Bloog Wirtualna Polska
Są 1 272 172 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Friends

piątek, 24 lipca 2009 12:33

Wczoraj w nocy (a może raczej dzisiaj nad ranem, bo była 2.00), skończyłam oglądać ostatni sezon „Przyjaciół”. Teraz mogę powiedzieć, że to najlepszy serial jaki kiedykolwiek nakręcono. Przez 10 sezonów (dających razem 10 lat filmu) ani razu nie przemknęła mi myśl, że mam już dość, że mi ten serial się znudził. Nie byłam zaskoczona finałem. Przyjaciele dojrzeli, ułożyli sobie życie, spełnili swoje marzenia i, choć pewien etap w ich życiu się definitywnie skończył, a oni weszli na nową życiową drogę, to… nadal pozostali przyjaciółmi.

 

I'll be there for you
When the rain starts to pour
I'll be there for you
Like I've been there before
I'll be there for you
Cause you're there for me too

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Cień wiatru

piątek, 10 lipca 2009 21:14

„Niewiele rzeczy ma na człowieka tak wielki wpływ jak pierwsza książka, która od razu trafia do jego serca. Owe pierwsze obrazy, echa słów, choć wydają się pozostawać gdzieś daleko za nami, towarzyszą nam przez całe życie i wznoszą w pamięci pałac,     do którego, wcześniej czy później – i nie ważne ile w tym czasie książek, ile nowych światów odkryliśmy, ile się nauczyliśmy i ile zdążyliśmy zapomnieć – wrócimy”.

„Cień wiatru” Carlos Ruiz Zafon

Odnalazłam książkę z powyższego opisu…
  
W nieznany dotąd świat, dając mi nieznane dotąd uczucia przeniósł mnie „Cień wiatru”. Nie czytałam jeszcze książki, która wywołuje wszystkie emocje i tak potężnie działa na wyobraźnię. Już sam początek rozgrywający się na Cmentarzu Zapomnianych Książek zaciekawia. I nie potrzebowałam wielu stron, by odczuć, że lektura pochłonęła mnie na tyle, że nie opuszczę jej już nigdy. Śmiech, łzy, strach i ogromna ciekawość co będzie dalej, to tylko niektóre uczucia, jakie rodziły się we mnie, im zagłębiałam się w czytaną historię. Pozostałych uczuć nie umiem opisać, a towarzyszą mi do dziś, kiedy tylko o książce pomyślę. I tak, przez pewien okres czasu, ja i kilkunastu bohaterów zamkniętych w świecie na 515 stronach, towarzyszyło mi w jeździe autobusem, na ławce w parku i w domowym zaciszu. Zasypiałam i budziłam się z myślą, jak potoczą się ich losy. Oni mnie poprzez ten ich świat prowadzili, a ja byłam w ich świecie obecna. „Nigdy żadna historia nie porwała mnie i nie oczarowała jak historia w tej książce. Przyjemność czytania, przekraczanie tych drzwi, jakie otwierają ci się w duszy, całkowitego poddania się wyobraźni, pięknu i tajemnicy fikcji i języka, wszystko to było mi dotąd nieznane i obce”. A gdy wreszcie doszłam do końca, po policzkach ciekły mi łzy. Mało jest książek wywołujących takie emocje. Choć książka zakończyła się jak najbardziej pozytywnie, może nawet bardziej pozytywnie, niż mogłam przypuszczać, to płakałam przez trzy ostatnie rozdziały. Wtedy właśnie, gdy się wszystko wyjaśniało, łza po łzie kapała mi po twarzy i nie mogłam ich powstrzymać. Żyłam tą książką, a ona żyła we mnie. I nadal gdy patrzę na jej grzbiet na półce to się uśmiecham. Ona odwzajemnia ten uśmiech. Niektóre książki ma się na całe życie, ja, odnalazłam swoją. 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Dużo i jeszcze więcej

poniedziałek, 06 lipca 2009 21:20
Dlaczego ludzie są tacy niechlujni? Wędrując codziennie z pracy do domu, z domu do pracy, lub po mieście, w przeciwieństwie do wielu ludzi, idę z głową podniesioną do góry. Nie patrzę na swoje buty i nie podziwiam ich przez całą drogę. Patrzę na ludzi i na ich zachowanie. Moje spostrzeżenia są każdego dnia inne. Każdego dnia spotykam jakiś „ewenement” w skali roku , każdego dnia dostrzegam ludzki smutek, łzy, śmiech lub głupotę. 
Dziś doszłam do jednego, moim zdaniem, smutnego wniosku. Ludzie są niechlujni. Niechlujni pod względem zachowania, ubioru i swojej postawy. Bo jak można siedzieć w poczekalni u lekarza i dłubać w nosie? Albo stać na przystanku i też dłubać w nosie? W głowie mi się to nie mieści, ale dziś byłam tego świadkiem. Oczywiście kto był wykonawcą? Mężczyźni. Jeden młody, jeden stary. Obaj, niby nigdy nic, z paluchami w nosie! Nie wiem czego tam szukali, ale widok był obrzydliwy. W dodatku obaj, jestem tego pewna, byli przekonani, że nikt tego nie widzi. A gdzie tam! Przecież to widać na odległość. Błagam, nie róbcie tego na ulicy!
Jednak największym ewenementem była kobitka, która nienagannie ubrana wracała sobie po pracy do domu (tak się przynajmniej domyślam). Otóż, wiek średni, tusza „przy sobie, ale nie aż tak”, a tu pod białymi, wręcz przezroczystymi, spodniami widniały… ZIELONE MAJTY! O rany! Ubaw po pachy. Nie obrażając nikogo – jak tak można? Czy ludzie myślą, że tego nie widać? 
Zaskoczenie jednak przeżyłam, gdy na przystanku siedząc podszedł do ławki jakiś student. Sprawdzał sobie rozkład MPK. Traf chciał, ze ów chłopak stanął przede mną w sandałach i mój wzrok spadł na jego stopy. Miałam szczęście. Już tłumaczę. To był jakiś niesamowity wyjątek wśród spotykanych przeze mnie mężczyzn, młodych mężczyzn, którzy mieli ładne, zadbane stopy, z ładnie przyciętymi paznokciami. Niesamowite. Więc nie zamknęłam oczu z przerażenia, a nawet podniosłam głowę, by zobaczyć jak ów młodzieniec wygląda na twarzy. (Jeśli ktoś chciałby wiedzieć, przeciętny). 
Ale kilka uwag dotyczących mężczyzn. 1. albo noszą skarpety do sandałów ( Błąd! Kategoryczny błąd panowie.! Skarpety do sandałów i to najczęściej podciągnięte do łydek  noszą sobie staruszkowie, bo mają kłopoty z krążeniem. A wy, łamiecie wszelkie zasady Savoir Vivre! I wyglądacie okropnie). 2. albo, jak nie noszą skarpet, mają okropne stopy, długie paznokcie i grrr, aż strach pisać dalej.
  A ten koleś, był jednym z nielicznych facetów (bo nie mówię przecież, że to, co piszę tyczy się wszystkich) miał stopy OK. Podobnie jak mój mąż, który ma pięknie zadbane stopy. Muszę tu o nim wspomnieć, bo się jeszcze obrazi . Ostatnio kupiłam mu nawet męskie japonki i jest wniebowzięty. A swoją drogą, wygląda w nich zajebiście!
Ale wracając do sedna (nie będę przecież rozpisywała się o stopach jakiegoś gościa!), w autobusie spotkałam młodą dziewczynę, której stanik wystawał z bluzki przez otwór spod pachy! Dobrze, że siedziałam. To było nieestetyczne! Chyba zobaczyła, że się na nią patrzę, bo zaraz podciągnęła bluzkę do góry za dekolt. Nic to nie dało, ot po prostu taki gest wykonała. Poza tym, to przez szybę widziałam kolejną dziewczynę, która szła w spódnicy i miała na sobie czarny top bez pleców. I nic w tym dziwnego, tyle że ten top, kończył się przed pępkiem! A z jej boków, przodu i tyłu wylewało się jej ciało. Nie osadzam tu biednej grubej dziewczyny. Nie, bo każdy wygląda, jak wygląda, ale jak ktoś tak wygląda, to powinien chociaż wiedzieć jak się ma ubrać.
I jeszcze jedno. Apel. Kobiety nie nakładajcie pod białe bluzki czarnych staników! Dziękuję.
Podziwiam osoby, które umieją się ubrać. I nie chodzi tutaj o rodzaj ciuchów. Nie musza mieć ich od Prady. Rzecz w tym, by nie wyglądali jak niechluje i ciut zadbali o siebie. Żeby zerknęli w lustro i otworzyli oczy. Niech pamiętają, że inni ludzie na nich patrzą. A jak cię widzą tak cię piszą, co nie? 
W dzisiejszych czasach ubrać się gustownie to jest prawdziwe mistrzostwo!

A’propos dzisiejszego dnia. Wybrałam się do lekarza z moim gardłem. Ze skierowaniem od innego. Tym razem wylądowałam z gardłem u stomatologa. Cóż. W rejestracji pewna pani poprosiła o dowód i ubezpieczenie. Dałam dowód. – A ubezpieczenie? – pyta. – Hmm.. nie mam? – Jak to pani nie ma? Studentka? To legitymacje poproszę, jest pani ubezpieczona zapewne ubezpieczona na uczelni - A no tak! – powiedziałam uradowana. 
Jednym słowem, ale wpadka! Zapomniałam o nim. Lipa, co nie? 
Siedziałam w poczekalni, a do rejestracji podszedł człowiek z chłopcem (wydaje mi się, że to był jego dziadek, nie ojciec, ale to może mi się tylko wydawać, bo nie przyglądałam się dokładnie). – Dzień dobry, mamy skierowanie na prześwietlenie zęba – powiedział człowiek do pani z rejestracji. – Który ząb, bo na skierowaniu lekarz nie napisał? – pyta pani z okienka. – Nie wiem – odparowuje człowiek. – Na górze – odpowiada chłopiec. – O właśnie, na górze – dopowiada z uśmiechem człowiek. Pani w okienku zrobiła straszną minę. – Przepraszam – powiedział skruszony człowiek. 
Człowiek chce pożartować, ale jak pani recepcjonistka gasi go miną, to lepiej się nie odzywać :P
Wreszcie przyszła moja kolei na wizytę. W gabinecie myślałam, że pielęgniarka jest lekarzem, a lekarz pielęgniarkę. Wpadka numer dwa . Dowiedziałam się ze mam coś tam coś tam, na czymś tam, czymś tam – nie umiem powtórzyć. 
Dobrze chociaż, że jak szłam do tej przychodni zaczepiłam staruszka, który mnie podprowadził praktycznie pod drzwi, bo za Chiny nie znalazłabym tego miejsca! Barak jakiś. No może trochę większy. 
A poza tym, w międzyczasie na korytarzu szedł lekarz w białych spodniach. Może głupio to zabrzmi, ale miał springi i widać mu było całe pośladki… Tak, to był lekarz – dobrze przeczytaliście.
To może na razie tyle, bo jeszcze o kimś sobie przypomnę  Zwariowany dzień, ale bez takich dni byłoby smutno.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

"Wyborcza" pod stopami

niedziela, 05 lipca 2009 23:15
Niedzielne popołudnie. Siedziałam na ławce w parku, czytałam książkę i korzystałam ze słońca. Nogi miałam wyciągnięte przed siebie, bose stopy stały na ziemi. Nagle, ni stąd ni zowąd, podszedł do mnie starszy pan. – Dzień dobry, proszę – powiedział i pochylił się, by położyć mi pod stopy gazetę. – Niech pani na tym połozy stopy, ja już ją przeczytałem. – Ależ dziękuję, nie trzeba – odpowiedziałam zdezorientowana. – Ale ja ją już naprawdę przeczytałem, a pani tak stopy trzyma na ziemi, ziemia się nagrzewa i gorąco pani w stopy będzie. Proszę położyć. Potem pani wyrzuci gazetę – mówił dalej starszy człowiek. Po czym położył mi weekendowe wydanie „Wyborczej” pod stopy, uśmiechnął się i odszedł. – Dziękuję panu – powiedziałam. Po chwili popatrzyłam na alejkę, ale już go nie było. Odszedł tak szybko, jak się pojawił. Zupełnie nie wiem gdzie, i w którą stronę poszedł. Dosłownie znikł. 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

sobota, 18 listopada 2017

Licznik odwiedzin:  51 638  

Kalendarz

« lipiec »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
2728293031  

Ulubione strony

Statystyki

Odwiedziny: 51638

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Pytamy.pl

Facet