Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 272 171 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Pudła, pudełka i pudełeczka

czwartek, 25 lutego 2010 21:44

Już praktycznie jesteśmy spakowani. Wszędzie pudła, pudełka i pudełeczka. Nawet kwiaty już popakowałam. W pokoju nie ma gdzie nogi postawić. Denerwuję się, bo nie cierpię bałaganu. Ale jeszcze tylko jutro, a potem witaj wielki świecie ;)

Pamiętam, jak rodzice odwieźli mnie na studia. Zostałam w akademiku całkiem sama, pełna nadziei, radosna, że wkraczam w nowy okres życia, ale i przerażona. Powoli poznawałam miasto, ludzi, otoczenie. Po prawie 5 latach mogę powiedzieć, że poznałam Olsztyn bardzo dobrze.

Teraz czeka mnie kolejna przygoda, kolejne miasto, kolejni ludzie. I też jestem pełna nadziei. A raczej jesteśmy, bo przecież nie jestem sama.

Jeszcze tylko jutro. Ostatnie pakunki, ostatnie pudła i kartony. I jeszcze jedna sprawa. Z samego rana, idziemy jeszcze z dzielnym mężem w nasze „magiczne miejsce", zrobimy sobie piękny spacer, by spojrzeć jeszcze raz na Olsztyn...


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Ona tutaj, a ja tam...

czwartek, 18 lutego 2010 15:56

Jest jedna, bardzo bliska mi osoba w Olsztynie, z którą ciężko będzie mi się rozstać. Przez euforię i natłok spraw związanych z przeprowadzką, nie uświadomiłam sobie tego wcześniej. A przecież chodzi o moją Marlenkę!

Znamy się od liceum i od tamtego czasu się nie rozstawałyśmy. Naprawdę! Nigdy tak na to nie spojrzałam, aż do dziś!

Zawsze siedziałyśmy w jednej ławce, miałyśmy praktycznie takie same oceny, potem razem przeżywałyśmy maturę i „egzaminy" na studia. Razem poszłyśmy studiować do Olsztyna, choć nigdy nie planowałyśmy, że będziemy w tym samym mieście.

I choć mieszkamy w Olsztynie oddzielnie, to zawsze byłyśmy obok siebie. Było i tak, że potrafiłyśmy nie widzieć się długo, bo każda z nas była „zalatana", miała natłok swoich zajęć, ale pomimo tego, gdzieś w podświadomości była myśl, że jesteśmy blisko.

Wiem, że teraz będziemy miały kontakt, że ja będę przyjeżdżała do Olsztyna, że będziemy się widywać na święta w naszych rodzinnych domach (mieszkamy niedaleko), wiem, że Mela będzie przyjeżdżać do Gdańska... Ale pomimo tego, to już nie to samo. Tak naprawdę, to pierwsze nasze rozstanie! Mam nadzieję, że nie na długo ;) Może Mela też wyląduje w Trójmieście? Jednak nie planujmy. Zobaczymy co pokaże życie. Do tej pory sprawiało, że nasze drogi szły obok...

Ale na razie - Ona tutaj, a ja tam. Dziwnie mi się o tym myśli. Smutno...


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Aaa! Zygfryd II Młodszy!

środa, 17 lutego 2010 21:57

Sama już nie wiem jak to się dzieje, ale przy okazji chowania szpargałów, zaglądnęłam za łóżko. Chciałam sprawdzić czy nie ma tam jakiś karteczek i karteluszków, które dziwnym trafem mogłyby w ostatnim czasie tam wylądować. Zaglądam i co widzę??? A jak! W rogu, pomiędzy łóżkiem, a ścianą jakaś malutka czarna kropka. Pochyliłam się, na tyle ile mogę oczywiście (prawie mi głową utknęła, bo przestrzeń pomiędzy łóżkiem, a ścianą nie duża). Przyglądam się, przyglądam... Tak, to niewątpliwie mały, czarny, chyba nawet trochę włochaty pająk! Choć nie wiem czy włochaty, bo był zbyt mały, by to stwierdzić w stu procentach. Zygfryd II Młodszy! - pomyślałam - Jednak Zygfryd zostawił potomka nim zginął, bohatersko można rzec, bo przecież długo się bronił.

Zbytnio się jednak nie przejęłam. I nawet sama jestem trochę zaskoczona. Ale na razie Zygfryd II Młodszy jest zbyt mały, by z nim walczyć, a gdy podrośnie, nas już przecież nie będzie w Olsztynie. Na szczęście. Brr...


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Już mamy mieszkanie

środa, 17 lutego 2010 11:08

Znaleźć dobrą stancję to sztuka. Szczególnie w mieście, którego się nie zna. Nam się udało. W sobotę, 13-go. A 13-stka w mojej rodzinie, to szczęśliwa liczba. Sprawdziła się także w tym przypadku. Mięliśmy dwa ogłoszenia, wsiedliśmy w pociąg i pojechaliśmy. Gdańsk przywitał nas piękną pogodą.

Pierwsza stancja okazała się nietrafiona. I z góry tak myśleliśmy, ale trzeba było ją zobaczyć. Nie powiem, że była brzydka, bo nie była. Dwa pokoje, umeblowane, poza tym widać, że kilka lat temu mieszkanie było odświeżane. Jednak tchnięta przeczuciem zaglądnęłam do szafki w kuchni i gdy przebiegły w niej dwa karaluchy wielkości małych myszek - zbladłam. O nie! Odpadła od razu. Dodatkowych lokatorów nie potrzebujemy!

Druga - nie da się zaprzeczyć - piękne mieszkanie po remoncie. Co prawda nie umeblowane,  ale przecież mamy własne meble i wszystkie sprzęty AGD i RTV.  Musimy tylko dokupić lodówkę. Z czego się cieszymy, bo od dawna lodówka nam się marzyła. W końcu prawie dwa lata po ślubie przydałaby się już własna! I proszę, teraz jest okazja!

Mieszkanie ładnie położone, blisko do morza, blisko do centrum, wszędzie blisko. Nie aż tak drogie, na dużym osiedlu. Poza tym za oknem „spokojni sąsiedzi", jak to mówi dzielny mąż. Z jednego okna widać  bowiem mały zabytkowy cmentarz z pierwszej wojny światowej ;). Ale nie jest tak źle, bo dookoła niego są wszędzie wieżowce. Cmentarz jest więc położony tak, jak obecnie położone są place zabaw dla dzieci.

Co ważniejsze - z dwóch pozostałych okien widać morze! Tzn. z okna na ósmym piętrze, bo my zamieszkamy na trzecim. Trochę śmiejemy się z dzielnym mężem, że to taka sytuacja, jak u naszej koleżanki z Warszawy. Jak się przeprowadziła do stolicy mówiła nam, że u niej z okna widać Pałac Kultury. Gdy pojechaliśmy ją odwiedzić zapytaliśmy się, z którego to okna widać ten Pałac. A ona na to: „Otwórzcie drzwi, wyjdźcie na klatkę i tam spójrzcie przez okno". J Więc i teraz nam nie pozostaje nic innego mówić i jak ktoś zapyta „gdzie te morze", odpowiemy: „Wyjdź na klatkę, wsiądź do winy, podjedź na ósme piętro i spójrz przez okno". ;) Ale to chyba nie jest tak ważne. Grunt, że w ogóle te morze jest! Hi hi hi


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Ahoj morze...

poniedziałek, 15 lutego 2010 22:23

Życie potrafi nas zaskakiwać. Tak było i tym razem. Gdy czegoś bardzo się chce, gdy się o tym mówi i intensywnie myśli, to prędzej czy później to nastąpi. Tylko trzeba w to wierzyć. I nie do końca jest też tak, jak to powiemy słowo w słowo, myśl w myśl. Mimo wszystko nasze własne plany też potrafią zaskoczyć .

Zawsze powtarzaliśmy z dzielnym mężem, że nie wiążemy naszej dalszej przyszłości z Olsztynem, że kiedyś wyjedziemy. Może Warszawa, może Wrocław, Poznań, czy bliżej - Białystok, a może i jeszcze gdzieś indziej. Powiedzmy w skrócie - miejsce  nie sprecyzowane. Raz wierzyliśmy w to mocniej, raz słabiej. Wiedzieliśmy, że nie nastąpi to na drugi dzień po tym, jak skończymy studia, ale „gdzieś tam kiedyś", może nawet za kilka lat. Tym jednak razem trochę inaczej się to ułożyło.

Od marca (to już za dwa tygodnie) zamieszkamy w Trójmieście. Dzielny mąż dostał awans w pracy. (Żal nie skorzystać ). Mieliśmy trzy dni na podjęcie decyzji.

Na początku był szok. Pozytywny oczywiście. Gdy się dowiedziałam musiałam przejść się na spacer, by na świeżym powietrzu wszystko dokładnie przemyśleć. I nawet trzaskający wtedy mróz nie był odczuwalny. Tysiące myśli przychodziło do głowy. Między innymi o tym, jak to fajnie, jaka to szansa i w ogóle, i o tym, że nigdy nie braliśmy pod uwagę przeprowadzki do Gdańska. Jak ktoś pytał: „A Gdańsk?" , odpowiadaliśmy - „Gdańsk? Nie." (Czemu? Nie umiem dokładnie odpowiedzieć na to pytanie. A może umiem, ale nie chcę, bo po co, skoro decyzja  już podjęta i wszystkie „anty" zostały już zapomniane).

Potem przyszła fala radości. Radości, że nowe miasto, nowe możliwości. Radości, że wyrwiemy się z Olsztyna wcześniej niż myśleliśmy.

Następnie - fala strachu i wątpliwości. Raptem przychodziły do głowy absurdalne rzeczy, które „przemawiały" za tym, by zostać. Absurdalne, bo wynikające z obawy przed nowym. Co więc to były za argumenty? Proszę bardzo oto lista:

- bo Olsztyn ładny (tak jakby Gdańsk był brzydki)

- bo Olsztyn dobrze znamy (Gdańsk też poznamy)

- bo wynajmujemy fajne mieszkanie w super cenie (czemu w Gdańsku nie mielibyśmy takiego znaleźć?)

- bo tu są znajomi (którzy po studiach, czyli za 4 miesiące wyjeżdżają z Olsztyna)

- wreszcie [totalnie absurdalny, ale olsztyniacy często go używają], bo tu są lasy i jeziora (po pierwsze - jakby w innych miejscach nie było; po drugie - w ciągu pięciu lat w lesie miejskim byłam dwa razy, podobnie nad jeziorem; po trzecie - w Gdańsku jest morze, hehehe).

Argumenty żadne. Niemniej jednak decyzję trzeba było podjąć, choć podświadomie, gdzieś w głębi siebie oboje wiedzieliśmy jaka ona będzie.

 

Olsztyn był naszym przystankiem. Tu zasmakowałam dorosłego życia, tu poznałam dzielnego męża, tu rzeczywistość po raz pierwszy zapukała do moich drzwi...

Olsztyn był pięknym przystankiem! I co najważniejsze takim pozostanie.

A teraz - ahoj morze, ahoj Gdańsku. 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

sobota, 18 listopada 2017

Licznik odwiedzin:  51 617  

Kalendarz

« luty »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728

Ulubione strony

Statystyki

Odwiedziny: 51617

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Pytamy.pl

Facet