Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 263 869 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Interesantów zapraszam do lodówki...

środa, 29 lutego 2012 21:19

Dziś w pracy mało nie pękłam ze śmiechu, kiedy uświadomiłam sobie mój tekst do pewnego Pana. Rozmawiałam akurat przez telefon, gdy usłyszałam kroki na schodach. Ktoś ewidentnie do nas szedł. Mówię więc do słuchawki "poczekaj". W tym momencie ze schodów wychyla się Pan, a ja do niego:

- Pan do lodówki... [stwierdziłam]

Pan skinął głową.

- To proszę najpierw do tej Pani za szafą.

W słuchawce krótki śmiech... po czym mój jedyny, ulubiony szwagier (z którym właśnie rozmwiałam) pyta: "To wy tak wszystkich w lodówce trzymacie?"...

 

Nie mogłam się uspokoić ze śmiechu jeszcze przez kilka minut...


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Pasażer na gapę

poniedziałek, 13 lutego 2012 23:50

Jak to mówią: człowiek mądry po szkodzie. Na szczęście mi szkody udało się uniknąć. A było to tak… Chcąc poczynić niezwykłe oszczędności (tak, tak, jak głupia dałam się zwieść wszechobecnej manii oszczędzania), postanowiłam zaoszczędzić na biletach komunikacji miejskiej, zmieniając tym samym drogę do pracy. Zresztą serce zawsze mnie bolało, gdy płaciłam za bilety 150 zł. Na szczęście „wypaczyłam” nową drogę. Co prawda trochę dłuższą, ale grunt, że tańszą. Z jedną przesiadką. Z kolei, z pracy, droga była dość zawiła, ale szybko się przyzwyczaiłam. Wyglądała następująco: autobus – przesiadka na tramwaj – podjazd do wiaduktu – wysiadka – pieszo 10 min lub ewentualnie, jeśli akurat podjechał – jeden przystanek autobusem. I jakoś szło. Tak od grudnia. Gotowa byłam jednak, sama nie wiem czemu, chyba na wszelki wypadek, kupić w tym miesiącu ten drugi bilet (dla ścisłości, na kolejkę), ale że akurat traf chciał, jeden bankomat mi przeniesiono, drugi był niedostępny, a trzeci nie chciał wypłacić gotówki i pomimo że trzy razy prosiłam go wciskając rozmaite kombinacje kwot – odmawiał. Nie to nie – pomyślałam – może to znak jakiś, zaoszczędzę. I dalej nieświadoma jeździłam sobie tymi autobusami. Ale dziś przełom nastąpił. Przyszła do mnie do pracy Metafizyczna. Mówię więc, że wracamy autobusem. A ona, że biletu nie ma. Na co ja: że przecież ma miesięczny. Ona, że miesięczny ma, ale tylko na Gdańsk. Na co ja, że dobra, ale on w Sopocie obowiązuje. Metafizyczna oczy wielkie zrobiła i mówi, że po Sopocie jeździć miesięcznym można i owszem, ale na specjalnym miesięcznym obejmujący w rzeczy samej i Gdańsk i Sopot… I tu piorun z nieba mnie trzasnął! O kurcze! Przecież ja od grudnia jeżdżę i wychodzi na to, że… tak, tak, na gapę !!! Bilet mam, ale co prawda to prawda, jak wół napisane: miesięczny w granicach Gdańska :) Myślałam sobie, ok., w granicach Gdańska, ale skoro autobus z Gdańska jedzie, to do Sopotu mogę. Zresztą Sopot to Sopot, jakoś tak mi tu dodatkowe opłaty za komunikację nie pasowały… Nieświadoma jeździłam więc na gapę dwa miesiące… Jak dobrze, że kontroli nie było, bo bym się ze wstydu spaliła. A poza tym, nigdy w życiu na gapę nie jechałam choćby minutki. Strach mnie na samą myśl zżera … a tu proszę! Ale czad!

Ale już teraz, świadoma, kusić losu nie będę i jutro czas kupić drugi bilet…

I tyle z mojego oszczędzania… I tak jest zawsze.

I po raz kolejny przekonałam się, że jednak oszczędzać nie warto!

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Co ja pacze? czyli o początkach paczaizmu słów kilka...

wtorek, 07 lutego 2012 21:49

Niedawno w Internecie pojawił się kot. Kot jak kot, niby zwyczajny, ale jak to bywa z kotami, zwyczajnym się nie okazał. Mianowicie jest to kot, który patrzy, a raczej paczy! Nie mówi, nie miauczy, nie mruczy. Po prostu paczy! Co więcej. On zadaje sobie pytanie: „co ja pacze?”.

Nasuwa się więc pytanie – co on paczy?

By kota zrozumieć, trzeba zapoznać się z faktami. Od kota „co ja pacze?” zaczął się cały ruch zwany "paczaizmem". Niedługo słowo to powinno pojawić się na oficjalnej liście słów polskich. (Na razie, ma fanklub na Facebooku). Ale zanim wypaczy je profesor Miodek i umieści w stosownym słowniku, pozwolę sobie wyjaśnić jego znaczenie.

Paczaizm – słowo pochodzenia polskiego od wyrażenia „co ja pacze”, powstałe w latach 10. XXI wieku, sięgające swoimi korzeniami Korei Północnej, a dokładnie jej przywódcy Kim Dzon Ila, który podczas składanych wizyt po prostu „patrzył”. Rzeczownik odmieniający się przez przypadki jak każdy rzeczownik (paczaizm, paczaizmu, paczaizmem, itd.).

Skąd w paczaizmie wziął się kot – niewiadomo. Kot ten zrobił jednak furorę i sporo zamieszania, bo już opanował cały Internet, życie społeczno-kulturalne, polityczne i codzienne. I stąd wiemy, że „chłopaki nie paczą”, a jednym ze sławniejszych aktorów jest Al Paczino. Paczaizm opanował jednak nie tylko świat wirtualny, ale coraz częściej pojawia się w życiu realnym. I tak, ostatnio wkradł się do polityki, kiedy to jeden z polityków powiedział publicznie „pacze w ACTA”, zaś w życiu codziennym starsza kobieta mówiąc o swoim hobby stwierdziła – „kiedy robię na szydełku, pacze w telewizor”. Największym zaś trenden sezonu wiosna-lato 2012 jest t-shirt z nadrukiem "co ja pacze?" lub "co się paczysz, gdy ja pacze?". (Z tymi koszulkami nawet te na EURO nie mają szans).

Oczywiście, jak z każdym słowem bywa, czasownik „co ja pacze?” ma już swoje słowa pokrewne, jak np. „co ja piere?”, co ja ucze? „co żem ja opaczył?” i wiele, wiele innych form dopasowanych oczywiście do odpowiednich sytuacji. Proponowane hasło na EURO: "co oni grają?" :)

Tak więc wypada zadać pytanie „co ja pisze?”...

Zapraszam do szukania kota „co ja pacze?” oraz do własnej inwencji twórczej, jeśli tylko paczaizm się Wam udzieli. Pamiętajcie: błogosławieni paczani i paczający, albowiem ich paczanie zostanie opaczone.  Tak więc drogi czytelniku – miej serce i paczaj w serce! Tu nie ma miejsca na niedopaczenia!


Podziel się
oceń
5
0

komentarze (16) | dodaj komentarz

Po prostu czwartek...

czwartek, 02 lutego 2012 23:28

Czwartek należał do dni, których dawno nie było. Dni kiedy wszystko dzieje się na raz. Lubię te dni, choć są męczące, nabiegam się z góry na dół, a potem siedzę z jęzorem na brodzie. Na początku oczywiście nic takiego dnia nie zapowiadało. Bo przecież nadchodzą one z nienadzka jak huragan. Na szczęście nie zostawiają takich szkód :P (Chyba).

Nie wiem kto był pierwszy jak i gdzie, ale nagle przed moim biurkiem wyrosło troje interesantów! Nie, nie żeby oni przyszli razem w jednej sprawie. Najpierw wszedł upierdliwy młody chłopak, po dwóch sekundach wszedł brodaty Pan, a na końcu (po kolejnych dwóch sekundach) Pan od kanalizacji. Trzech osób za jednym zamachem to jeszcze tu nie było! I kolejki także nie, a Ci ustawili się przy moim biurku w kolejce, jak po bułki z rana :) I już tłok się zrobił.

Poradziwszy sobie jednak z tą sytuacją, oczywiście straty poniesiwszy (upaskudzona błotem pośniegowym podłoga i przewalone książki w szafie) musiałam stawić czoła dalszym „szturmującym” :) Jak to bywa w tym świecie, rzeczy martwe psują się w tym samym czasie, zawsze jedna po drugiej, jakby w jakąś epidemię popadały i nawzajem psuciem się zarażały. A potem proszę. W każdym kątku po dzieciątku, jak to mówią. A u nas lepiej rzec: w każdym kątku po fachowcu. Pan od kanalizacji, Pan od elektryki, Pan od wystawy, Pan od zamka, Pan przeciwpożarowy, a na koniec jeszcze Pan muzyk. Samowolka w tą i we w tą. Pan od kanalizacji biegał najpierw z góry na dół, z dołu do góry, potem obrał zaś szlak nowy: kotłownia, piwnica, góra, dół, góra, dół… aż w pewnym momencie znikł na dobre półgodziny. Przerażenie nawet mnie ogarnęło, bo dałam mu trzy pary różnych kluczy, a on mi ich nie zwrócił. Nawet wyruszyłam na poszukiwania, ale śladów po sobie nie zostawił, więc wróciłam z pustymi rękoma mając nadzieję, że może jednak ukrył się w piwnicy, a przecież tam sprawdzić nie pójdę, gdyż przez podwórze przechodzić trzeba, a mróz dość przerażający.

Pan od wystawy montował swoje obrazy, gdy przyszedł Pan przeciwpożarowy i drabiny zapragnął, a drabinę używał nań ten pierwszy. Podzielić się zatem musieli, ale ku mojej radości, dość sprawnie to przebiegało i do rękoczynów nie doszło. Pan elektryk co miał naprawić zdemontował i oznajmił, że w najbliższym czasie zamontuje z powrotem (jak ostatnim razem tak mówił, wrócił po miesiącu). Pan od zamka dobrze się u nas czuje, nie pierwszy raz tu był, więc domową atmosferę stwarzał wokół siebie i sam sobie ze wszystkim radził. Muzyk także jak u siebie, wszedł cichutko, usiadł przy fortepianie i, nie zważając na wszelkie niedogodności, grać po prostu zaczął. I tak ponad godzinę, gdy wszyscy coś naprawiali, montowali (tudzież demontowali) i zajęci swą pracą byli, on im ładnie przygrywał. Obrazek jak w dobrej komedii :) A potem? Jak we śnie wszyscy raptem prysnęli. W tym samym czasie. Jak się pojawili, tak zniknęli. No, oprócz Pana muzyka, bo przecież koncert wieczorem dawał.

Pan od kanalizacji także przyszedł jeszcze na górę. Ponownie zajrzał do łazienki, kurkami pokręcił i stwierdziwszy, że wody jak nie było tak nie ma, powiedział że przyjdzie jutro. Dorzucił jeszcze na odchodne, czy nie pamiętam może, w którą stronę te kurki się zakręcają, bo tak nimi kręcił, że teraz nie wie, czy przypadkiem nie są odkręcone, więc żeby przypadkiem nas tu w nocy, jakby woda cudownym trafem w rurach się odnalazła, nie zalało. „No tak – pomyślałam nie wiedząc czy płakać, czy się śmiać – powodzi to u nas jeszcze nie było”…

(tfu tfu!).

I to właśnie uroki mojej pracy :) Ot, zwykły czwartek.

Jak nic się nie dzieje, to nawet telefon milczy, a jak już coś drgnie, to jak domino…  Od rana do wieczora sprawy, sprawunki i sprawuneczki ;) Uwielbiam moją pracę!

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Mrozowi ludzie

środa, 01 lutego 2012 18:33

W czasie wielkich mrozów ludzie dzielą się na trzy rodzaje: „nic mnie nie obchodzi, byle tylko było ciepło”, „samobójców” oraz „za wszelką cenę”.

 

„Nic mnie nie obchodzi…” to ci, którzy ubierają się na tzw. bałwanka. Ich dewiza to: ciepło przede wszystkim, niezależnie od tego jak dużo warstw i jak się w nich wygląda. To najczęściej ludzie starsi w ciepłych kożuchach, z syberyjskim czapami na głowie, to młodzi, którzy cenią ciepło, a opatuleni po uszy nie wyglądają wcale źle, a wręcz uroczo! I to najmłodsi opatuleni przez przezornych rodziców. „Nic mnie nie obchodzi” to najfajniejsza grupa i też się do nich zaliczam :) Patrząc na tę grupę zawsze się uśmiecham, bo pięknie jest widzieć tyle osób, tak grubaśno odzianych z czerwonymi nosami, które ledwo wystają spod warstwy szalikowo-kapturowej.

 

„Samobójcy” to najczęściej Panie w średnim wieku. Wyróżniają się tym, że chodzą najczęściej w cienkich rajstopach, na to mają płaszcz i jak gdyby nigdy nic stoją na przystanku udając twarde babki, którym nie jest zimno. Widząc je, pospolity „nic mnie nie obchodzi, byle tylko było ciepło” dostaje drgawek i wytrzeszczu gałkowo-ocznego. Ale „samobójca” nie zwraca na to uwagi, albo przynajmniej udaje, że nie widzi dookoła tej cieplutko opatulonej reszty społeczeństwa. Jest twardą sztuką i nie będzie się obawiała niczego, zwłaszcza jakiegoś mrozu! Do „samobójców” zaliczają się także mężczyźni. Są to mężczyźni trudni do określenia i jednoznacznego nazwania. By nikogo nie urazić są to osoby nic nie robiące, pijące wiele piwa i najczęściej nie pracujące. Niezależnie czy jest plus 20 czy minus 20 stopni Celsjusza chodzą (tylko!) w t-shirtach oraz w krótkich spodenkach. Są to typy jednak dość rzadko spotykane, ale proszę rozejrzyjcie się dookoła nie są gatunkiem na wymarciu i można na nich trafić (co najmniej na jednego dziennie).

 

Ostatni rodzaj to „za wszelką cenę”. „Za wszelką cenę” niezależnie od pory roku, dnia i temperatury zawsze wygląda „trendy”. Cechuje się bezczapkowością, luźno zarzuconym szalikiem oraz botkami na 10 centymetrowych obcasach. Do tego zakłada najczęściej tunikę i leginsy. Nie dba o ciepło, bo najważniejsze to „dobrze” wyglądać. To najczęściej, jak można się domyślić, dziewczyny w wieku licealno-studenckim, ale nie tylko.

 

Oczywiście, jak to w życiu bywa, istnieje jeszcze jeden rodzaj mrozowych ludzi, ale Ci nie są już tak charakterystyczni. Po prostu są. Trudno spotkać ich w środkach komunikacji miejskiej, bo przemieszczają się swoimi autami i nie odczuwają już mrozów tak, jak pozostali :) 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

poniedziałek, 21 sierpnia 2017

Licznik odwiedzin:  50 398  

Kalendarz

« luty »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
272829    

Ulubione strony

Statystyki

Odwiedziny: 50398

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Pytamy.pl

Facet