Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 272 171 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

W morzu pełno krów...

środa, 23 lutego 2011 19:58

(Dzisiejszy dialog. Przypadkowy oczywiście. Mój i Dzielnego Męża. Proszę bardzo, nie krępujcie się, można się śmiać … )

 

- Nad morze znów wróciła zima. Musimy jechać zobaczyć. Pamiętasz jak pięknie było w grudniu! Jak na Antarktydzie! – mówię do Dzielnego Męża.

- Pamiętam – odpowiada.

- Dziś w „ddt” pokazywali Sopot. Morze jest pełne krów.

- Czego???

- No wiesz, tych takich pływających…  Pojedynczo mówi się „kra” . To w liczbie mnogiej „krów” wychodzi…

- Hehehehehe – płacze ze śmiechu Dzielny Mąż. -  No wiesz, co! – dodaje po chwili – Kry! Mówi się kry!

:) :) :)

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Sopotnia wędrówka

niedziela, 13 lutego 2011 22:56

Pojechaliśmy z Dzielnym Mężem do Sopotu na Molo. Już nadszedł czas, bowiem odkąd się wprowadziliśmy do Trójmiasta, do Sopotu na Molo jeszcze nie zawitaliśmy, a to już prawie rok minął. Co prawda, nie chodzi o sam Sopot, bo nie dość, że pracuję w Sopocie, to potrafimy wybrać się na przejażdżki prowadzące przez to miasto. I jeszcze kilka takich razy też da się zliczyć, ale nie były to super udane wypady. Raz nawet wybraliśmy się do kawiarni na Monciak, ale i tak skończyło się na Gdańskiej Starówce, bowiem Monciak był zbyt zapełniony i o miejsca siedzące walczyć niemal trzeba było. I oto jest także powód, dla którego do Sopotu nie wybieramy się na spacery i tym podobne. Bo od maja do końca września ciężko krok zrobić w dzikim tłumie turystów. Jedni wszędzie zdjęcia robią jak paparazzi, drudzy lansują się, bo przecież nie dość, że Sopot miasto najdroższe, to przecież jeszcze najmodniejsze, więc „lansik” musi być. Jakżeby inaczej, gdy przepych na przepychu, hotel na hotelu, nocleg na noclegu, byle bliżej morza, byle już na plaży praktycznie nocować. Knajpa na knajpie, kramik na kramiku, ludź na ludziu i człowiek na człowieku. Ukrop z nieba się leje, iść trzeba w jednym kierunku, bo nie daj Boże z rytmu się wybijesz lub na chwilę zatrzymasz, a już gotów cię ktoś staranować. I tak Sopot w wakacje wygląda. A na dodatek molo płatne! Tak to dookoła morze wolne, depcz sobie ile chcesz, tylko w Sopocie, płać, bo co za darmo chodzić będziesz! Parkingi płatne także, miejsca brak, ulice ciasne i na dodatek jednokierunkowe. I nic Sopotowi nie ujmując, bo piękny przecież, turystyczny, w nienagannej zabudowie, odnowiony, nowoczesny, modny i zadbany, to jeden morał z tego wszystkiego wyciągnęliśmy – omijać w miarę możliwości. I dlatego też Sopot nie przypadł nam do gustu, omijaliśmy dość szerokim łukiem, w miarę potrzeby ostatecznej bywając, nie ciągnęło nas tam, ani nic innego. Aż tu nagle dnia dzisiejszego myśl mi do głowy przyszła taka, że może do Sopotu byśmy się wybrali. Luty jest, sezon jeszcze hen hen, molo w zimie bezpłatne, może się skusić? Dzielny Mąż przyjął myśl z chęciami i po obiedzie (smacznym dodam) ruszyliśmy na podbój. Parking w niedzielę bezpłatny, miejsce przy Moniaku było, więc wszystko się dobrze zaczęło. Co do tłumu, to oczekiwania moje były trochę inne, ale i tak narzekać nie można, bo nie równa się to z sezonem. Molo jak molo, nic się nie zmieniło od mojego ostatniego pobytu tam, czyli od nie pamiętam kiedy (jakoś na studiach). Dodam nawet, że u nas na Zaspie bardziej mi się podoba. W dodatku na końcu marina jachtowa powstaje więc dźwigi i maszyneria cała zasłaniały widoki. Ale zdjęcia robiliśmy, by dowody naszego spaceru były. A co! Wygłupialiśmy się przy tym i świetnie bawiliśmy, bowiem i fotek już dawno nie strzelaliśmy, to trzeba było nadrobić.

Zaszliśmy jeszcze na koniec po kawę na wynos do naszej kawiarni sieciówki ulubionej, co ją niedawno otworzono, bo wcześniej jej w Sopocie nie było, więc radość z tego powodu też nas ogarnęła. Kawa na rozgrzanie, a i balonika – serce czerwone – dostałam. Taki na patyku, co już z okazji jutrzejszych, komercyjnych już dość, Walentynek rozdawano. I maszerowałam sobie z tą kawą w jednej ręce i balonem w drugiej do Groszka naszego, a kawałek to drogi jednak był.  I taki właśnie swój mały lansik miałam dzisiaj w Sopocie J I cieszyłam się w domu razem z Dzielnym Mężem, że właśnie dziś rano ta wspaniała myśl mnie naszła, żeby do Sopotu się wybrać na molo!

I wiedziałam, że nie ma co się na siłę tam wybierać, bo kiedyś nadejdzie ten dzień, odpowiednia pora jak to się mówi i wypad wtedy będzie najlepsiejszy i najkorzystniejszy, z uśmiechem i bez tłumu, upału, zmęczenia i tym podobnych. Dość długo czekaliśmy na ten dzień, ale co się odwlecze, to nie uciecze przecież. I dobrze się stało, bo warto było czekać na ten odpowiedni czas do naszej sopotniej wędrówki.

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

sobota, 18 listopada 2017

Licznik odwiedzin:  51 617  

Kalendarz

« luty »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
28      

Ulubione strony

Statystyki

Odwiedziny: 51617

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Pytamy.pl

Facet