Bloog Wirtualna Polska
Są 1 272 172 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Z serii nocne polaków rozmowy: Frykaśne zrazy

czwartek, 25 października 2012 16:09

 

Popołudnie. Leżymy. Ja nadal chora, Dzielny Mąż pierwszy dzień na urlopie.

 

- Mam pierwszy dzień urlopu i się nudzę. Pięknie. Mamy gry planszowe?

- Acha, już wszystkie w kartonach szczelnie zamknięte – odpowiadam. – Ale możemy zagrać w „zwierzę, ryba, ptak”.

- Możemy.

- Tylko nowe kategorie wymyślimy. Np. aktorzy – mówię.

- Albo zwierzęta hiszpańskie – odpowiada Dzielny Mąż.

- Ale ja żadnego nie znam.

- No… pies hiszpański, owca hiszpańska…

- Buhahaha – śmieję się.

- Albo potrawy – mówi Dzielny Mąż.

- Ale to nie jest kategoria do końca fair - odpowiadam. - Bo np. potrwa na „f” – frykaśne zrazy w sosie kurkowym.

- Nie. Chodzi na przykład o kotlety.

- Kotlety to nie potrwa. Frykaśne zrazy w sosie kurkowym to jest potrawa.

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Kissiak u lekarza

wtorek, 23 października 2012 21:22

I masz babo placek. Leżę z grypą. No przepraszam, z infekcją wirusową. I zarażam. Czuję jak te małe stworzonka (wirusy) biegają mi w organizmie. I na nic nie mam siły. To ani pora, ani czas na chorowanie. Organizm już nie wytrzymał tego wszystkiego i poległ. Nie lubię zostawiać rozgrzebanych obowiązków w pracy. Poza tym w gruncie rzeczy w domu nie ma warunków na chorowanie. Ale cóż począć… 

Wybrałam się do mojego lekarza:

- Dzień dobry. Ładnie u Pani pachnie – mówię wchodząc do gabinetu.

- O dziękuję – odpowiada lekarka – to ja – śmieje się.

- Bardzo ładnie, naprawdę.

- A wie, Pani, ze ja nie czuję.

- Bo tak chyba jest, że swoich perfum już nie czujemy.

- Tak... Co Pani dolega?

 

Po badaniu Pani doktor wypisuje mi zwolnienie.

- Adres

- Zamieszkania, czy zameldowania? – pytam.

- Taki, który w pracy Pani podała.

- Ale... ja nie wiem.

Cisza.

- Ale w PITach mam Gdański! - mówię uradowana jakbym odkryła Amerykę.

- To niech będzie ten. Kod proszę.

- Yyyy? 80-46… Chyba końcówka 4, albo 3, nie wiem.

- To wpiszemy 4, najwyżej ZUS Panią będzie ścigał – śmieje się Pani doktor – Dalej?

- Blok siedemdziesiąt, mieszkanie cztery... Nie! to mieszkanie raczej siedemdziesiąt..., a blok chyba cztery.... Boże nie wiem.

Konsternacja na twarzy lekarki. A ja myślę: "Zaraz mnie do psychiatry skieruje. Boże, nawet nie wiem, gdzie mieszkam. Źle z Tobą, oj źle..."

- No dobra, mieszkanie siedemdziesiąt blok cztery…

- Jest pani pewna?

- Tak... (ale czy jestem?)

 

I tak wyglądała moja wizyta. Gdzie ja mam głowę? Mówiąc językiem studenckim - po prostu już nie ogarniam... Ale naprawdę ładnie pachniało... :)


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

Mam ochotę krzyczeć!

poniedziałek, 22 października 2012 22:48

Jak ktoś mi powie, że zakup własnego M, to przede wszystkim radość, to wyśmieję go w twarz. Jeśli ktoś zdecyduje się na ten zakup, to musi uzbroić się w cierpliwość, w pieniądze, w twardą gębę, w odzywki i, jeszcze raz, w cierpliwość! A radość odłożyć na.... daleką późność. (Jak ona już w końcu nastąpi to dam znać....). Jako, bądź co bądź, dość młoda osoba, wierzę jeszcze w świat i ludzi, chociaż nie rozumiem go w wielu kwestiach. Go i jego dziwnych stanów rzeczy. Ale rodzice nauczyli mnie, że świat jest piękny. Dziś moja cierpliwość osiągnęła apogeum cierpliwości. 

Chce mi się wyć. Bo inaczej tego nie nazwę. Wyć z bezradności, z czyjejś głupoty, z tego, że ludzie są tacy okropni. A o ileż pięknie byłoby na świecie, gdyby w pewnych kwestiach ludzie przestali kłamać, oszukiwać, robić z kogoś idiotów. 
Ale do rzeczy (w skrócie): mieszkanie miało być gotowe na zbliżający się czwartek, a tu przypadkowo (!), naprawdę przypadkowo, bo nikt nie raczył nas poinformować, dowiadujemy się, że... gotowe nie będzie. Ekipa do mebli umówiona, łóżko czeka w magazynie na dzień dostawy już tydzień, rodzina postawiona na nogi w gotowości przyjazdu 360 km. i noszenia pudeł, dom w kartonach, mieszkania od listopada brak, a "miła" Pani mówi, że: "mieszkanie jednak gotowe nie będzie, nie ma jeszcze paneli". I dodaje: "Mogę tylko przeprosić". A ja w nosie mam jej przeprosiny! Rozmowy jej z Dzielnym Mężem przytaczać nie będę, ale powinszowania dla Dzielnego tu złożyć trzeba. Ale co z tego? Oczywiście nic! Jak dziś zaszłam do mieszkania z samego rana, bladym światem zerwawszy się z łóżka, by pojechać jak najwcześniej, nogi się pode mną ugięły! Tam nie tylko nie ma paneli! Tam nie ma większości! Czy naprawdę położenie kafelek w łazience, paneli na podłogę i pomalowanie ścian na biało wymaga więcej czasu niż 3,5 miesiąca (od lipca do końca października)??? Po kolejnych burzliwych wymianach słów na linii: ja – kierownik budowy, Dzielny Mąż – kierownik budowy, Dzielny Mąż –  kierowniczka od dewelopera, w końcu, po 5 godzinach, gdy miało być coś wiadomo,  usłyszeliśmy krótkie "nie wiem". Kierowniczka nie powiedziała nic innego jak "ja nie wiem". (Pełen profesjonalizm). W głowie mi się to nie mieści. Nie rozumiem po prostu.
Dlaczego nie można na czas, bez nerwów, z uśmiechem, ładnie, miło? Dla obu stron lepiej by się żyło, robotnikom pracowało… Ale nie! Na odwal, nie terminowo, z łaską, bez jakichkolwiek informacji... Więc teraz na czym stoimy? Na poniesieniu dodatkowych kosztów, odmówieniu ekip, i, co najgorsze, na wielkiej niewiadomej. Rewelacja!

Mam ochotę głośno wykrzyczeć co o nich myślę, nasłać tam kogoś lub po prostu najzwyczajniej w świecie zerwać umowę (tak, wiem, to chodzi o moje mieszkanie i nie zrobię tego). Ale ochotę mam. Bo wtedy może by coś ten deweloper odczuł. Bo został by z pół gotowym mieszkaniem i musiał zwrócić kasę do banku. I ciekawe czy wtedy też by "nie wiedzieli".

I płaczę... bo nie rozumiem, bo jestem wściekła, bo jestem bezradna, bo muszę te wszystkie negatywne uczucia z siebie wyrzucić. I będzie mnie bolała głowa, i będę miała spuchnięte oczka... Ale z tej beznadziei nie mogę powstrzymać tych łez. 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Sobotni poranek

sobota, 20 października 2012 12:19

Nie ma jak sobotni poranek z ulubioną kawą. Nawet w tym galimatiasie, nawet gdy szaro i pada, albo gdy świeci słonce, niezależnie od humoru i obowiązków sobotniego dnia. Te poranki są tylko moje... :)

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

Kartonowy tydzień

piątek, 19 października 2012 10:31

Rozpoczęliśmy kartonowy tydzień. W ubiegłą sobotę zaczęliśmy wielkie pakowanie! Po 12 kartonach stwierdziliśmy, że nic nie widać byśmy coś w ogóle spakowali! Teraz mając już ponad 30 kartonów (wszystkie numerowane i z listą, który co zawiera), stwierdzam, że do końca nie pozostało aż tak wiele. Chyba, bo może oczywiście to tylko złudzenie. Założyliśmy się z Dzielnym Mężem: ja obstawiam na 50 kartonów, on na 80. Mam nadzieję, że wygram ja :) (No bez przesady, aż tak wiele gratów nie mamy!). Obecnie mieszkanie zamieniło się w labirynt. Na korytarzu mieści się jedna osoba. W pokoju chodzi się wyznaczonym torem. Myślę, że niezbędne jest już ustawienie tabliczek a' la znaki drogowe: "zakaz skrętu", "nakaz skrętu w prawo", "idź prosto", "uwaga kartony", bo inaczej się zgubimy. Gdy wchodzę do domu ogarnia mnie przerażenie, potem robię się wściekła, bo nie cierpię bałaganu. Poza tym mam wrażenie, że czego nie dotknę, to ręce mam już na tyle brudne od tych pudeł, że myję je cały czas, przez co już są na tyle suche, że krem nie pomaga. W sypialni staram się utrzymać porządek, gdyż śpimy tam przecież, a nie cierpię spać gdy wokół mnie jest nieporządek, bo wtedy źle się odpoczywa, a w obecnej sytuacji tylko odpoczynek nas regeneruje. Zresztą kartony się tam nie zmieszczą, bo jest zbyt mała. Jak dotąd nie odnotowałam także obecności gadów w kątach (czyt. pająków), co oznacza, że nie jest źle i już się nauczyły, że u mnie spokoju nie znajdą. No dobra, jeden maluteńki za książkami mieszkał i wyciągając jedną z nich, chciał uciec, ale zaraz tą "cegłą" dostał tak porządnie od Dzielnego Męża, że tylko ciemna kropka została. Niektóre kartony w przypływie weny twórczej zostały także ozdobione buźkami, cytatami, napisami i instrukcjami albo akurat tym, co do głowy przyszło w wielkiej rozpaczy, gdy już człowiek nie wiedział czy pakować dalej czy nie, gdyż miał dość i musiał jakoś odreagować.
Tak... to taki skrót tego się dzieje i dlaczego ostatnio nie mam czasu pisać (nawet miejsca nie mam by komputer odpalić). Ale kartonowy tydzień ma to do tego, że po pierwsze prowadzi do pięknej rzeczy - własnego M, a po drugie, to tylko tydzień i w końcu się kończy. Więc jeszcze parę dni.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

sobota, 18 listopada 2017

Licznik odwiedzin:  51 648  

Kalendarz

« październik »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
293031    

Ulubione strony

Statystyki

Odwiedziny: 51648

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Pytamy.pl

Facet