Bloog Wirtualna Polska
Są 1 272 172 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Ostra mieszanka wybuchowa

środa, 29 czerwca 2011 21:56

Znowu zaczęły się upały. Choć podobno to tylko jeszcze dziś, a potem ma lać. Ale jak upały, to oczywiście powtarza się ten sam problem co zawsze – komunikacja miejska. Tłok, duchota, smród… to tylko niektóre powszechnie znane minusy. A do tego dochodzi wielkie narzekanie ludzi – tu się im nie dziwię – i wielkie zdziwienie komunikacji, że „Jak to? Przecież wszystko jest w porządku”.

Ale ja już wszystkim wyjaśniam, że nie jest w porządku! Nie jest dobrze!

Po pierwsze: tłok! Jakoś człowiek musi to przeżyć. Ludzie jeżdżą i jeździć będą, no trudno. Teraz wakacje, więc jeździ człowiek nad morze i przez to pcha się w ten autobus i zajmuje miejsce tych, co z pracy zmęczeni wracają. A taki plażowicz mógłby przecież przejść się spacerkiem, a nie na wygodę stawia. Ale cóż - tłok ścierpieć jeszcze można.

Po drugie: chamstwo! I to staruchów. (No przepraszam za wyrażenie, ale mnie dziś nerw strzelił przez jedną starszą panią, więc innego słowa nie użyję). Wracałam sobie jak zawsze. Siedziałam w kątku, rozmawiałam przez komórkę. A tu starucha nagle nade mną chrząka. „Przepraszam! – mówi i pcha się na mnie – niech Pani ustąpi, proszę mnie puścić, przepraszam”. Najpierw nie skojarzyłam o co jej chodzi, ale zaraz pojęłam, że po prostu po chamsku mnie wypchnęła z mojego miejsca! Prawie na mnie usiadła! Nie napisze co pomyślałam, ale wstałam, by awantury nie zrobiła, bo już coś zaczęła pluskać. Poza tym rozmawiałam przez telefon, więc byłam zajęta czymś innym i spór ze staruchą mi nie był mi akurat w głowie. Ale prawda jest taka, że prawa żadnego nie miała, by wygonić mnie z mojego miejsca! Grrr… Wiem, że kultura wymaga, bym ją puściła, ale nie widziałam jej, bo od tyłu mnie podeszła, poza tym było wiele innych siedzeń. Obcięłam ją więc wzrokiem (tak jak ja to potrafię), i teraz na pewno będę na językach jej i jej koleżanek, że taka młoda, a taka niedobra! I takie tam… Trudno. Byłam zbyt zmęczona, by być uprzejmą. Poza tym jak tak można do licha!

Po trzecie: smród! I inne przykre zapachy. Tego znieść nie mogę i to najbardziej ciężko wytrzymać w upał. Niestety jest to problem powracający. Nie wiem czemu ludzie tak śmierdzą i  nawet przykro mi pisać, że tak jest. Ale tak jest. Nie rozumiem, jak można się nie umyć, albo ogólnie nie dbać o czystość. I tak sobie myślę, że pewnie nigdy tego nie zrozumiem. To nie pojęte.

Po czwarte – wiecznie wyłączona klimatyzacja. Po co chwalić się, że miasto kupiło x autobusów z super klimą, że teraz podróż do pracy będzie wygodna i przyjemna? No po co, skoro okna zablokowane, duchota straszna, a klimatyzacja nie działa, nie włączona nawet! Ludzie kochani!

Po piąte – głupota ludzka jeśli chodzi o drzwi automatyczne. Kolejna rzecz dość absurdalna zdaje się. Codziennie jest to samo. Wchodzą ludzie do autobusu i stają w drzwiach, choć na nich jak byk wielkimi litrami wisi napis „drzwi zamykają się automatycznie, proszę odsunąć się od drzwi”. Ale przecież sami analfabeci jeżdżą, w dodatku pierwszy raz w życiu, bo mimo tego stoją jak święte krowy w tych drzwiach. Autobus stoi na przystanku 10 minut i czeka, bo drzwi zamknąć się nie mogą. I jak pisałam, naprawdę codziennie jest to samo. I to młodzi ludzie! Dziw mnie bierze nad dziwy, bo przecież nie jadą pierwszy raz w życiu, wiedzą, że teraz takie drzwi są w autobusach, a nie inne, a nadal to samo. Nie odsuną się, i tak stoją aż ktoś im powie, by się odsunęli.

Komunikacja to postrach lata chyba w każdym mieście. Nie daj Boże doliczyć do tego jakiegoś „wczorajszego” obywatela z piwem w ręku, dzieci słuchające muzyki na ful bez słuchawek oraz dziadków-zboków, co się nie odsuną i trzeba przejść obok nich niemalże ocierając się o nich… Fuuuuu….

Taka codzienna letnia jazda to prostu mieszanka wybuchowa – tak naprawdę  nie wiesz na co trafisz. Przerażające.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Wielka parada okrętów

niedziela, 26 czerwca 2011 21:16

 

Po raz pierwszy od 41 lat w Święto Marynarki Wojennej odbyła się parada okrętów na Zatoce Gdańskiej. Oczywiście nie mogło nas zabraknąć. Jako miejsce naszej obserwacji wybraliśmy Gdynię – Bulwar Nadmorski. Przeczuwając tłumy, pojechaliśmy wcześniej. I nie myliliśmy się. Przyszły tysiące osób! Znaleźliśmy jednak super miejsce parkingowe. Fuksiarze, hehehe. (Opłacało się wyjechać te dwie godziny wcześniej). Bulwar Nadmorski nie był jeszcze zapełniony więc bez problemów zajęliśmy miejsce obserwacyjne. I czekaliśmy. Czekaliśmy i czekaliśmy. Towarzyszyły nam mewy, a za plecami zbierało się coraz więcej widzów. Wreszcie, daleko, na wysokości Gdańsk-Sopot okręty zaczęły tworzyć szyk, a potem płynęły w naszą stronę. Widok nie do opisania. Jeden za drugim zbliżały się do nas. Niszczyciel min, okręt podwodny ORP Orzeł, fregata rakietowa ORP Tadeusz Kościuszko i wiele, wiele innych. Do tego dokładnie o 16.15 usłyszeliśmy kilkakrotnie wystrzały z ORP „Błyskawicy”, a nad naszymi głowami przelatywały samoloty patrolowe i śmigłowiec do zwalczania okrętów podwodnych. Jeden z nich ukłonił się publiczności.

Było super!

 

  

Bulwar Nadmorski

 

W oczekiwaniu...

 

  

Towarzyszki mewy

 

Pierwsze okrety na horyzoncie

 

Płyną...

 

... i płyną

 

 Na morzu też może być tłoczno. Samoloty, mewy, okręty.

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Zleciało kuzynostwo

wtorek, 14 czerwca 2011 21:15

 

Pierwsze spotkanie nastąpiło przypadkowo. Usłyszałam coś na balkonie, wyszłam, patrzę… gołąb! No gołąb najzwyczajniej w świecie łazi sobie i penetruje mój osobisty balkon, jeden z dwóch dodam, ten większy i przez to bardziej zagracony. Zobaczył mnie i najwyraźniej się przestraszył, bo ja też się go przestraszyłam, bo mimo wszystko nie spodziewałam się gołębia na balkonie, gdzie wisi ochronna siatka, której celem jest przecież ochrona przed takimi niespodziankami. Widać – celu swego nie spełnia. Gołąb zobaczywszy mnie poderwał się do góry, przy czym i ja się poderwałam, bo się wystraszyłam jego nagłego ruchu, po czym gołąb nasrał (przepraszam wszystkich za wyrażenie) na sam środek balkonu (reakcja na strach; dobrze, że ja takiej nie mam :P ) i… frr… przecisnął się przez barierkę i odfrunął. I tajemnica odkryta… górą nie mógł, wlazł dołem – przez barierkę. (Taka ptasia wersja „wyrzucają drzwiami, wejdź oknem”). Zawsze wiedziałam, że z tych gołębi to podstępne bestie.

Spotkanie drugie nastąpiło w któryś weekend. Usłyszałam gruchanie. „O nie – myślę – znowu ty!”. Uciekaj mówię, no już zmykaj! Nic, zero reakcji. Siedzi i patrzy. Nawet dzień dobry nie powie. „A psik, a psik, kysz kysz!!!” Poleciał. Niech sobie nie myśli! Wybieg znalazł czy co?!?

Spotkanie trzecie było odkrywcze. Tym razem to Dzielny Maż wyhaczył go zmywając. Do tej pory nie wiem, jak to się stało, bo zmywał w kuchni, a raptem przybiegł do pokoju i wyszedł na balkon. „Spadaj”. Gołąb nic. Klasnął. Gołąb odleciał. Ale Dzielny Mąż tchnięty przeczuciem podszedł do starego stolika zawiniętego w folię ochronną. Krzyczy w moją stronę: „Ty!...” (Tak ja – mężczyźni mają to w naturze, że potrafią tak czule zawołać). „Gniazdo mają, pisklę siedzi!”. O nie! Co to, to za dużo! Wychodzę, przeciskam się, podchodzę, nadal podchodzę, nic nie widzę, zaglądam dyskretnie… a jak! Siedzi pisklę, a nawet dwa! Małe takie, buro-szare ledwo opierzone. No przyznać muszę urocze! I co teraz? No nic przecież. Nauczą się latać, wyfruną, to po wakacjach pewnie dopiero gniazda pustego się pozbędziemy. I teraz, jak to ujął Dzielny Mąż, mamy na balkonie "z kamerą wśród zwierząt" :)

Żeby chociaż do czynszu się dokładały, a tak to co? Już nie mówię, że za wodę także, ale kawał powierzchni użytkowej zajmują i to jakby to rzec – dość nielegalnie, bez pytania i umowy! I nie ruszysz takiego, no bo jak! Serce nie pozwala.

Jeszcze w Olsztynie zamieszkały u nas na balkonie dwa gołębie – Lusia i Fredek je nazwaliśmy, bo przyjaźń się między nami zdążyła narodzić. I dość długo sobie żyli, najpierw wiosnę, potem lato, jesień i zimę, że balkon był nie użytkowy, nie przeszkadzali. Przyjaźń się między nami zaciśniała, przyzwyczailiśmy się do siebie. Ale wyprowadziliśmy się i Lusia z Fredkiem zostali. A teraz kuzynostwo zleciało i proszę – potajemni lokatorzy założyli już rodzinę. I to tak bez wcześniejszego, bliższego zapoznania z nami. Nieładnie proszę gołębi, oj nieładnie!

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Bestia na klatce

poniedziałek, 06 czerwca 2011 22:04

Wychodząc z domu usłyszeliśmy dziwny dźwięk. Stanęliśmy i zaczęliśmy nasłuchiwać. Hrooop siii grr, hrooop siii grr, hrooop siii grr… Coś wyraźnie chrapało. Jakby zwierzę jakieś! Jakaś ogromna bestia! Mówię cichutko do Dzielnego Męża: „Może to ten malutki piesek, od Pani sąsiadki, pod drzwiami gdzieś śpi i się niesie?”. „Nie, to na pewno nie piesek!” – odpowiada Dzielny Mąż.  Hrooop siii grr, hrooop siii grr, hrooop siii grr…To jednak musi być bestia. Wielki, straszny pso-smok śpi na naszej klatce, tuż za rogiem, a my stoimy tu bezradni. Aż strach zajrzeć za ścianę. Hrooop siii grr, hrooop siii grr, hrooop siii grr… Na pewno ma dwie głowy i sześć nóg, ogromne zębiska i jest strasznie straszny! Hrooop siii grr, hrooop siii grr, hrooop siii grr…Co teraz? Co teraz zrobić? Uciekać? Zajrzeć? Schować się? Dzielny Mąż mówi: „Sprawdzamy!”. Mój wewnętrzny głos krzyczy: „Nieeee!”. Hrooop siii grr, hrooop siii grr, hrooop siii grr… Cichutko na paluszkach podchodzimy do „celu”. Hrooop siii grr, hrooop siii grr, hrooop siii grr… Dźwięk staje się coraz głośniejszy i przeraźliwy. Hrooop siii grr, hrooop siii grr, hrooop siii grr… Zaglądamy… Za rogiem dwa buty, spodnie, koszulka… człowiek. Facet normalnie! Facet leży pod ścianą i śpi sobie w najlepsze, jakby leżał w ciepłym łóżeczko pod kołderką! Hrooop siii grr, hrooop siii grr, hrooop siii grr… i nie dziw, że ktoś go z domu wyrzucił, skoro chrapał jak prawdziwa bestia! Sama bym takiego pogoniła! Strachu się najadłam co niemiara, bo przecież mimo wszystko mógł to być straszliwy pso-smok! I co gorsza mógł nas pożreć! Bo przecież nigdy nie wiadomo co się kryje za rogiem na klatce. Brr…


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Nastały upały

niedziela, 05 czerwca 2011 19:47

 

Nastały upały i bardzo dobrze, bo trochę te zimne dni nas znudziły. Teraz nie powiem – nawet słonko mnie trochę liznęło i z Królewny Śnieżki zmieniłam się w raczka. Na moje szczęście za parę godzin będę już brzoskwiniowa. (Brzoskwiniowa, bo na brąz przy mojej karnacji nie ma co liczyć). Tylko nogi trochę nadal jakby od tej królewny. Swoją drogą, dlaczego nogi opalają się tak długo i jakby od niechcenia? Dziś nawet prosiłam słonka „bierz się za nogi, zostaw ramiona, bierz się za nogi”, ale jak widać, nie podziałało.

Jak sama się dziwię, i wczoraj, i dzisiaj wstaliśmy z Dzielnym Mężem o 6.30! Ten wyczyn godny jest orderu, czy pochwały, bo po pierwsze jest weekend, dni wolne, leniwe i błogie! Po drugie Dzielny Mąż wstał sam z siebie, bez proszenia, lamentowania, „wciągania pępka” i tym podobnych. Po trzecie jeszcze tydzień temu w niedzielę wstawaliśmy przed 11.00 więc naprawdę, ale to naprawdę nadziwić się nam nie mogę! Ale cel był wzniosły, bo oczywiście z jakiegoś powodu tak wcześnie wstaliśmy. Zaczęliśmy z Dzielnym Mężem jeździć na rolkach. Ostatni raz na rolkach jeździłam ok. 12 lat temu, kiedy dostałam rolki na urodziny od rodziców. Pamiętam ten dzień jak dziś, bo spełniło się moje wielkie dziecięce marzenie. Rolki – to było naprawdę coś, bo jeszcze nie były u nas popularne! Dzielny Mąż nie jeździł nigdy, więc czas nadrobić. A skoro w 3 mieście mieszkamy, a tu są wspaniałe szlaki, ścieżki i tym podobne do przebycia, w końcu udało nam się, przy okazji urodzin (jak sprzed lat), zainwestować w rolki. I jest świetniaście. Jak poszliśmy pierwszy raz, ruch był jak na Marszałkowskiej! W jedną stronę, w drugą stronę, jeden człek za drugim, na rolkach, na rowerze, młodzi, starzy, rodziny i single. Oddychać było ciężko, nie mówiąc o samej jeździe. Więc postanowiliśmy jeździć z rana. I jak na razie udało się :) Ludzi zaledwie kilku, spokój, cisza i nie ma wielkiego upału. W sam raz dla nas. Oczywiście podjeżdżamy Groszkiem, siadamy na ławeczce, uzbrajamy się w ochraniacze i hełmy, jak mniemam zwać kaski, i do boju. Tak więc pełna profeska :P Oczywiście dziś rano tak się wybieraliśmy, że zapominałam… rolek. Ot, pomyślunek! Na szczęście w windzie oprzytomniałam i w porę się cofnęliśmy. To dopiero trzeba umieć iść na rolki bez rolek ;)

Co do Groszka to zmienił layout, jak to się teraz zwie po nowoczesnemu. Tydzień temu mieliśmy stłuczkę – nie z naszej winy, a „dziada” jakiegoś. I to na parkingu. Więc proszę uważać na jeżdżące „dziady”, bo ich coraz więc się niestety mnoży, jak grzybów po deszczu. Myślałam, że padnę kiedy ów „dziad” tłumaczył: „Widziałem, że Państwo jadą, ale myślałem, że są Państwo daleko”. No proszę Pana! … Ręce opadają, bo jak można być daleko na małym parkingu, a po drugie, skoro widział, że jedziemy, to po co się pchał! Swoją drogą straszne to uczucie, kiedy następuje uderzenie. Dźwięk trwający może ułamek sekundy jest tak przerażający, że nie da się tego opisać. I to nawet przy minimalnej prędkości czy postoju. Teraz Groszek ma łatkę – ciemno zielone nadkole. Jest więc Groszek – Skarbona pseudonim „Łatka”. I wszystko już gra :)

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

sobota, 18 listopada 2017

Licznik odwiedzin:  51 648  

Kalendarz

« czerwiec »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
27282930   

Ulubione strony

Statystyki

Odwiedziny: 51648

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Pytamy.pl

Facet