Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 263 869 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

„Jak będę stara, to będę miała wygodnie, teraz trzeba walczyć!”

sobota, 17 października 2015 23:02

W piątek był dzień na wysokich obrotach. I, jak rzadko, wróciłam z siebie naprawdę zadowolona. Nastawiona byłam na to, że wiele rzeczy będzie się działo na ostatnią chwilę, nastawiona byłam na mega wytężoną pracę mózgownicy i ogólnie całej mnie :P Nastawiona byłam na wszystko i na to, że zdążę. Było ok. Było tego sporo. Ogarnęłam. Wytrwałam. Podołałam. Zwyciężyłam! Zwyciężyliśmy! Naprawdę, powtórzę to jeszcze raz, rzadko kiedy bywam tak z siebie zadowolona i usatysfakcjonowana. Dałam radę, daliśmy radę, podołałam, podołaliśmy :) Zwarci i gotowi. Możemy zaczynać to, na co się szykowaliśmy tyle dni :)

Wróciłam do domu tak zmęczona, z takim bólem kręgosłupa, z tak pełną głową, tak wewnątrz napięta wszelkim włożonym wysiłkiem, trudem, pracą, zaangażowaniem, że jak poszła niania, usiadłam tak jak stałam - w płaszczu, szaliku, w butach – na podłodze, a gdy mój dwuletni synek zapytał: „Mamusiu, dlatego jesteś taka smutna?”, nie wytrzymałam i potok łez wypłynął ciurkiem po policzkach. – Nie jestem smutna – odpowiedziałam trzymając się jak tylko mogę – jestem tak pełna synku wszystkiego, że musi to ze mnie zejść”.

- Mamusiu, nie bądź już smutna. Będzie dobrze – odpowiedział mój synek. I poszedł się bawić. A ja zostałam tak na tej podłodze. Ale ogarnęłam się (musiałam przecież) w kilka minut i pokonałam chwilę. I dalej trwało zadowolenie. Chyba po prostu musiało to wszystko ze mnie zejść…  

Czasem przeszkadza mi to, że nie umiem się nie angażować całą sobą w to co robię, w pracę, która daje mi satysfakcję. Nie umiem po prostu zrobić swojego i już. Może jestem tak nauczona, może po prostu taki typ. Już raz od życia dostałam za to nauczkę. Przeżyłam. Bardzo. Bolało. Ale to nie naumiało mnie niczego, nie naumiało mnie braku zaangażowania. I nawet jakbym chciała i się starała to nie umiem…  Przez to, nie jest łatwo. Ale nikt nie powiedział, że będzie. Działam więc dalej…

Chyba pierwszy raz, w  ten piątek, utwierdziłam się dość mocno w fakcie, że idealnie nadaję się do tego, co robię, że to lubię, że to mój żywioł, że to jest to :)

Więc trzeba iść i walczyć dalej. Jak to było w jednym z filmów: „jak będę stara, to będę miała wygodnie, teraz trzeba walczyć!” ;)

Walczę więc! Walczę całą sobą…

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Dzień, zwykły dzień...

czwartek, 15 października 2015 22:51

Zbierał się Kissiak zbierał pół dnia, by z biura wyjść i sprawy na mieście załatwić. A spraw dużo się nazbierało, więc tak, czy siak wyjść trzeba było. W końcu kroczy Kissiak ulicą zadowolony, słonko praży (no tak październikowo :P), ludzi nawet sporo. Najpierw „Małpa”. Meczka do kawy nie było, więc tylko jak co dzień krótka pogawędka z właścicielką. Obrał Kissiak cel numer dwa: sklep za rogiem. Tu mleczko być powinno. Mleczko jest, ale miłej, starszej Pan sprzedawczyni nie ma, pogawędki brak :( Więc rach-ciach i cel trzy już rozpoczęty. Poczta. Pędzi Kissiak na pocztę nastawiony na kolejkę, tuzin ludzi co najmniej, staruszki cwaniaczki i ogólnie na wielkie czekanie. Wpada Kissiak na pocztę, wpada dosłownie, bo tak jakby zawsze zatrzymywał się na ludziu jakimś, a tu tak jakby pusto i Kissiak nie miał na czym się zatrzymać, więc wpadł z impetem i tylko z płuc Kissiaka się wyrwało dość głośne: „Boże! Nie ma ludzi!”

Panie (dwa okienka otwarte! Dwie Panie pocztowe siedzą!) w śmiech! Ależ one się śmiały! Po czym, jedna mówi do mnie:

- Ciii, niech Pani nie zapesza, bo zaraz tłum się zrobi!

- Ależ to dziwne, niespotykane – mówię jednym tchem – ja tu idę do Pań z nastawieniem na dwadzieścia minut w kolejce co najmniej, a tu proszę! Nie, to się nie zdarza!

Pani dalej w śmiech, w międzyczasie listy wzięła, rachu ciachu i w minutę już po wszystkim. Nie do wiary!

Idzie Kissiak dalej, zadowolony jak nigdy, uśmiech dookoła rozdaje, i w mig do celu numer cztery dociera. Punkt ksero. Kolejki brak. Wpada więc Kissiak do środa i od progu krzyczy „Dzień dobry”. Pan podnosi głowę znad komputera, podchodzi do lady i patrzy. Patrzy. Nie mówi. Nic nie mówi. Milczy nawet! Mówi więc Kissiak co chce i czeka. Pan ruchy swoje ma, przyspieszyć nie zamierza, cóż począć. Kissiak czeka, czeka, czeka, kolejka się zrobiła już czteroosobowa, wyszła Pani do obsługi potem drugi Pan, ale żaden z nich jakoś rozmowny (ba! nawet jednosłowny!) do tych ludzi nie był. No, Pani czasem coś zamruczała. Patrzy Kissiak na tą obsługę, patrzy i tak sobie myśli, że miny to oni mają jakby za karę tu pracowali. A może mają zakaz porozumiewania się jakkolwiek z klientem? – zastanawia się Kissiak. Po 12 minutach czekania zostaje mu podsunięty przed nos jeden wydruk (z dziesięciu, na które czekał). Odzywa się więc Kissiak z zapałem (i prawdą) i mówi: „Śliczne!”. Pan z ksera nie drgnie. Reakcji brak. Zero. Nic. Wydruk wziął bez słowa, bez mrugnięcia okiem, bez ani milimetrowego drgnięcia chociażby skrawkiem twarzy, nosa, czoła, oka... i znika za rogiem. „Taaa… - myśli Kissiak - mimiki żadnej, wyrazu żadnego, reakcji brak… ZOMBIE! Tak, to na pewno Zombie, bo jak inaczej wytłumaczyć fakt bezwyrazowego bycia. Kissiak pogrąża się w myślach, gdy w końcu nadchodzi moment zapłaty, Pan Zombie odzywa się po raz pierwszy(!): „Faktura?”. I tak wybija Kissiaka z pantałyku tym, że się odezwał, że Kissiak stoi dobre 10 sekund bez ruchu z gębą otwartą ze zdziwienia, że Zombie przemówił i patrzy, patrzy, patrzy, aż w końcu oprzytomniał i mówi, jakby słowa dopiero dotarły i Amerykę odkrył: „No tak! Poproszę!”. Po czym wizytówkę Kissiak podaje i Pan z ksero, zwany od dziś Zombie, znów za rogiem znika. Po chwili (dłuższej) Kissiak fakturę otrzymuje i „do widzenia” i „dziękuję” powiedziawszy pędzi do celu piątego. Oczywiście bez słowa żadnego ze strony Zombie.

Zachodzi Kissiak do punktu numer pięć dzisiejszego dnia. Sklep papierniczy. W takim miejscu to Kissiak czuje się jak ryba w wodzie, mógłby kupić wszystko z zamkniętymi oczami. Ale cel był jeden, szybki, kilka taśm i po zamieszaniu. Podchodzi Kissiak zapytać, gdzie w tych cudach taśmy znajdzie i upewnia się w fakcie, że pracownicy tu lekko nie mają, gdyż po raz kolejny świadkiem jest jak niższa sfera tej wyższej się boi, a wyższa stoi i czuwa. Pyta więc Kissiak o taśmy, odpowiedź otrzymuje, taśmy wybiera, szybko płaci, fakturę otrzymuje i spada, okiem jeszcze zarzuciwszy w biegu na te papiernicze cuda i cudeńka, które z zamkniętymi oczami wszystkie co do jednego by wykupił gdyby mógł.

I tak oto cele spełnione, misja zakończona, Kissiak do biura wrócił, a dzień, zwykły dzień zapamiętał i spisał co do joty!

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Szewc pierwszej pomocy

środa, 14 października 2015 21:31

Wpadam wczoraj do szewca. Szewc w podziemiach. Drogi dość, ale czynny do 19:00 i robi na miejscu. A bucik zgubił flek, więc pomoc natychmiastowa niezbędna. Więc po pracy do domu po Bąbla, z Bąblem do auta, szybka jazda do „podziemi” i bieg do szewca. W końcu już 18:40, więc nie daj Boże jeszcze zamknie. Wpadam:

- Dzień dobry – krzyczę w progu – mam tu takie buciki – macham butami pędząc - czy Pan zrobi fleki teraz na miejscu, ja pędziłam do Pana, żeby zdążyć.

- Tak, a skąd Pani jechała?

- Z południa! – odpowiadam.

Mina szewca – bezcenna! ;) hehehe...


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

W moim domu mieszkają krasnoludki.

wtorek, 13 października 2015 23:17

W moim domu mieszkają krasnoludki.  Tak, jestem tego pewna. Nie, nie zwariowałam. Podejrzewałam to już od dawna. Teraz mam pewność. Bo jak wytłumaczyć to, że co ogarnę, zaraz znów tysiąc rzeczy do ogarnięcia. Ktoś to musi robić. Ktoś mi tu grasuje i bałagani!

Z krasnalami do czynienia miałam, więc o ich istnieniu cokolwiek wiem. Ale żeby u mnie? PPD (Perfekcyjna Pani Domu) mówiła, że wystarczy kilka minut dziennie, by ogarnąć pomieszczenie po pomieszczeniu, a później wystarczy odkładać rzeczy na miejsce i porządek się utrzymuje. Taaa… jakoś u mnie nie działa. Czasem mam wrażenie, że non stop COŚ. Mnóstwo czasu zajmuje ogarnięcie. I niby szybko, niby kilka rzeczy do odłożenia, klika do schowania, kilka do odniesienia w inne miejsce, a i tak to NIE DZIAŁA. Naprawdę, szanowna, PPD, nie wzięłaś pod uwagę krasnali! Bo jak, naprawę jak, wytłumaczyć fakt, że co pozbieram, to zaraz znowu to samo. Nie posiadam w domu „pierduł”, nie mam tysiąca zbędnych, walających się rzeczy, a jednak cały czas coś! Weźmy pod uwagę kurtki, płaszcze i inne okrycia. Pozbieram z wieszaka do garderoby i zanim się obejrzę, mija dzień, noc, kilka godzin, na wieszaku znów tysiąc rzeczy! Jak to się dzieje, że jak ułożę obuwie do szafki, na wycieraczce nic nie zostanie, to za chwilę znów pełno butów się zbiera? A ubrania? Pozbieram te odłożone w czasie wieczornej toalety na pralkę, a zaraz znów jakieś na tej pralce leżą. Nie daj Boże wstawię kubek do zlewu… Po chwili zlew pełny! A kuchnia z salonem więc nie wypada by taki wystrój był. A zmywarki brak (tak, tak, błąd życia!!! Do naprawienia w jakiejś bardziej lub mniej odległej przyszłości). I tak od rana do wieczora w weekend, od wieczora do nocy w tygodniu. A czas leci. A potem że siły brak, chęci brak, czasu brak i ogólnie pora spać… A krasnoludki robią swoje… Ach…

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Za co lubię jesień...

niedziela, 11 października 2015 21:45

Jesień lubię za:

 

Kolory na drzewach,

Chusty i szaliki,

Wysokie buty,

Ciepłe październikowe słońce,

Długie wieczory kiedy nie chce się wychodzić z domu i nie jest to złe :),

Herbatę z cytryną,

Grzane wino z pomarańczą,

Głowę pełną nowych pomysłów,

Pachnące ciasta.

 

 

Taaak… Lubię jesień.

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

poniedziałek, 21 sierpnia 2017

Licznik odwiedzin:  0  

Kalendarz

« październik »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
262728293031 

Ulubione strony

Statystyki

Odwiedziny: 50400

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Pytamy.pl

Facet