Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 272 171 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Żal, żal za… Kinderkiem

środa, 27 marca 2013 10:04

Dziś dość poważnie. Albowiem wczoraj dostałam od mojej Przyjaciółki, na zajączk, zestaw czterech jajek z niespodzianką :) Ach, jak dawno ich nie jadłam. A czekoladę z tego jajka uwielbiam. Aż udzieliła mi się dziecięca niepewność, co jest w środku. Tak więc wróciwszy do domu, zabraliśmy się z Dzielnym Mężem do rozpakowywania :) I… to właśnie natchnęło mnie do dzisiejszej refleksji. Albowiem, zobaczywszy zabawki w środku, zrobiło mi się bardzo, bardzo smutno. Smutno, bo wiele lat temu miałam wielkie kolekcje tych zabawek – zarówno składanych, jak i wspaniałych figurek. Pamiętacie może? Krokodyle w szkole, hipopotamy na fitnessie, hipopotamy na statku, rekiny, lwy, krasnale, pingwiny, i wiele, wiele innych… Można było zebrać, zdaje się, że 10 różnych figurek. A potem niesamowicie się nimi bawić. Można było wymieniać się tymi, które trafiło się już po raz drugi, a rodzice kupując jajka potrząsali je i brali co cięższe, by właśnie trafić kolejną figurkę do kolekcji swojego dziecka. Niektórzy nawet ważyli jajka, co by trafić cięższą :) Zawsze ciekawiło mnie jakie kolejne kolekcje się pojawią. Ale także zabawki składane to było coś. Miałam ich całe pudło. A wczoraj przeżyłam niemiłą niespodziankę. Małe puzzle, które nie wiem co przedstawiały (chyba jakąś koślawą chińską mysz…) i się powyginały jak je składałam (były jednorazowe), jakieś naklejki (naklejki w jajku niespodziance!), coś do rysowania kształtów oraz składany łoś (dobra, ten łoś jest jeszcze niczego sobie). Ale zrobiło mi się przykro. Bo nie ma już tych wspaniałych kolekcji! Po, bądź co bądź, 20 latach (krokodyle były bodajże w 1990 roku), jajko z niespodzianką stało się jajkiem z tandetą. Aż mi łza w oku się zakręciła. Szkoda. Naprawdę wielka szkoda.

A swoją drogą ciekawe co się stało z moimi kolekcjami? Pewnie gdzieś oddane lub pogubione… :(

 

Pamiętacie?

 foto:mojecudownelata.pl

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Ciężarówką być… Cz. 8. Prawda ujawniona

sobota, 16 marca 2013 14:07

Jako przykładna ciężarówka, chodzę na przeglądy regularnie :) I tak, mniej więcej co trzy tygodnie ląduję w gabinecie mojego lekarza. Raz wizyta trwa krócej, raz dłużej, ale najbardziej lubię te z USG. Mogę wtedy przecież podejrzeć dzidziulka. Niestety USG są tak rzadko :( Ale wreszcie nadeszła wizyta połówkowa (tak, tak, to już połowa bycia ciężarówką) i zobaczyliśmy naszego dzidziulka w całej krasie :) Dzielny Mąż widział go po raz pierwszy.

Oczywiście leżąc sobie na kozetce, łzy ciekły mi niemiłosiernie. Jestem teraz na etapie ciągłych wzruszeń. Jak kopie (tak, tak, już kopie i się wierci), to jestem bliska łez ze wzruszenia oczywiście. A zobaczenie już tak dużego dzidziulka na monitorze sprawiło, że nie mogłam tych łez powstrzymać. Oczywiście nie była to rozpacz, ale po prostu strumień płynących po policzkach łez. W dodatku, co jest ważnym faktem, prawda została ujawniona i wielka tajemnica została odkryta. Nasz dzidziulek okazał się być chłopcem. Oczywiście, ja tam żadnych szczegółów nie widziałam, ale lekarz doświadczony przecież zna się lepiej. No i oczywiście fakt chłopca także mnie wzruszył, a to, że się ruszał i w pewnym momencie zobaczyliśmy jego malutką dłoń, paluszki, którymi do nas pomachał, już mnie totalnie rozbroiło.

Dzielny Mąż powiedział, że książkowy ze mnie przykład ciężarówki, bo teraz nie tylko wzruszam się i płaczę na każdym kroku, to jeszcze miewam z byle powodu napady śmiechu nie do powstrzymania. (To wszystko niby normalne). 

Ale wracając do podglądania dzidziulka, jedna tylko rzecz mnie trochę zaniepokoiła :) Mianowicie lekarz powiedział tak: „tu główka, tu oczęta a tu nochal”.

Nochal. Nie nosek… Czy to oznacza ze dzidziulek ma kartofelek po mnie? ;) ;) ;) 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Skarpetowa sobota

niedziela, 03 marca 2013 15:19

Wyprawa po skarpety jest zaiste wyprawą i nie ma co tu się z tego faktu śmiać. Zresztą fakt to fakt! Bowiem, gdy o skarpety chodzi, w dzisiejszych czasach, szczególnie w dużych miastach skarpety dobre, w dość dobrej skarpetowej cenie znaleźć ciężko. Bowiem skarpety w sieciowicach są i owszem, ale ceny, przynajmniej mnie, powalają na kolana. Zresztą to są skarpety i naprawdę ja ani Dzielny Mąż, ani nikt dookoła, nie musi nosić takich skarpet, które niczym nie różnią się od tych z bazarku czy innego przy blokowego małego sklepiku. Skarpeta to skarpeta, jedna z najbardziej potrzebnych rzeczy na świecie i naprawdę nie musi być ze złota. Byle ciepła była, dobrze się nosiła i spełniała swą rolę  Tym bardziej męska skarpeta, tudzież czarna męska skarpeta. Naprawdę nie musi pochodzić od Armaniego czy innego takiego cudaka. Tym bardziej, że męskie skarpety mają to do siebie, że wielbią się z dziurami, jakoby znakomitym żółtym serem zostać chciały i dziury w nich się robią dość często, i nigdy nie wiadomo z jakiego powodu. Podejrzewam, że jak w serze, leżakują sobie te skarpety na dnie szuflady i wtedy te dziury się w nich robią. Bo ot tak, raptem jest cała skarpeta, a za chwilę dziura w niej widnieje. Tudzież nawet nie na piętach czy paluchach, jakoby się przypuszczać miało, że w tych miejscach na otarcia od obuwia narażone są owe skarpety, ale w innych miejscach także, z niewiadomych przyczyn się po prostu dziurawią. Domyślam się, że żyją z dziurami w komitywach jakiś dobrze mi nieznanych. 

Tak oto słowem wstępu, w sobotni poranek, no dobra, wczesne popołudnie, wybraliśmy się z Dzielnym Mężem po skarpety i sobotę skarpetową nazwaliśmy. Sklep taki mamy ze skarpetami, jednak podjechać do niego trzeba kawałek, więc wyprawa to była nie byle jaka. I oto niespodzianka. Pierwszy sklep, gdzie zawsze owe skarpety były, zaskoczył nas niemiło, bowiem wystrój i ustawienie zmienił, i już nie podobało nam się w nim tak, jak kiedyś, i dodatkowo owych skarpet też tam nie było. Ale, nie rezygnując z celu, bowiem sobota skarpetkowa pozostać takową musiała, by na marne nie poszła, kierując się dzielno-mężową intuicją, zaszliśmy do sklepu numer dwa! I tam, ku naszej uciesze skarpety były idealne! Tak więc zakupiwszy par trochę, co by do następnej wyprawy skarpetowej starczyło, i ja, i Dzielny Mąż zadowoleni byliśmy!

A w nagrodę (chyba z radości wielkiej) jeszcze serniczek w pobliskiej kawiarni od Dzielnego Męża dostałam :)

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (15) | dodaj komentarz

sobota, 18 listopada 2017

Licznik odwiedzin:  51 651  

Kalendarz

« marzec »
pn wt śr cz pt sb nd
    010203
04050607080910
11121314151617
18192021222324
25262728293031

Ulubione strony

Statystyki

Odwiedziny: 51651

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Pytamy.pl

Facet