Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 272 171 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Wszystkiego dobrego w 2012 roku !

sobota, 31 grudnia 2011 16:20

 

Wszystkim moim czytelnikom

życzę

wszystkiego najlepszego w nadchodzącym 2012 roku !

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Sentymentalnie na cześć Groszka

czwartek, 15 grudnia 2011 13:19

Sprzedaliśmy Groszka. Tak, stało się! Wiedziałam, że się stanie, ale aż się popłakałam, bo tak jakoś żal mi serce ściskał (oczywiście w domu się popłakałam, a tak grałam chojraka…).  Mieliśmy go 1,5 roku i choć człowiek nie powinien do takich rzeczy się przywiązywać, to mimo wszystko tak było. To był przecież nasz pierwszy samochód, nasz Groszek ukochany. Zjeździł z nami całą Polskę. Od Suwałk po Hel, od morza w góry. Jeździł po najgorszych wertepach, po drogach polnych, krajowych i po autostradzie. Po autostradzie to śmigał nawet – wyciągnął 142 km na godzinę! Frunął. Taki był nasz Groszek. To on wjechał w górach w dróżkę, gdzie nikt inny by nie wjechał, potem zaczął staczać się z innej góry, potem zawisł na kamienistej drodze , ale w końcu wyrwał z kopyta i dojechał. Cały Groszek. To on miał 6 stłuczek :) w tym spotkanie z dwoma słupkami i ogrodzeniem (zawsze lubił zawierać bliższe znajomości z dziwnymi rzeczami na parkingach :) ). To on zawsze odpalał w zimę, kiedy było nawet -30 stopni, choć nie było go widać pod śniegiem, bo tak go w nocy zasypało. To on śmigał do Suwałk poprzez zaspy i oblodzone drogi, środkiem, jak w podróży kosmicznej, bo tak sypało. W końcu to on odbył z nami podróże do Białegostoku  i Warszawy. I pisze te słowa i  łzy ciekną mi po policzkach, bo sentyment jeszcze pozostał. Bo w końcu pierwszy samochód pamięta się do końca życia. Szczególnie taki jak Groszek.  Zawsze się słuchał. Po prostu wsiadałam i hop! Ruszałam. Nawet w obcasach! Nie było problemu, słuchał się, czasem „się odzywał”, zawsze robił „fyr fyr fyr puff” jak gasiło mu się silnik. Był taki przyjazny. Naprawdę polubiliśmy się od pierwszej jazdy.

Pocieszający jest fakt, że wiem, że Groszek trafił w najlepsze ręce z możliwych (zresztą inaczej bym go nie oddała – zasługuje sobie na dobre dalsze losy!). Trafił, oczywiście przypadkowo (ale z doświadczenia wiem, że przypadki są najlepsze, co tyczy się także Groszka). Trafił do Pana Mechanika, który to opiekuje się też teraz naszym nowym autkiem. Pan Mechanik sam o niego spytał, kupił go sobie, pięknie go wyszykuje, umyje, odpicuje (jak to się teraz mówi) i Groszek jeszcze zyska sporo lat swojej świetności. Będzie się dobrze sprawował. I będzie mu dobrze. A to najważniejsze.

Dziś to ja nim jechałam, więc miałam okazję jeszcze z nim chwilę pobyć :). Śmigał, jak zawsze :) Ot, cały kochany Groszek!

 

A teraz, jak to napisała mi w smsie Haneczka, która zawsze "wie":  "Czas na nowe".

Cóż więc dodać? Ruszamy!

 

PS. Oczywiście na koniec Dzielny Mąż zrobił nam jeszcze wspólne zdjęcie - Ja i Groch :P


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (9) | dodaj komentarz

Życie czasem daje nam po gębie…

czwartek, 08 grudnia 2011 19:16

Mało zawału nie dostałam, gdy oglądałam bloogi szukając tych ciekawszych, bo lubię poczytać intrygujące historie, albo co ludziom w duszy gra i traf chciał, że trafiłam akurat na ten, że oczom nie wierzyłam, że widzą to, co zobaczyły!  Ktoś ma takiego samego blooga jak ja! Gwałtu rety! Od razu więc do Dzielnego Męża zasmsowałam, a ten pyta, czy takie Kissiakowo? No nie! Nie Kissiakowo, bo Kissiakowo jedno jest przecież wyjątkowe, niepowtarzalne, jedyne w swoim rodzaju, tak jak i Kissiak co je tworzy, ale kolory! Ten sam szablon, ten sam róż! Mój piękny róż! Tak, mój jedyny, niepowtarzalny, oddający mnie i tylko mnie! Podróba jakaś! (choć ciut inna bo bez różowego tła). Ból i rozpacz się z klatki piersiowej mej wyrwały, bo jak takie draństwo w biały dzień, w tej otchłani Internetu popełnić można??? No JAK? - pytam. Toż to rzal przez „rz”! Metafizyczna od razu zapytała „o czym?”. No jak to o czym? Pewnie, że nie czytałam! Hańba to by była, gdybym jeszcze przeczytała! Szybko zamknęłam stronę, bo po co mi na takie przykrości patrzeć. I wmawiam sobie, że to tylko zły sen, koszmar jakiś, mara czy przewidzenie ze zmęczenia w oczach mi zamąciło. Tak, tak sobie wmówić, to ulga od razu. Choć gdy myśl powraca, nawet biorąca pod uwagę, że taki sen się przyśnił, to i tak przykrość wielka we mnie się odzywa. I myślę sobie, że w tej mojej słodkiej naiwności, życie potrafi dać mi czasem po gębie… Chociażby poprzez takie brzydkie odkrycie! Fe!


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Bombowa sprawa

środa, 07 grudnia 2011 17:39

 

Dzisiejszy dzień nie zapowiadał się inaczej niż inne środy. A tu proszę! Raptem niespodzianka! Takiego dnia mi właśnie brakowało. Dnia, że coś się dzieje niespodziewanie :P

Ale po kolei. Szłam po pracy na kolejkę, śpieszyłam się nawet, a gdy zobaczyłam z daleka, że już jest, to podbiegłam. Na miejscu okazało się, że to do Gdyni, a Pan z ochrony poinformował, że w stronę Gdańska w ogóle nie jeżdżą. Dzwonię do Dzielnego Męża, ale w międzyczasie, patrzę, coś tu nie gra. Na ulicach mnóstwo policji, ruch wstrzymany, korki makabryczne, mnóstwo ludzi. Autobusy też nie jeżdżą. Co się stało ? – pytam jakieś dziewczyny. „Jakąś bombę znaleźli i nic nie jeździ…” – słyszę.

No pięknie! Co miałam robić? Dzielny Mąż i tak by po mnie nie dojechał, więc chcąc nie chcąc musiałam iść… pieszo z głównego Sopotu aż do Gdańska, gdzie dopiero wsiadłam w tramwaj.

O matko! Nóg teraz nie czuję! Taaaaki spacer. Pozytywny oczywiście, bo maszerowałam jak robot – rach, ciach, rach ciach, przez co było mi ciepło. Od wielu dni nie było mi tak ciepło jak dziś… Co prawda, byłam ubrana na cebulkę tak, że już cieplej nie można. Po ostatnich dwóch dniach, gdy przez wiele godzin nie mogłam się zagrzać, musiałam coś wreszcie wykombinować. Zupełnie jakbym przeczuwała tę bombę :)

Jak się później okazało to nie bomba, a dynamit*, był powodem dzisiejszej pieszej przechadzki z miasta do miasta (jak to fajnie brzmi: „szłam pieszo z miasta do miasta”).

W domu przeczytałam informację, że do wznowienia ruchu potrzebowano niecałą godzinę – czyli tyle ile szłam :) Ach…

 

*Podczas remontu linii kolejowej w Sopocie natrafiono na 30 kg dynamitu zakopanego w ziemi tuż obok torów, w rejonie ul. Kościuszki. Po bardzo szybkiej akcji dynamit wywieziono już z Sopotu na poligon, gdzie zostanie zdetonowany.

(www.trojmiasto.pl)

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Bałwanie stopy

poniedziałek, 05 grudnia 2011 16:42

Dzielny Mąż zobaczył „Bałwanka” na moim komputerze.

- Taki podobny do Ciebie – mówi żartem.

- Prawda – mówię z uśmiechem – Pasuje :)

- No pewnie. Też ma takie zimne stopy jak Ty!

- Przecież Bałwan nie ma stóp.

- Ma! Tylko ukryte pod śniegiem!

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (17) | dodaj komentarz

sobota, 18 listopada 2017

Licznik odwiedzin:  51 626  

Kalendarz

« grudzień »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
262728293031 

Ulubione strony

Statystyki

Odwiedziny: 51626

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Pytamy.pl

Facet