Bloog Wirtualna Polska
Są 1 263 873 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Uświadamiająca historia bardzo bliskiego spotkania z Mr Kufrem

sobota, 21 czerwca 2014 22:11

Zacznijmy od początku. Mr Kufer pojawił się w domu Kissiaka niemal 6 lat temu. Jako prezent. Doprecyzujmy - jako POSAG. Na ślub. Na dorosłe życie. Od rodziców. Wypełniony książkami. Taka domowa tradycja. Na Mr Kufra Kissiak czekał, odkąd swojego Mr Kufra otrzymała starsza Sis. Kissiak czekał i czekał, i czekał. I się doczekał. Mr Kufer przejechał kawał świata. Z Suwał do Olsztyna, z Olsztyna do Gdańska. Tam, pilnowany jak oko w głowie, przeżył trzy przeprowadzki. Aż trafił na swoje. Aż w końcu znalazł swoje miejsce.

A tu wczoraj Kissiak karmi Bąbelka kaszką. Tak jak codziennie. W tym samym miejscu, o tej samej porze. Kissiak patrzy, śliniaka brak. Kissiak biegnie do pokoju, bierze śliniak, biegnie z powrotem i... ŁUP !!! Aaa!!! Kissiakowa stopa właśnie przeżyła bliskie spotkanie z Mr Kufrem! Trzy biedne kissiakowe paluszki nie wymierzyły odległości i jak nie przywaliły! Z całej siły, z impetem, znienacka. Nie to, że Kissiak ma tylko trzy palce w prawej stopie, o nie. Dwa pierwsze refleks lepszy mają i widziawszy co się święci w ostatnich ułamkach sekundy odsunęły się od pozostałych kompanów. Mr Kufer cały. Kissiak skacze na jednej noce i płacze. Bąbelek też płacze, bo mama płacze i głodny przecież, czeka już przypięty w foteliku do karmienia. Dzielny Mąż przybiega i pretensje do Kissiaka, że ten gapa. No jakby Kissiak specjalnie to robił! W końcu się opanowawszy Kissiak zapomniał o zdarzeniu. Po godzinie Kissiak zdejmuje skarpetkę, a tam... paluch drugi (albo czwarty, zależy, od której strony stopy liczyć), siny. Siny jak śliwka. I boli. Boli mocno. Ale co Kissiak robi? Smaruje maścią i rusza, no dobra, kuśtyka, bo chodzić Kissiak nie może, załatwić sprawy na miasto. Do buta nogę wciska, choć ta ciasno dość wchodzi. Po południu Kissiak płacze z bólu. Wieczorem Kissiak dzwoni po Metafizyczną, bo przecież na pogotowie jechać musi, a Bąbelka nie ma z kim zostawić.

Szpital nr 1. Parking 200 metrów od wejścia. Dzielny Mąż poszedł sam zorientować się czy przyjmą. Kissiak w aucie czekał, bo zanim by dokuśtykał na jednej nodze, a okazałoby się, że na marne, to bez sensu przecież. Ortopeda był, ale kolejka na caaały korytarz, w tym dzieci, więc do Szpitala nr 2 Kissiak z Dzielnym Mężem podąża.

Kuśtyk, kuśtyk i kuśtyk i Kissiak dostaje niebieską opaskę na rękę, co w nowym systemie segregacji pacjentów w tym szpitalu oznacza, że czekać do 240 minut będzie. No da się przeżyć. Ale... Kolejka na cały korytarz. Podczas gdy się czeka, a przybędzie pacjent z innym kolorem opaski, wchodzi przed tobą. Bo przed niebieskimi zieloni, przed zielonymi żółci, pomarańczowi i czerwoni... W kolejce przed gabinetem 20 osób, w tym 6 niebieskich od 6 godzin już siedzących...  6 godzin... bo inni nadchodzą. W tym jeszcze, jak już wejdziesz, pokierują cię na RTG, zanim się na 1-sze piętro dokuśtykasz, zanim foto ci zrobią, wracasz i wszystko od początku... Czekasz... Zielona Pani już po zdjęciu, kolejne dwie godziny czekała...

A ja tu z paluszkiem...

Ach gdyby Kissiak wiedział o tym nowym systemie, to by się przygotował. Komputer by wziął, mecze obejrzał, książkę do tego, przekąski, kanapki i herbatę w termosie. Ale do tej pory najdłużej 3 godziny na pogotowiu Kissiak czekał. Kolejka była po kolei, chyba, że jakiś krytyczny przypadek, to wiadomo przecież samo przez się. A tu tylko jeden banan w torebce... Siedzi Kissiak siedzi, a tu nic się nie rusza. Jedna Pani weszła, zagipsowana po pół godziny wyszła, przywieziono Panią Żółtą, gdy po godzinie wywieziono, to wróciła tamta zagipsowana ze zdjęcia i znowu w gabinecie zniknęła. Gdy kolejna godzina minęła, dowieziono tą Żółtą ze zdjęcia i już nic się nie działo. Do 23.00 Kissiak wytrzymał. Ledwo. Odchodząc psychologa potrzebował. Albo psychiatry najlepiej. Kolejka rosła. Osoby starsze siedzące od 17.00 nawet się nie buntowały. Na początku, po 6 godzinach, później już nie, spasowały, siedziały i czekały. Jak mumie, z jednym wyrazem twarzy, a raczej bez wyrazu. -"Taki system mamy, wszystkich w końcu przyjmiemy, robimy co możemy" - mówił pielęgniarz... I znikał za drzwiami. Aż mi serce się krajało patrząc na tych ludzi, bo ja to jeszcze ja, młoda, ale ci starsi, całe życie płacili na Służbę Zdrowia i co z tego mają? To chore Państwo jest... To właśnie uświadomiła mi i utwierdziła w tym przekonaniu ta cała historia bliskiego spotkania z Mr Kufrem i to całe czekanie...

I pojechałam do domu. Do czwartej na pewno bym nie weszła do gabinetu. Wybrałam sen niż czekanie. Zaciągnęłam jeszcze po drodze porady dr Google, czy to aby nie złamanie... Sama się zdiagnozowałam. Niebieską opaskę rano zdjęłam. W cichutkiej nadziei ją zostawiłam, że może zadzwonią, że już mogę przyjechać, że czekają... :P

Rano Dzielny Mąż mówi: "Uważaj tylko na Kufer". - My z Kufrem mamy teraz ciche dni - odpowiadam. :) 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Pierwsza kąpiel w morzu. Niusiowa oczywiście :)

sobota, 21 czerwca 2014 21:14

Uwielbiam to zdjęcie :)

 

 

IMG_9531.JPG

 


Podziel się
oceń
0
0
Tagi: morze, woda

komentarze (14) | dodaj komentarz

Mamą być... Niusiowe pobudki

wtorek, 17 czerwca 2014 22:20

Ostatnimi dniami Niuś wstaje o 5.30. 5.30! Nie, 6.00, nie 6.20, a 5.30! Kosmos. Zasłonki zasłonięte, rolety zaciągnięte, a my i tak słyszymy radosne podskoki, szczebiot i "niusiowe krzyki" naszej pobudki. Bo Niuś tak właśnie nas budzi. Pierwsze nasze ruchy, Niuś cicho czeka, potem otwieramy oczy, on nadal czeka, a jak już podniesiemy głowy i mówimy zaspane"czeeść", to wtedy szczęście przeogromne, ochy, achy, radości w tych kilku sekundach nie ma większej! To jest cudowne! Najcudowniejsze! Ale żeby o 5.30... Nieprzytomność dopada mnie ok. 6.10. Kiedy Niuś jest już nakarmiony, ubrany, wysadzony na nocnik i cały zwarty i gotowy do zabawy! Kawa jakoś mało pomaga, ale zawsze to kawa, jednak działa choć trochę. Ale dziś? Dziś nie było kawy! Zaglądam do słoiczka - pusto! Nie ma, nie kupiona, sklep daleko... Ojejej...

Wytrwaliśmy. Wytrwaliśmy do 7.50, bo potem Niuś uciął sobie drzemkę. Półtoragodzinną. Więc także zasnęliśmy. Padliśmy znaczy się. I nie wiem kiedy to zleciało. Myślałam, że to chwilka była... Dzielny Mąż do pracy pojechał godzinę później :P Upsik... Ot, taki poranek :P 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Mama wychodzi na miasto. Sama.

sobota, 14 czerwca 2014 22:37

Dziś planowałam od paru dni. Wychodzę. Wychodzę sama. Bez Niusia. Bez Dzielnego Męża. SAMA. JA. Wczoraj plan runął na kilka minut, bo okazało się, że bezpośredni autobus nie jeździ w weekendy. No rzesz w mordę! Ale znalazł się taki z przesiadką. Ach... no co robić. Iść, albo nie iść... To było pytanie. Ale chyba i tak odpowiedź znałam.

Po 9.00 ruszyłam. Piechotą, na autobus. I się wybrałam, nie powiem. 11 stopni, deszcz, a ja bez parasola, w krótkim rękawku z lekką kurteczką i w baletkach...  Jak sobie myślę teraz, żeby tak wyjść w takim zimnie, to aż wierzyć mi się nie chce, że wyszłam . Co mi do głowy wpadło? Nie wiem! Powtarzałam sobie, że jest czerwiec, a czerwcowe 11 stopni jest cieplejsze niż te marcowo-kwietniowe... Co za determinacja :) Po drodze uświadomiłam sobie, że tak naprawdę to było moje pierwsze wyjście samemu, samiuteńkiemu jak palec, od roku... Ale szczerze, to nie czułam się z tego powodu wybitnie szczęśliwa.  

Nie miałam konkretnego celu. Pojechałam do Galerii. Odetchnąć i zobaczyć czy już zaczęły się wyprzedaże. W Empiku przepadłam... Toż można tam spędzić calusieńki dzień... Tylko nadal nie rozumem czemu książki są taaakie drogie. Aż żal ściska serce... Gdy już przejrzałam to, co przejrzałam, czyli trzy regały z sensacją, przeszłam po regałach z nowościami, utknęłam w książkach dla Niusia, trafiłam na dział do domu, papierniczy, zabawki, gry, i różne inne pierdoły... Matko kochana ile tego wszystkiego jest! Godzina zleciała... A może i więcej... Nie wiem... W każdym razie długo...

Podążałam dalej. Home and you. Przed wejściem słyszę, w torebce dzwoni telefon. Dzielny Mąż z Niusiem. Video-rozmowa. Stoję przed sklepem, w holu Galerii , telefon przed sobą na wyciągnięcie ręki i krzyczę, bo przecież muzyka głośna, wokoło ludzie, a ja nic nie słyszę. Macham do Niusia, przesyłam buziaczki i takie tam i dopiero po rozmowie, widzę, że ludzie się na mnie gapią. Ups :) To musiało wyglądać dość dziwnie. Eee, idę dalej. Hopsa, hopsa, w godzinę obskakuję resztę sklepów i ruszam z powrotem. Leje. Co zrobić, moknę, jadę jednym autobusem, potem drugim. Tyle, że ten drugi spóźnia się 10 minut, a ja w tym czasie zdążam zamarznąć na przystanku. Skaczę trochę dla rozgrzewki, ale widząc minę Pana i Pani czekających także na ten autobus, stopuję się, bo wiem, że na stówę pomyśleli, że bardzo mocno chce mi się siusiu. :)

W domu czeka na mnie gorąca herbata z cytryną i kocyk... i oczywiście Dzielny Mąż z Niusiem :) Moje skarby :) O jak dobrze... W domu najlepiej, ciepło, przyjemnie, dobrze...

Ale zadowolenie było. Załatwiłam co miałam załatwić i odetchnęłam. Taka chwila była mi potrzebna. Mimo wszystko :)

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Ktoś pozamiatał niebo...

poniedziałek, 02 czerwca 2014 21:06

Dzisiaj na spacerze wiał taki wiatr, że nawet trudno było rozejrzeć się dookoła. Lecz nagle, mimo wszystko, mój wzrok powędrował w niebo. Ktoś najwyraźniej je zamiatał... 

 

 

niebo jasień 2.06.2014.jpg

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

poniedziałek, 21 sierpnia 2017

Licznik odwiedzin:  50 438  

Kalendarz

« czerwiec »
pn wt śr cz pt sb nd
      01
02030405060708
09101112131415
16171819202122
23242526272829
30      

Ulubione strony

Statystyki

Odwiedziny: 50438

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Pytamy.pl

Facet