Bloog Wirtualna Polska
Są 1 272 172 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Porażający blask

poniedziałek, 28 kwietnia 2014 10:58

Wychodzi człowiek w niedzielne popołudnie na balkon. Ot, tak, bo piękna letnia pogoda, bo chciałby sobie popatrzeć na pobliskie bagno, drzewa, staw i pole, które przybrały już wiosenne, zielone barwy odradzając się po srogiej ziemie. Spogląda człowiek sobie w dół i... oczom nie wierzy! ... Dupa! No, przepraszam za wyrażenie, ale inaczej określić się nie da. Jakżeby inaczej! No dupsko po prostu! Tłumacząc pokrótce, kiedyś budowniczy blok mieszkalny budowali po ludzku. To znaczy: balkon pod balkonem, raczej sąsiad sąsiada siedząc na balkonie nie widział za dobrze. A w dzisiejszych czasach inna moda trochę nastała i co bardziej fikuśne budownictwo, tudzież wielka sąsiedzka integracja, tak więc z naszego balkonu, jak w dół spojrzeć widzimy taras sąsiadów, sąsiadki, sąsiada i jeszcze dwóch sąsiadów, a pod tarasami wystają ogródki tych co na -1 mieszkają. Tak, tak, taki blok. Tak więc wracając... Wychodzi człowiek na balkon, patrzy i blask ogromny go poraża. Bo w ogródku, sąsiadka sadzonki sadzi, w stroju kąpielowym odziana tylko, wypięta wiadomo czym do góry, bo przecież sadząc sadzonki wypiąć się musi, konkurencję dla słońca robi :) A że sąsiadka nie mała, a strój dość, jakby to rzec, ciasnawy, półdupki odsłaniał, to konkurencja to dla słońca nie byle jaka :) Porażona i zaskoczona blaskiem tegoż widoku oniemiałam, ale po chwili tak śmiać mi się zachciało, że do domu się cofnęłam, by tam wybuchnąć zdrowo, a nie na balkonie przecież, bo jeszcze by sobie coś pomyśleli. I jak się naśmiałam już, to pomyślałam sobie, że niby "wolnoć Tomku w swoim domku", ale chyba jakaś granica w człowieku być powinna. 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Mamą być... Codzienny cud

czwartek, 17 kwietnia 2014 23:45

Piotruś jest już taki duży. Obserwuję go i nie mogę uwierzyć, że to już niemal 9 miesięcy... Prawie tle samo czasu, ile siedział w brzuchu :) Ostatnio się zmienił, urósł, wiele się nauczył. Każdy dzień to dla niego wyzwanie. Jest wspaniały. Uwielbiam momenty, kiedy każdego dnia mogę go obserwować. To, że jestem z nim w domu,, widzę jego rozwój, zmiany, to jest niesamowite. Bawi się, śmieje, cieszy, gdy odkryje lub zrobi coś nowego. W jego oczach bije blask i radość. Jest z siebie dumny, gdy mu się coś uda. Czasem widać, że coś kombinuje, analizuje, jakby brał wszystkie za i przeciw. A potem najczęściej działa. Albo startuje do upatrzonej rzeczy, albo zamyka oczy i coś zrzuca, tak "na hopsa", jakby sobie myślał, że może się uda, ale on, tak czy siak, na to patrzeć nie będzie. Wstaje w łóżeczku i jest tym tak zaaferowany, że zamiast spać, choć oczy mu się kleją, stoi, śmieje się z tego, tak, jakby się bał, że jutro już nie będzie umiał :) A jutro będzie miał przecież na to cały dzień. Gdy stoi w łóżeczku puszcza rączkę, bo chce sięgnąć zabawkę, lub jakiś bliski przedmiot. I wtedy traci równowagę i znów ją odzyskuje. Jest niezmordowany, ma energię, wszędzie go pełno, jest ciekawski, wszystko musi zobaczyć, dotknąć. Gdy pełza i obierze już "swój cel" startuje jak rakieta, jakby mu się wiatraczek jakiś włączał. Czasem, jak wie, że jak zauważę, to mu nie pozwolę, to najpierw zerka na mnie, jakby nigdy nic, a potem w jego oczach włączają się chochliki i startuje! Byle szybciej, a nóż się uda. I się śmieje. Daje całusy, buziaczki i się przytula. Potrafimy tak sobie siedzieć przytuleni. Ja śpiewam, on się na mnie patrzy i tak nam leci czas. Rozpływam się wtedy. Śmieje się głośno, z różnych rzeczy. Robi "noski-noski", wącha. Chodzi przy meblach. Robi "bam" na pupę. Nauczyliśmy się korzystać z nocnika. Wiele rozumie. Tak wspaniale chrupie chrupy. A jeszcze niedawno nie umiał, a teraz raz dwa i chrupek znika. Uwielbia, gdy Dzielny Mąż wraca z pracy, uwielbia kąpiel... Możnaby pisac i pisać... To w końcu mój synek, mały Bąbelek...

Jest po prostu cudowny, a obserwowanie go, to taki codzienny cud, który się nam dzieje. Dzieje się każdego dnia. A ja nadal nie mogę uwierzyć, każdego dnia...

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Nowa siła

czwartek, 10 kwietnia 2014 23:31

Marzec prysnął jak bańka mydlana. I jedyny kto zauważył, że nastał kwiecień to Piotruś, bo on pierwszy zauważył, że kartka w kalendarzu wiszącym na lodówce została zmieniona. Byliśmy w Białymstoku, w Grabówce, potem trochę mnie zmogło, odbywałam swoją kwarantannę w salonie, gdy Dzielny Mąż zajmował się cały dzień i dwie noce Bąbelkiem. Poradzili sobie jak najbardziej, co potwierdza fakt, że Dzielny Mąż po wszystkim stwierdził, że to był najwspanialszy czas jaki do tej pory spędził z synkiem. Ja odpadłam całkowicie leżąc z gorączką i nie wiedząc co się dzieje, z myślą jedną, że doba musi mi wystarczyć na dojście do siebie, bo przecież Dzielny Mąż zwolnienia na chorą żonę wziąć nie może :) Dodatkowo potem Bąbelka katar złapał, fufle spać nie dawały, nie spaliśmy i się wszystko namieszało. Dni także cięższe były.

Kwiecień także pędzi na łeb, na szyję, jakby gdzieś się spieszył niewiadomo po co.

W weekend przybyli rodzice "z dalekiej północy" :) Piękny to czas był dla nas. Trochę śmiechu w Bookarni, tym razem bez żadnego zdemolowania i tym podobnych :P, pyszna kawa orzechowa, oj jaka pyszna, i ciasto marchewkowe także, bo jakże to Dzielny Mąż bez ciasta by się obył :) :) :) (Choć w domu były słodkości, oj były). Bąbelek pierwszy raz w kawiarni był, czuł się jak u siebie, w najlepsze się bawił, więc towarzysz z niego pierwsza klasa, order się należy :) Na drugi dzień wędrówka po Stoczni, dość historyczna, w zadumę wpędzająca, ale pozytywna jak najbardziej. Bo warto zobaczyć kawałek historii. Tej innej, tej, która odbywała się na oczach rodziców, na moich, bo przecież byłam już wtedy, Bąbelkiem co prawda małym, ale byłam. I niby tak niedawno to było, a jednak dawno. I słów mi do wyrażenia uczuć brakuje, bo taka to namacalna historia, nie odległa, nie "babcina" i człowiek chyba sprawy do końca sobie nie zdaje z tego wszystkiego. A tam na miejscu, tak jakoś inaczej to do człowieka wszystko przemawia.

Niemniej jednak, nie licząc weekendu, ostatnimi dniami humor uciekł, wieczorami opadałam z sił, nie miałam na nic chęci, rozdrażniona chodziłam i uciec chciałam jak najgłębiej pod koc i się nie wychylać. A tu przydałoby się nadrobić bloog, trzy projekty do zrobienia... Rozpoczęte niby, ale leżą czekając na odpowiedni moment, a z każdym dniem coraz ciężej się za nie zabrać...

Dziś jednakowosz słońce wyszło, dzień był lepsiejszy z lepszych, działać zaczęłam i od razu jakoby nowa siła we mnie wstąpiła. Mam nadzieję, że na dłużej... 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

sobota, 18 listopada 2017

Licznik odwiedzin:  51 664  

Kalendarz

« kwiecień »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
282930    

Ulubione strony

Statystyki

Odwiedziny: 51664

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Pytamy.pl

Facet