdańsk.
I taka to jest właśnie historia zakupu naszego pierwszego samochodu :)

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Gówniana sprawa

wtorek, 06 lipca 2010 11:52

Nie dość, że niedawno ten gaz, to wczoraj wybił nam kibel! Przychodzimy z pracy, patrzymy, a tam... uuuu, podeszło aż pod deskę - sami domyślcie się co. Smród fufufu.

Nic nam do środka nie wpadło i nie wiemy czemu tak się zapchało. Mówię dzielnemu mężowi - może to ten pulpet, co go trzeba było wyrzuć, bo za długo w lodówce leżał? Hmm, ale żeby pulpet zapchał kibel?!? Taki mały pulpecik?!?

Przyszedł akurat właściciel, bo tego dnia się umawialiśmy na opłaty. My mu mówimy o sprawie, a on się zdziwił. A co tu dziwnego? Poszedł do piwnicy po jakiś drut i zaczął grzebać. Fu fu fu. Potem powiedział, że nic nie zrobi i jedzie po coś tam do sklepu. Po 20 min zadzwoniła zniesmaczona i zła poniekąd właścicielka, powiedziała, że oni nam w gównie nie będą grzebać i że oddawali nam na stanie dobry kibel (rozumiem ją akurat, też nie chciałabym, by dzielny mąż grzebał, jakbyśmy komuś wynajmowali mieszkanie, ale z drugiej strony to ich mieszkanie...). Ale trudno. Chwyciliśmy za telefon. Zadzwoniliśmy do szwagra. Niestety mówi nam, że czeka nas gówniana robota...

Jak to dobrze, że był Groszek! Pojechaliśmy do Praktikera - ja prowadziłam „do", dzielny mąż „z". Kupiliśmy spiralę i długie rękawice po pachy! 40 zł w plecy... (Nawiasem mówiąc, kosztowne to grzebanie w gównie :P ).

Zabraliśmy się do pracy...oczywiście po pół godzinnej przerwie, bo musieliśmy się psychicznie nastawić. No i  ja kręcę, tą spiralą za korbkę, a dzielny mąż pcha do środka. Pcha, pcha i nic! Fu fu fu. Chwytam więc za telefon i dzwonie do szwagra. Mówi: „Pchać dalej". To krzyczę do dzielnego: „Pchaj! Pchaj!". Pcha! Pcha! „Poszło!" - krzyczy! - Poszło! Hurra!

Normalnie akcja jak na porodówce!

Strasznie dorosło się poczułam! Bo taka gówniana sprawa, to już nie przelewki :).


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

sobota, 18 listopada 2017

Licznik odwiedzin:  51 617  

Kalendarz

« lipiec »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
262728293031 

Ulubione strony

Statystyki

Odwiedziny: 51617

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Pytamy.pl

Facet