Bloog Wirtualna Polska
Są 1 263 873 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Uśmiech

czwartek, 28 kwietnia 2016 14:29

Rozprawka o życiu, o momentach, o drodze... Zwał jak zwał. Ja musiałam wyrzucić to z siebie, dla siebie. Dziś wpis jest po prostu dla mnie.

 

Są takie momenty w życiu, że człowiek potrzebuje chwili dla siebie. Tylko. Ja w takich momentach najchętniej schowałabym się pod koc i nie wychodziła. Schowała się wraz z czubkiem nosa (gorzej, że wtedy nie ma czym oddychać i niestety nie jest to dobra metoda ;)). Takie momenty, że człowiek potrzebuje odetchnąć. Być sam ze sobą tylko w pojedynkę. Ja najchętniej wtedy bym uciekła (gdy koc nie pomaga). Ale tak nie mogę. Nie pomaga mi samotny spacer nad morzem, bo jak może być samotny, skoro dookoła wiele ludzi. Nie pomaga mi bycie w domu w weekend. Nawet jak Dzielny Mąż weźmie Bąbla na podwórko. To nie to. Więc dziś uciekłam. Na swój sposób. Bąbel jest u Niani, Dzielny Mąż w pracy, a ja wzięłam dzień urlopu. Jestem w domu. Już świadomość, że to dzień pracujący i większość dookoła pracuje, też działa mi na korzyść i uświadamia mi, że jestem sama. I tego dnia nie ma telewizji, nie ma radia, nie ma muzyki, nie ma Internetu. Jestem ja. Dom musi być wysprzątany, żeby nic nie odciągało mnie od mojej samotności. Staram się ogarnąć myśli. Poukładać je tak, by nabrać energii na kolejne dni. Choć może nawet nie poukładać, co po prostu się wyciszyć. Tak, bo ja potrzebowałam wyciszenia siebie samej. Jeden dzień, a w gruncie rzeczy kilka godzin. Tych ulubionych od 9.00 do 13.00, kiedy wydajność mam największą. Tych, kiedy świeci słońce i po prostu się chce.

 

I siedzę na łóżku i gapię się na drzewo za oknem w sypialni, które już zakwitło i mówi, że już wiosna. Albo siedzę przy stole i gapię się przez balkon na pola. I się wyciszam. I w domu jest cisza. Słychać tylko mój oddech i przebiegające od czasu do czasu myśli. A potem wyjmuję komputer i piszę właśnie to.

Bo jeszcze, oprócz samotności, muszę to z siebie wyrzucić, a to mój sposób.

 

Kiedyś, dawno temu, lubiłam mieć wszystko zaplanowane. Dziś jak na to patrzę, zastanawiam się, czy te plany mi wychodziły? Chyba nie zawsze, nie pamiętam już teraz, ale chyba nie do końca, bo w końcu długo przyszło mi uczyć się tego, że życie niesie nam tyle niespodzianek, że wiele rzeczy nie warto planować. Dać się ponieść. A potem układa się tak jak ma być. I tak mi było dobrze. I tak żyłam. Może nauczyłam się tego na urlopie macierzyńskim? Kiedy tak naprawdę dni mijały podobnie, wszystko toczyło się tak jak ma być, a ja przestałam planować, czekać na niewiadomo co i po prostu żyłam. Sobą i Bąblem. Dzień za dniem. I było, działo się, toczyło…

 

Późniejsze „dzieje”, tak z perspektywy czasu patrząc, pokazały, że wszystkie wydarzenia, układają się w jakiś ciąg. I niezależnie czy były dobre, czy gorsze, to w końcu wychodzi to na jednak na plus i następuje coś pozytywnego zastępując to gorsze. (Boże, napisałam takie zdanie, że chyba sama muszę rozkminić co autor miał na myśli). Jeśli już w mojej jednej, byłej, odległej pracy odkryłam, że jednak dużo mnie nauczyło to doświadczenie i już wiem, po co była, po co miała być i dlaczego tak się wszystko toczyło a nie inaczej, to oznacza, że naprawdę los jest świetnym organizatorem. Szkoda tylko, że nie dzieli się z nami wcześniej tym, co nam zgotował :) Ale wtedy byłoby nudno, prawda ;)?

 

Ostatnio kilka razy przekonałam się znowu, że minus i minus daje plus. Kilka zdarzeń, kilka chwil. I dlatego warto dalej umieć puścić się ciągowi życia… Dlatego oddycham powoli, dziś łapię ten oddech, dziś łapię dystans, do siebie, do życia, do otoczenia…

 

Pewnie, nie chodzi by całkowicie olać wszystko i tyle. Ale czasem nie warto w coś ingerować. Trzeba żyć każdym dniem, oddychać, może pora przestać „walczyć”, a pora się uśmiechnąć? Pełną piersią...

 

Czasem ma się wrażenie, że jak się wali to się wali wszystko. I choć byłaś silna, ta siła już ci nie wystarcza. I nie możesz się podnieść ponad to. Podnosisz się lekko, unosisz się, ale  gdzieś na moment, na chwilę, a potem spadasz, ale nie na sam dół, tylko gdzieś wisisz, zawieszasz się i dalej nie ruszasz. I myślisz nawet, że gdybyś spadła totalnie na dno, to głębiej już nie można i powinnaś wtedy się odbić raz na zawsze. I będzie już ok. Ale ty trwasz w zawieszeniu dół – góra – dół – góra… jak piłka pingpongowa. A może to tylko wrażenie i wszystko jest wyimaginowane?

 

Żyjesz, szalejesz, los Cię pcha w nowe, stwarza ci dobre okazje, pokazuje nowe drogi. Czasem robi na przekór. Na coś czekasz, a okazuje się, że masz figę z makiem. A potem dostajesz coś w zamian, tak, że nie możesz się nadziwić. Ja przynajmniej tak mam. Tak, jakby ten los specjalnie ci psocił i mówił, że ma cię w nosie, bo i tak wie co dla ciebie najlepsze i sam cię tam popcha w odpowiednim czasie i w odpowiedniej chwili, sam cie poprowadzi i zadzieje tak, że przyznasz mu rację, że tak miało być i już. Trzeba tylko wykazywać cierpliwość. A to jest trudność, bo nie mam. Nie mam tej cnoty, każdy to wie. Nie miałam. Uczę się jej. Staram się jej uczyć. Codziennie. Po trochu. To nie łatwe. Bo ja chcę już, teraz, zaraz…

 

Więc ogarniam dziś siebie, bo kto jak nie ja może mnie ogarnąć :) Tego mi było trzeba. Teraz to wiem.

 

Minęły moje godziny. Już po 14.00. W domu cisza. Przesiedziałam pół dnia na łóżku gapiąc się przez okno, ale nie widząc nic oprócz swoich myśli.

Ktoś kto to czyta może pomyśleć, że jestem nienormalna. Ale czy są wśród ludzi normalni? ;) ;P

 

Potrzebowałam tego dnia. Potrzebowałam tego czasu. Bez gonienia. Może nie osiągnęłam jeszcze tego, co bym chciała osiągnąć, ale odetchnęłam. Głęboko. A to już coś.

 

A teraz dam się dalej porwać losowi. Niech mnie niesie. Niech prowadzi, bo wiem, że ma wiele niespodzianek i coś tam dla mnie na pewno zaplanował.

 

Ja na razie posyłam mu uśmiech :)

 

 

 

 

 


Podziel się
oceń
4
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Mamą być… „był płacz, histeria, upokorzenia nie było..”

wtorek, 26 kwietnia 2016 23:04

Wracam do domu. Patrzę na Bąbla, jakiś zmęczony, niby chory, podchodzę… i oczom nie wierzę. Jedno oko z fioletową fifką, napuchnięte, pod drugim zadrapanie, nos zadrapany, policzki napuchnięte czerwono-sine. Jezus Maria! Wpadam w panikę.

- Mamusiu – opowiada mój 2,5 letni Bąbel – Biegłem, biegłem, po boisku i była sitka i hop,  w te siatkę i nie przeszedłem. I bolało.

- Synku, a dobrze widzisz na to oko? – dopytuje przerażona – A płakałeś?

- Płakałem mamusiu– mówi Babel. - Był płacz, histeria, upokorzenia nie było! - dodaje.

No i padłam. Już nie wiedziałam czy ja mam płakać, czy się śmiać. Tekst mnie rozwalił.

Choć tak na prawdę do śmiechu mi nie jest. Moje dziecko wygląda jakby ktoś je pobił, a ludzie na ulicy się za nami oglądają. To dopiero jest upokorzenie…

 

 


Podziel się
oceń
3
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Myśli ulotne...

poniedziałek, 25 kwietnia 2016 9:15

 

“Za dwadzieścia lat bardziej będziesz żałował tego, czego nie zrobiłeś niż tego co zrobiłeś. Więc odwiąż liny, opuść bezpieczną przystań, złap w żagle pomyślne wiatry. Podróżuj. Śnij. Odkrywaj”.

Mark Twain

 

 


Podziel się
oceń
4
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Tadam!

niedziela, 24 kwietnia 2016 20:27

Jechałam :) Tadam!

Tunel pod Martwą Wisłą. Świeżutki, nowiutki, dopiero co otwarty.

 

 

tunel pod martwą wisłą.jpg

 

 

LICZBY:
1377,5 - tyle metrów ma tunel pod Martwą Wisłą
1072,5 - to długość w metrach wydrążonego odcinka
2200 - tyle ton ważyła maszyna TBM
91 - długość maszyny TBM w metrach
12,56 - średnica tarczy maszyny TBM w metrach
11 - średnica wydrążonych i obudowanych tubingami rur tunelu w metrach
35 - odległość w metrach od najgłębszego miejsca w tunelu do lustra Martwej Wisły
1076 - tyle pierścieni użyto do wykonania dwóch rur tunelu (każdy z pierścieni składa się z siedmiu elementów i waży 100 ton)
500 000 - tyle urobku w tonach wydobyto i wywieziono przy drążeniu tuneli
40 km - taką długość miałyby ułożone w jednym rzędzie tubingi użyte do budowy tunelu

Źródło:
http://www.trojmiasto.pl/wiadomosci/Tysiace-zwiedzajacych-na-dniu-otwartym-tunelu-pod-Martwa-Wisla-n100983.html#tri
 

 

 

 

 


Podziel się
oceń
2
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Myśli ulotne... sposób na stres

sobota, 23 kwietnia 2016 22:10

Dzwoni Metafizyczna. Rozmawiamy o jej nadchodzącym ślubie.

- A co z suknią ślubną? - pytam.

- Przestań! Ten temat mnie stresuje! Dlatego o nim nie myślę, by nie mieć stresów! - ucina Metafizyczna (jakby ktoś nie zajarzył - przyszła Panna Młoda).

 

Dobre. Padłam. Cała Metafizyczna. Ale swoją drogą, sposób na stres niezły :)

 

 

 

 


Podziel się
oceń
1
1

komentarze (0) | dodaj komentarz

poniedziałek, 21 sierpnia 2017

Licznik odwiedzin:  50 464  

Kalendarz

« kwiecień »
pn wt śr cz pt sb nd
    010203
04050607080910
11121314151617
18192021222324
252627282930 

Ulubione strony

Statystyki

Odwiedziny: 50464

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Pytamy.pl

Facet