Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 263 869 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Nocne lenistwo

wtorek, 12 stycznia 2016 23:54

23:26. Wychodzi Dzielny Mąż od Bąbla z pokoju. Dzielny Mąż umęczony, trochę przyśnięty, z tabletem w ręku (chyba cosik czytał czekając na moment, kiedy Bąbel zaśnie). Zagląda do sypialni, siedzi Kissiak w łóżku już umyty, czyściutki, pachnący i skrobie coś na komputerze.

- Co tam? – pyta Dzielny Mąż.

- Kabanosa!– mówi głośno Kissiak, któremu w ferworze pisania ani przez myśl nie przeszło, by i ruszyć do kuchni, po coś do jedzenia :)

- Chcesz kabanosa??? Hehehe – śmieje się Dzielny Mąż.

- Tak.

Idzie, przynosi kabanosy.

- A chlebka?

- Chcesz chlebka? – pyta Dzielny Mąż.

Kissiak kiwa głową (trochę niepewny, bo coś miły ten Dzielny Mąż). Dzielny Mąż znika, po czym przynosi bułkę. Kissiak patrzy i wpada w rozpaczliwy śmiech.

- Jak kiedyś! Miał być chleb, jest bułka.

- Chcesz chleba? – pyta Dzielny Mąż - A ja myślałem, że bułkę ci przyniosę, miękka jest, dobra…

- Chleba…

23:30. Kissiak je chleb i zagryza kabanosem. W łóżku. Oł, je...

Komputer włączony, świadomość, że za chwilę trzeba wstawać do pracy i Kissiak powinien dawno spać, odgoniona. (W końcu ma Kissiak nastawione 4 budziki! Pierwszy 6:20, ostatni 7:30. Dziś padł rekord wstania. Kissiak ledwo ściągnął swoją kissiakową dupkę z łóżka o 7:38!).

23:36. Kissiak do siebie:

-O chlebek się skończył.

Zza drzwi wychyla się Dzielny Mąż (jak duch):

- Przynieść ci chleba?

Kissiak: -Nie, ale wody. Butelkę wody.

Dzielny Mąż już w kuchni. (Jakiś dzień dobroci,  czy jak? – zastanawia się Kissiak w międzyczasie – Dzielny Mąż coś nabroił albo coś zechce. Na pewno).

- Mogą być dwie kromki? – pytanie Dzielnego Męża dobiega do kissiakowego ucha i wybija z myślenia).

- Nie, tylko woda.

23:37. Kissiak otrzymuje butelkę wody i dwie kromki chleba. Taaa…

23:41. Kissiak kończy jeść, stwierdza jeszcze raz z zadowoleniem, że to był dobry dzień, ale jednak już jest pora na dobranoc :)  Jeszcze tylko dupkę trzeba ruszyć, żeby zęby umyć… A tego Dzielny Mąż, ani już nikt inny za Kissiaka nie zrobi :)

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (12) | dodaj komentarz

Myśli ulotne

niedziela, 10 stycznia 2016 21:10

Ja: Przestały mi smakować "Michałki" [cukierki]. Jestem przerażona. Miałam do nich słabość...

Dzielny Mąż: Twoje życie się zmienia...

 

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (12) | dodaj komentarz

Rozmowa moich ja, czyli o tym, jak z niczego powstała nagle burza w mojej głowie…

wtorek, 05 stycznia 2016 21:47

Ja wiem, że dużo ludzi czyta mojego blooga. I wcale się tym nie chwalę teraz. Wiem, bo mi mówią. Ale dziś moja świadomość ogłupiała. Moja mama dzwoni do mnie i w ferworze rozmowy mówi nagle:

- Nie mogłam wejść na twojego blooga! Chciałam poczytać, a tam mi się nie odpalił!

Yyyy???? Konsternacja… W mojej głowie w jednej sekundzie rozkwita zagorzała dyskusja - ja z moim drugim ja:

Ja: Boże, moja mama wchodzi na mojego blooga ?!?!

Moje drugie ja (spokojnie): Wiedziałaś o tym.

Ja: Tak. Wiem. Boże, co ja tam pisałam?!? Hmmm… O czym pisałam ostatnio?!?

Moje drugie ja: Przecież mama już ci mówiła, że czyta. Ucieszyłaś się. Jest ci z tym dobrze i przyjemnie, że ludzie cię czytają, nie tylko mama, ale i znajomi.

Ja: Boże! Oni czytają?!? (w umyśle zapada panika!) Spokojnie, niech się zastanowię….

Moje drugie ja: Tak, spokojnie. Po to piszesz, by czytali. Czy to nie miłe?

Ja: Miłe, bardzo. Chcę by czytali. Niech czytają.

Moje drugie ja: Widzisz jak sympatycznie?

Wracam na ziemię:

- Yyy? – odpowiadam mamie – właśnie weszłam i jest wszystko w porządku. Ale tak czasem jest, że coś nie zadziała, spróbuj później. Może to serwer, czy coś na łączach było nie tak :)

 

 

Tak oto w ułamek sekundy powstała w mojej głowie całkiem niezła rozprawa, dość burzliwa przyznam, rozpędzona przez moją nieświadomą niczego w tym momencie mamę, w dodatku mamę psycholog (!) i sama nawet nie wiedziałam, że moje ja i moje drugie ja potrafi przeprowadzić taką dyskusję w przeciągu ułamku sekund. Dobra jestem :)

 

Tralala ! ;)

 

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (19) | dodaj komentarz

Na temat zimy wywody wieczorne

poniedziałek, 04 stycznia 2016 23:12

Przyszły mrozy. Śniegu nie ma, ale temperatury na ok. średnio -10. Przyszły mrozy, codziennie świeci słońce, powietrze jest przejrzyste, okna balkonu pomalowane w śliczne wzory. Jest czym oddychać dopóki nos nie zamarznie, czyli przez ok 3 minuty czuje się rześkie powietrze. Naprawdę czyste i rześkie. W domu kaloryfery gorące aż się nie da dotknąć.

Przyszły mrozy i przy pierwszym spacerze Noworocznym, 1 stycznia, gdy w samo południe było -9 stopni C, a ja z Dzielnym Mężem i Bąbelkiem, w naszą trójkę, szliśmy Skwerem Kościuszki w Gdyni trzęsąc się jak galarety, stwierdziłam ze wstydem, że my, jako człowieczeństwo XXI wieku odzwyczailiśmy się od mrozów. Byle jakie -9, -12, ba! -18 i już katastrofa!

Wstyd i hańba...

Czy my aby przypadkiem nie przesadzamy? Bo gdy chodziłam do szkoły mrozy przychodziły na początku grudnia i trwały do marca. Nikt się nie dziwił. Nikt nie lamentował. To było takie oczywiste. Przecież mamy zimę. Nikt nie mówił rozpaczliwie „Boże! Ziiimnnnnooo!!!” Nikt nie wypisywał w Internecie, że „dziś jest minus miliard…”. Dzień w dzień chodziło się do szkoły przez wiele lat. Zima w zimę. A uwierzcie mi, przecież mieszkałam w Suwałkach (!).

A pamiętna zima na pierwszym roku studiów? -35 stopni C, brak ogrzewania w akademiku, sople w pokoju, ubiór na cebulkę, ale i tak prężnym krokiem wychodziliśmy i całą ferajną szliśmy na zajęcia. Tak było. A Dzielny Mąż (jeszcze wtedy nawet nie narzeczony), który dzień w dzień wracał ode mnie na te swoje Dajtki nocą, kiedy był mróz jeszcze potężniejszy i nawet nie pisnął, że zimno…?  

Szłam więc w Nowy Rok tym nadmorskim bulwarem i zastanawiałam się, że może pora się opamiętać chociażby z tymi narzekaniami? Pogada jest jaka jest. Jakaś zawsze będzie. A że mamy akurat zimę, to zima może rządzić się swoimi prawami, prawda?

Spojrzałam na starszych ludzi. Nawet się nie kulą. Ubrani po pachy, ale idą. Spacerują. Mróz czy nie mróz. -9 to dla nich przymrozek. :)

Może warto zauważyć, że i tak nie jest... źle? Dwa lata temu, jak urodził się Bąbelek, chodziłam z nim na spacery gdy było -17. Codziennie. Nad jeziorko i z powrotem. Godzina. Smoczek mu zamarzał :) Ale chodziliśmy.

Zima jest potrzebna. Mróz też. Jak jest mróz, to jest słońce. Jak jest słońce, człowiekowi chce się żyć, uśmiechać, działać. Człowiek jest zdrowszy. I w pełni sił. Nawet jak trochę zmarznie. A jaki prysznic wtedy przyjemny? (No dobra, prysznic jest zawsze przyjemny). No i najważniejsze… z utęsknieniem czekamy wtedy na wiosnę :) A ona zawsze przychodzi po zimie... Jak świat światem, wiosna w końcu przyjdzie... :)

 

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (10) | dodaj komentarz

Myśli ulotne

niedziela, 03 stycznia 2016 11:45

Właśnie pomyślałam sobie, że w 2016 roku będę trzymała porządek w torebce... Po chwili dotarło do mnie to, co pomyślałam i moje drugie ja uśmiało się po pachy!
To nawet nie niemożliwe. Przecież to nierealne! ;)

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (9) | dodaj komentarz

poniedziałek, 21 sierpnia 2017

Licznik odwiedzin:  50 391  

Kalendarz

« styczeń »
pn wt śr cz pt sb nd
    010203
04050607080910
11121314151617
18192021222324
25262728293031

Ulubione strony

Statystyki

Odwiedziny: 50391

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Pytamy.pl

Facet