Bloog Wirtualna Polska
Są 1 263 234 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Myśli ulotne...

środa, 19 października 2016 20:35

Kupiłam skrobaczkę i co???

I od tamtej pory skończyły się przymrozki! 

Buuuhahaha! ;) 

 

 

 

 


Podziel się
oceń
6
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

O tym jak zwykłe kupowanie skrobaczki zamieniło się w przygodę miesiąca

poniedziałek, 17 października 2016 22:55

Wstaje Kissiak rano, patrzy przez okno i oczom nie wierzy. Szyby w samochodach zamarznięte… Więc myśląc, że to sen oczy przeciera. Jednak nie sen. Biało. Więc Kissiak w tarapatach, bo skrobaczki brak. Czegokolwiek ogólnie brak w samochodzie. No paliwo jeszcze było :) I koła są, to oznacza, że jeździć można. Ale myśli Kissiak, że godzinę ma, zanim wyruszy, więc nadzieja ogrooomna, że jednak mróz odejdzie w niepamięć szybciej niźli się pojawił. Ale czas leci, a szyby jakoś jak białe były, białe pozostały. Wpada więc Kissiak na pomysł przedni, rwie do piwnicy (już w sukienkę dość obcisłą do pracy ubrany i w obcasach). Wchodzi do piwnicy (o ile postawienie jednej nogi w pomieszczeniu można nazwać wejściem, bo już inaczej wejść się nie da, tyle gratów nawalonych). Więc wchodzi Kissiak w poszukiwaniu skrobaczki. Pierwszy rzut oka poleciał do góry na lewo. O! kosz, a w koszu szufelka wystaje, więc pod szufelką na pewno kryć się coś musi, a jak coś się kryje, na pewno będzie to skrobaczka. Ale do kosza droga przez mękę. Podciąga więc Kissiak kiecę do góry, w nadziei, że sąsiad z domu nie wylezie, bo ubaw po pachy będzie miał. Jedna noga w bałagan na coś bliżej nieokreślonego stanęła, druga na kant stołu, co jakiś tam spod gruzu wystaje. Ręka na ścianę (tak, tak, istny człowiek pająk, kot kobieta, czy jakoś tak), chwila zawahania i … już Kissiak z koszem w ręku w dół leci, spada na coś, trochę się obija, ale podnosi dzielnie, kiecę opuszcza, patrzy czy oby żaden sąsiad na pewno okiem wścibskim porażki spadania, wchodzenia, wdrapywania, ściągania i udaremnienia nie widział, i dumny z siebie zagląda do kosza. A tam? Wszystko. Wszystko oprócz skrobaczki. Ach… rozgląda się Kissiak, ale okiem swym bacznym tylko łopatki synkowe do piachu wypatruje. No z dwojga złego – mieć a nie mieć, to i łopatka dobra. Że strach trochę tego do szyby użyć, co by tu Kissiakowej nówki funkiel przedniej nie porysowała, ale coś tam skrobnąć trzeba, bo inaczej to raczej trudno jechać będzie.

Rusza Kissiak na podbój, do pracy znaczy, wsiada do auta, nic nie widzi, tak zamarznięte te szyby, odpala silnik i czeka. Minuta, dwie, radio, piosenka, ooo… coś zaczyna się dziać. Tył trochę jakby zelżał, boczki także… No może nie będzie tak źle i bez używania łopaty się obejdzie. Sześć minut i proszę… Coś widać. Coś odmarza. Będzie sukces bez skrobaczki!

Postanawia Kissiak, że po pracy zakup skrobaczki wykona. Misja to żadna, przynajmniej tak się Kissiak nastawiał. Zachodzi na stację, bierze, płaci, i proszę – żadne mrozy Kissiakowi nie straszne. Więc wraca Kissiak, Żyd się pokazał, więc od razu tankowanie czeka, zajeżdża na stację i jak zwykle na blondynkę. Ustawia auto, wchodzi do budynku i u progu wrzeszczy do Pana za ladą: „Dzień dobry, mógłby mi Pan zatankować” i uśmiech roztacza do 5 osób (facetów), co to akurat też tankowali i przy tej kasie akurat stać musieli. Ach… Wychodzi Kissiak i czeka… Czeka… Starsza Sis akurat na łączach i śmiejąc się pyta: „A ty sama nie możesz?” No, że ja? Sama? No od tego są stacje i panowie na stacji, że nie muszę, co nie?

Podchodzi Pan (nie ze stacji, tylko obcy taki, co obok podjechał i sobie chwilę wcześniej tankował) i mówi: „Ja Pani pomogę”. Po czym bierze to coś, wsadza to coś i pompuje (no bez skojarzeń proszę, to porządny wpis o porządnych ludziach jest, a w gruncie rzeczy nawet nie o ludziach, a o nieszczęsnej skrobaczce…). Więc wracając, Kissiak wielkie oczy zrobił, ładne takie, nóżkę wypiął, co  by nie było ;) i jeszcze tylko szeptem dodał: „To diesel” (bo wie Kissiak, że diesel to diesel i nie można się pomylić, ale czy Pan wie, to Kissiak nie wiedział. Na marginesie – Pan wiedział jak już podchodził. Nie wiem jak oni to robią ;) ).

Pięknie Kissiak dziękuje, idzie płacić i wreszcie nastaje ten moment. Moment wyboru skrobaczki. Tej jednej idealnej, pięknej. Przed wyobraźnią Kissiaka w kilka sekund dzielących drzwi wejściowe na stację od pierwszej półki z akcesoriami do auta, rozpościera się widok najróżniejszych skrobaczek, kolory, wzory, ząbki, większe, małe, z długą rączką i bez rączki, trójkątne i owalne, no cud miód i orzeszki… Przytomnieje Kissiak jednak przy tej półce, patrzy, patrzy i ślepota go ogarnia. Podchodzi znowu „na blondynkę” do kasy i mówi: „Gdzie są skrobaczki?”. „Nie ma, jeszcze nie ma, to jeszcze nie sezon”. Że co?!? Łubudu, jak grom z jasnego nieba, policzek Kissiak dostaje, i nie wie czy płakać, czy się śmiać, czy co ma robić ogólnie. Stoi jak ten słup. Połowa października, stopni zero, a na skrobaczki nie sezon?!?

Wychodzi Kissiak i myśli, że katastrofa jakaś, skrobaczka ważna rzecz, taka wizja piękna była, a teraz przykrość taka. Jedzie Kissiak dalej. Stacja druga (a miało być szybko i sprawnie). Wchodzi Kissiak, pierwszy rzut oka – wszystko jest. Skrobaczek nie ma. Podchodzi do kasy, niemal szeptem, tak niewinnie, delikatnie wręcz pyta, jakby to coś zakazanego było, czy skrobaczki dostanie? Są. Po prawej na półce. Więc znów przed wyobraźnią Kissiaka rozpościera się widok najróżniejszych skrobaczek, kolory, wzory, ząbki, większe, małe, z długą rączką i bez rączki, trójkątne i owalne, no cud miód i orzeszki… Raj… Podchodzi Kissiak do półki… Patrzy, patrzy, no ślepota dopadał go jak nic. Wiedział Kissiak, że kiedyś to nastąpi, ale że w wieku lat trzydziestu co dopiero to jakoś tak za wcześnie… Podchodzi Pan, pokazuje. Patrzy Kissiak i oczom jednak nie wierzy! Wiadro. A w wiadrze skrobaczki. Ale nie ma kolorów, wzorów, kształtów. Leżą szare skrobaczki, takie byle jakie byle jak wrzucone za złoty pięćdziesiąt sztuka. Nie ma kolorów, kształtów, design żaden, brylancikami od Swarovskiego także wysadzane nie są. Kissiakowi łzy w gardle stanęły, a na domiar złego Pan z wielkim entuzjazmem wziął jedną do ręki i mówi: „Proszę! O jaka piękna szara!”. W tym momencie Kissiak powinien łzami wybuchnąć, jak rozwydrzone dziewczę, ale dzielnie ślinę przełknął, 1,50 zł wyciągnął, na ladzie położył i ze skrobaczką swoją pierwszą osobistą, szarą, zwykłą, plastikową wyszedł i do auta poszedł. I tak oto dziś szara rzeczywistość Kissiaka dopadła.

Ale Kissiak się nie martwi. Ważne, że jutro ma jak z przymrozkiem walczyć, a i pomysł jak tą szarość zmienić też już Kissiak ma ;)

 

 

 

 


Podziel się
oceń
3
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

czwartek, 17 sierpnia 2017

Licznik odwiedzin:  50 328  

Kalendarz

« październik »
pn wt śr cz pt sb nd
     0102
03040506070809
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31      

Ulubione strony

Statystyki

Odwiedziny: 50328

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Pytamy.pl

Facet