Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 263 869 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Magiczny tysiąc przekroczony

piątek, 29 stycznia 2010 17:00

"Magiczny tysiąc przekroczony" - powiedziałam dziś dzielnemu mężowi, gdy wrócił z pracy. Wreszcie :) Tak moi kochani, wreszcie liczba osób zaglądających na "kissiakowo" przekroczyła tysiąc. Czekałam na to i jakże mi miło! Hi hi hi.

Dziękuję wszystkim, którzy byli tu choć raz. To dla mnie znak, że skoro jednak tu zaglądacie, to warto pisać. I zapraszam dalej, bo dzięki Wam, chcę pisać więcej i więcej. Pozdrawiam.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (14) | dodaj komentarz

Absurd goni absurd - oto Olsztyn właśnie!

środa, 27 stycznia 2010 11:52
Po raz kolejny Olsztyn udowodnił mi, jaki jest beznadziejny! Już wiele razy miałam sytuacje, które do głowy nie przyszłyby żadnemu mieszkańcowi "normalnego" miasta, ale ta przeszła już wszystkie. Jak zapewne wszyscy wiemy zaczęły się w szkołach ferie zimowe. W poniedziałek, 1 lutego, przyjeżdża do nas mój sześcio, prawie siedmiotelni, chrześniak Kuba. Chcąc zapewnić mu "jakieś", jak na Olsztyn możliwe atrakcje, oprócz kina, postanowiłam, że pójdziemy do Teatru Lalek. Wiem, że przedstawienia są ciekawe i sama też lubię od czasu do czasu się tam wybrać. Jednak, jak zwykle w Olsztynie, pojawiło się ALE! Mianowicie, wiedziona po raz kolejny niezawodną intuicją, zajrzałam wczoraj na stronę internetową, by sprawdzić spektakle i zarezerwować bilety. Jak wielkie było moje zdziwienie, kiedy zobaczyłam, że: po pierwsze 1 i 2 lutego nie są grane żadne spektakle, po drugie - że grany jest jedynie JEDEN spektakl dziennie. A przypominam, że są ferie, a teatr lalek jest jedną z nielicznych atrakcji w Olsztynie! Ale co tam, oczywiście miasto nie troszczy się o swoich małych mieszkańców. Poza tym, w innych miesiącach zawsze grane były dwa spektakle dziennie: rano i popołudniu. A tu proszę, jak ferie, to oczywiście, że jeden spektakl wystarczy...
Zamówiłam trzy bilety na 3 lutego. Pomyślałam, że jak zamawiam tydzień wcześniej (!!!), to miejsca powinny jeszcze być. Nic bardziej mylnego! Dostałam właśnie przed chwilą maila: "Przepraszamy, nie ma już miejsc na wybrany spektakt". Łzy cisną mi się ze złości do oczu! Proszę mi powiedzieć, o ile wcześńiej musze zamawiać bilety do teatru, by pójść na spektakl? Może z miesięcznym wyprzedzeniem ?!? Tyle, że miesiąć temu nie wiedziałam jeszcze, czy Kuba do nas przyjedzie, czy nie! W głowie mi się nie mieści, jak takie "cuda" mogą się dziać się w mieście, które uważa się za przyszłościowe i wojewódzkie? Absurd goni absurd - oto Olsztyn właśnie!

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Oto Polska właśnie.

poniedziałek, 25 stycznia 2010 12:50

Myślę, że tylko w naszym kraju jest mozliwośc podróżowania nieogrzewanym autokarem. W sobotę rano wyjeżdżaliśmy z dzielnym mężem do Suwałk. Idąc na dworzec zażartowaliśmy sobie, że nie daj Boże podstawią mały busik i to nieogrzwany. Na dworze minus 13, więc oboje mięliśmy nadzieję, że nasz żart żartem pozostanie. O ileż było nasze zdziwnienie, gdy rzeczywiście podjechał autobus wielkości połowy normalnego autobusu i w dodatku zimny w środku. "Spokojnie - pomyśleliśmy - dopiero ruszył, więc za 10 minut powinno być już cieplutko". Choć i tego nie rozumiem, bo skoro rusza się w daleką podróż, a na dworze temperatura na minusie, to kierowca powinien podjerzdżać już ciepłym, nagrzanym autobusem. Minęło jednak 10 minut, 20 minut, cała godzina i... nic. Zimo jak w lodówce. Siedzimy nadal w kurtkach , czapkach, dwóch parach rękawic. Szyby zamarznięte, nic nie widać. Wreszcie ktoś się odzywa: "Mógłby Pan włączyć ogrzewanie?". Po czym pada odpowiedź: "Przecież jest włączone!". Może i włączone, ale nie działa! Kierowca zatrzymał bus, otworzył przednią klapę, coś pogrzebał, pogrzebał i ruszyliśmy dalej. Nic to jednak nie dało i tak oto w zimnie, w temperaturze minusowej spędziliśmy 4 godziny drogi. A gdy w Suwałkach wysiedliśmy nie czuliśmy żadnej różnicy w temperaturze w jakiej jechaliśmy, a w tej na zawnątrz.

Pomyśleliśmy, że raz, da się przeżyć takową podróż. Jednakże jakie było nasze zdziwienie, gdy w niedzielę ruszyliśmy w drogę powrotną do Olsztyna tym samym busem. "Musi być naprawiony, przecież wczoraj nie grzał, a jak dziś znów go podstawiono, to raczej go naprawili" - pomyśleliśmy. Ale gdzie tam! Kierowca, jak tylko wyruszyliśmy i ludzie zaczęli się burzyć, powiedział: "Piec jest zapsuty", po czym ubrał czapkę, kurtkę i jechał dalej. I tak, po raz kolejny, w klaustrofobicznym autobusie, gdzie zamarznięta była nawet szyba kierowcy, tyle, że miał odskrobany kawałek, żeby coś widzieć, spędziliśmy kolejne 4 godziny drogi. Czułam się jak w wielkim pędzącym, lodowatym pudle, odmarzły mi palce u stóp i straciłam w nich czucie. Chcieliśmy zadzwonić na policję, ale przecież na tym polega cały paradoks, że gdyby policja zatrzymała po drodze niesprawny bus, to czekalibyśmy gdzieś w polu na podstawienie kolejnego. A że przewoźnik był olsztyński, więc kolejny, sprawny autobus musiałby przyjechać z Olsztyna, a nie byłby podstawiony od razu z miejsca, gdzie zatrzymałaby nas policja. Paradoks goni więc paradoks. I nic więcej powiedzieć się nie da.   


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

To się nazywa zrobić interes

czwartek, 21 stycznia 2010 16:07
Poszłam odebrać zdjęcia, które zanosiłam do wywołania kilka dni temu. Miła pani poprosiła, bym sprawdziła czy to są te zdjęcia, po czym, gdy okazało się, że "tak, to te" i nie pomyliła kopert,  mówi do mnie - poproszę 150 zł! Aż mi mowę odjęło na kilka sekund. Ile? - pomyślałam. I mój mózg przeliczył sobie szybko, że skoro wywoływałam zdjęcia na spółkę z przyjaciółmi, i oni dali mi za swoje foty 70 zł., a ja za moje miałam zapłacić tylko 20 zł., to nijak nie wychodzi 150! Matemtykiem to ja nie jestem, ale co jak co, coś mi tu nie pasowało. Pytam więc grzecznie dlaczego tak dużo, przecież jedno zdjęcie miało kosztować 0,35 groszy. Miła pani otworzyła koperty ze zdjęciami i zobaczyła, że wywołano je na lepszym i droższym papierze niż ja sobie życzyłam. I to wcale nie z mojej winy, bo na kopercie zaznaczony był dokładnie punkt wskazujący na jakim papierze mają być wywołane. Pani myśli i myśli, po czym mówi: "W takim razie do reklamacji". "O, nie!" - krzyknął mój wewnętrzny głos. Ale na szczęscie druga ekpedientka poradziła tamtej, by zadzwoniła do firmy i zapytała co robić. Bo przecież, gdyby nawet wzięli zdjęcia do reklamacji, to musieliby je zniszczyć i wywołąć ponownie, już na "gorszym" papierze. I na moje szczęscie, firma powiedziałą, żeby pani sprzedała mi fotki, tak jak to miało być na początku. Uff... Czyli zapłąciłam tyle, ile miałam zapłacić, nie musiałam czekać ponownie kilka dni na ponowne wywołanie oraz dostałam zdjecia na lepszym papierze za niższą cenę! To się nazywa zrobić interes :) 

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (16) | dodaj komentarz

Takie pierdu, pierdu

środa, 20 stycznia 2010 23:17

Sesja jeszcze się nie zaczęła, a tu już praktycznie koniec. A ci, któzy poszli dziś na zerówkę mają JUŻ koniec. Ja jeszcze nie, bo na zerówkę nie poszłam. A to dlatego, że byłam na innej, takiej, co to tamte osoby miały już zaliczoną. Ale we wtorek raczej już skończę tę przedostatnią sesję. Zaliczeń i owszem było trochę, ale też nie aż tak, by się człowiek zamęczył na śmierć. Nieprzespanych nocy brak. Dzielny mąż stawiał w dużym stopniu na szczęście, które nawet mocno go się trzymało. Fakt faktem, że i owszem uczył się, ale nie do wszystkiego, bo czas mu trochę na to nie pozwalał. Ale jak zaznaczył na teście 13 puntów na 20 możliwych, to te 13 skubaniec trafił.

Dziś na ustnej zerówce z prawa też nieźle się natrudziliśmy. Nastawieni na pytanie z reklamy, abonamentu lub sponsoringu, dostaliśmy oczywiście pytanie z innej beczki, ale  i tak na tej "nieszczęsnej" reklamie się skończyło :) To było tak, jak w tym kawale, że słoń ma trąbę*. I zdaliśmy oczywiście :) hi hi hi

 

W domu nadal zimno, bo wieje przez dziurawe okna. W tamtą zimę okleilismy je watą i grubą taśmą. Tej zimy trzeba by poprawić zeszłoroczne klejenie, ale do tej pory nie mieliśmy na to czasu. Dzisiaj jednak dzielny mąż powiedział "dość". Kupił piankę i postanowił zapchać szpary. Pomysł dobry, ale nie praktyczny. Tzn, na dole okna, przy parapecie udało się piankę położyc, ale nadal wieje! A na górze jest za mała odległość pomiedzy sufitem, a oknem, tak, że nie mieści się dozownik do pianki (a trzyma się go do góry nogami, bo inaczej pianka nie leci).Więc na górze dzielny mąż napchał nowej waty, ale dziury są takie, że przydałoby się jej jeszcze całe pudło, więc i to na nic się zdało. Więc zasłonka z firanką dalej idą w "tany", a my nadal dogrzewamy się na wszelkie możliwe sposoby. Ale przecież niedługo już wiosna i przestanie tak wiać :) Tamtą zimę przetrwaliśmy, przetrwamy i tą :) Idzie się przyzwyczaić :)

 

 

* "Sesja. Na egzaminie, stary profesor zawsze pytał o słonia. Więc student przygotował się tylko z tego słonia. A tu profesor myśli "Znudziło mi się to pytanie, zapytam o coś innego". I zapytał o mysz. A student na to: "Mysz to takie małe zwierzę, którego boi się słoń. A słoń to takie zwierzę, co ma trąbę...".

Ach,ci studenci...


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

poniedziałek, 21 sierpnia 2017

Licznik odwiedzin:  50 397  

Kalendarz

« styczeń »
pn wt śr cz pt sb nd
    010203
04050607080910
11121314151617
18192021222324
25262728293031

Ulubione strony

Statystyki

Odwiedziny: 50397

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Pytamy.pl

Facet